sobota, 2 lipca 2016

Ksenofonia. Symfonia dla Innego.

Po oficjalnych uroczystościach, w zastawionym scenami Placu Mickiewicza z pół godzinnym opóźnieniem rozpoczął się spektakl "Ksenofonia . Symfonia dla Innego" w reżyserii Jana Komasy z choreografią Mikołaja Mikołajczyka i muzyką Kwadrofonik oraz Royal String Ouartet.
Całe widowisko składało się z trzech części. Pierwszej części widowiska nie oglądałem ale grany przez czterech pianistów jako podkład muzyczny utwór "Evil Nigger" Juliusa Eastmana był na tyle spokojny iż nie kolidował z modlitwami jakie zanosiłem do Boga klęcząc przed Pomnikiem Poznańskich Krzyży. Tylko z prasy wiem że w tym samym czasie na ogromnych ekranach pokazywano m innymi historyczne zdjęcia robotników  1956 roku którzy wyszli na ulice Poznania żądając Boga wolności i chleba.

Gdy po projekcji rozpoczęła się choreograficzno - muzyczna część przedstawienia moja modlitwa sta się niemożliwa.
Rytmiczna bardzo głośna  muzyka uniemożliwiała mi choćby minimalne skupienie. Jestem odporny na ruch uliczny, ale tego się nie dało się wytrzymać. Tempo powoli narastało nakręcając napięcie, w moim przypadku wewnętrzny protest. Musiałem przerwać. Nie dało się wyjść z wygrodzonego terenu nie spojrzawszy na to co dzieje się na scenie. Ciekawe okazało się operowanie światłem, które przykuło moją uwagę. trzymać.  

modlit
U sufitu sceny wisiały ogromne ledowe lampy w kształcie dużych kul, które zmieniały kolor z krwisto czerwonych do białych. Zawiesia tych lamp były sterowane i można było je dowolnie opuszczać i podnosić. Czy w tej materii wykorzystano techniczne możliwości uważam że nie. Mając możliwość modyfikacji nie tylko koloru ale i wysokości każdej z lamp, można było stworzyć ciekawszą "choreografię".
W rytm muzyki Bartka Wąsika i Miłosza Pękali z Kwadrofonika ubrane w białe trykoty głownie kobiety coraz to szybciej i szybciej tańczyły jakiś dziwny taniec.
O ile gwałtowne ostre ruchy mogły przystawać do roli mężczyzny o tyle wyraźnie kłuciły się z fizjologią występujących kobiet. Tańczące w jakimś zwariowanym rytmie panie sprawiały u mnie wyraźny niesmak. To nie był taniec który mógł się podobać ro tańczyły w szatańskim tańcu jakieś roboty a nie ludzie, których pozbawiono uczucia, serca, wdzięku. Zdjęcia nie oddają ruchu i nie dużo można powiedzieć przyglądając się im. 
A już zupełnie trudno mi powiedzieć co chciał przekazać widzom choreograf. Początkowo gdy rytmiczna muzyka była spokojna w tym zbiorowisku tancerzy panował jakiś porządek , jakaś wspólnota
Gdy muzyka stawała się agresywna na scenie pojawił się autor w garniturze i czerwonym krawacie. Demoniczny makijaż współgrał z dyspozycjami choreografa wymuszającego na tancerzach coraz to bardziej mechaniczne ruchy.
Krzyczał coś do tancerzy, kiedy ta ludzka maszyna zacinała się. Demonicznie kierował od wewnątrz całym spektaklem eliminując wolność występujących tancerzy
A już te fragmenty, w których w tej tanecznej wspólnocie pokazano sceny miłosne i to homoseksulną pozbawione są radości. To już nie była niewinna zabawa.
Tego nie dało się oglądać. Część osób razem ze mną opuściła spektakl. Przyglądałem się tym wszystkim ludziom , którzy go dalej oglądali. 

Mnie zbierało na wymioty. Żałowałem że się zatrzymałem by zrobić tych kilka zdjęć, które z racji na noc i oświetlenie nie wyszły mi wyraźnie. Zastanawiałem się kim jest ten tytułowy INNY. Czy to nie jestem przypadkiem ja sam. 

W pewnej chwili balony , białe ledowe klosze zaczęły przybierać formę serca, ale i one było niesymetryczne do tego co działo się na scenie.
Wyszedłem zniesmaczony. Jestem INNY. Lampy nad sceną ułożyły mi się w to słowo. Całe szczęście, że zwróciłem się do św. Michała Archanioła. 

Brak komentarzy: