wtorek, 5 lipca 2016

Reglamentowana modlitwa pod Pomnikiem Czerwca 1956


Oficjalne obchody Powstania Poznańskiego Czerwca 1956 roku zakończyły się ceremonią składnia kwiatów pod pomnikiem, a konkretnie pod stylizowanym orłem stojącym obok dwóch splecionych liną Poznańskich Krzyży. Mylił by się jednak każdy, kto by myślał, że każdy z obecnych mógł tak, jak to było przez ubiegłych 59 lat zapalić pod pomnikiem znicz, czy złożyć wiązankę kwiatów. Tym razem było inaczej możliwość złożenia kwiatów i zapalenia znicza przy dźwiękach werbli i biciu mego dzwonu zapewniono tylko osobom i delegacjom oficjalnie wymienionym przez organizatora czyli Urząd Miasta Poznania. Praktycznie byłi to czterej prezydenci i osoby posiadające specjalne zaproszenia upoważniające do wejścia na teren chroniony. 

A co z resztą społeczeństwa, która stała w czasie uroczystości poza ogrodzeniem? Im przez megafony obiecano, że po części oficjalnej będą mogli złożyć kwiaty i zapalić znicze. 
Tak jak to uprzednio opisałem we wpisie: Analiza zdjęcia z obchodów 60 lecia.  po zablokowanym przez dłuższy czas z niewiadomego mi powodu odjeździe dwóch ostatnich Prezydentów Węgier i Polski nadzwoniwszy się na pożegnanie co niemiara Panu Przezydentowi Andrzejowi Dudzie, by mu złagodzić wrażenie fatalnego przyjęcia  zorganizowanego przez Prezydenta Miasta Jacka Jaśkowiaka, który jako gospodarz miejsca nie umiał się kulturalnie zachować w stosunku do gości i z miejsca uroczystości odjechał demonstracyjnie pół godziny wcześniej, zrobiłem sobie jedno zdjęcie z Panią Radną z mego Powiatu, która zaoferowała mi pomoc w podepchnięciu dzwonu do zaparkowanego samochodu. 

Jeszcze raz dziękuję za uprzejmość drogiej Pani Radnej. Gdy tylko ustawiłem samochód z podczepionym dzwonem, będąc gotowy do wyjazdu, naszła mnie myśl by udać się pod pomnik i choć krótko się tam pomodlić za tych wszystkich, którzy zginęli nie tylko w 1956 roku ale i w latach następnych wymienionych i nie wymienionych na środkowym krzyżu, walcząc o wolną Polskę, a także będąc na służbie Państwa Polskiego. 

I jedni i drudzy to moi rodacy i za nich wszystkich chciałem się pomodlić jak co roku przed pomnikowym orłem. Nie miałem w rękach kwiatów, nie miałem i znicza, ale może to i lepiej, gdyż sam nie wiem jak, udało mi się wślizgnąć za nadal strzeżone ogrodzenie. Część oficjalna się skończyła i na program artystyczny dopuszczono na wolne miejsca nieco osób. Pan siądzie tu z boku na wolnym miejscu. Nie siadłem przemaszerowałem nie zatrzymany z aparatem w ręku pod estradą w stronę krzyży. I już myślałem, że uda mi się zrobić zdjęcie złożonych pod orłem  wieńców, gdy jak spod ziemi wyrósł przede mną człowiek z słuchawką przy uszach. "Dalej nie wolno! Proszę stać!" - usłyszałem tonem rozkazującym. Nie zamierzałem dyskutować. Rozkaz to rozkaz. Skoro dalej nie wolno to padłem na kolana i rozpocząłem półgłosem odmawiać koronkę. To był szok dla młodego człowieka stojącego nad moją głową. Odszedł kilka metrów w bok i mi się przypatrywał. Wyjąłem z kieszeni aparat zrobiłem to zdjęcie powyżej  i różaniec, z którym się nie rozstaję i spokojnie modliłem się dalej. Gdzieś po pierwszej dziesiątce słyszałem jak przez komórkę opisuje zdarzenie swemu przełożonemu: kazałem mu się zatrzymać a on klęknął i nadal się modli, co mam robić? Po drugiej dziesiątce pojawił się z jakimś urządzeniem ktoś drugi. Było ciemno już około 22:30 nadszedł zza krzyży, obszedł mnie klęczącego wokoło postawił urządzenie na murku z prawej strony i odszedł za krzyże. Nie przyglądałem mu się, ale na pewno był starszy od tego, który nadal dyskretnie mnie pilnował stojąc kilka kroków za moimi plecami, a potem rozmawiając, tak by mi nie przeszkadzać, z kimś stojącym na trawniku za murkiem. Ze sceny dobiegała spokojna muzyka, która generalnie dawała dobry podkład do poważnej modlitwy. Zmęczony kilku godzinnym staniem przy dzwonie z przyjemnością klęczałem na kamiennej wygrzanej posadzce. Przede mną migotało światło ogromnego znicza i po modlitwach w konkretnych intencjach miałem czas na spokojne odmówienie wieczornych pacierzy. Świadomość że jestem pilnowany dawała mi komfort, że nikt mi nie będzie przeszkadzał w skupieniu. Wieńców i kwiatów, z tej odległości ponad 10 metrów, wydawało mi się, że jest bardzo mało. Gdy się podniosłem z klęczek, a przyczyną była muzyka drugiej części programu artystycznego, która uniemożliwiała jakiekolwiek skupienie,  postanowiłem z aparatem w ręku podejść do wieńców by zrobić im zdjęcie. Sytuacja się powtórzyła tyle, że tym razem przy mnie było już dwóch ochroniarzy. W końcu dali się przekonać i mogłem po nocy zrobić wymodlone zdjęcie. 

Jest ono dowodem na to, że nikt ze zwykłych mieszkańców Poznania w dniu 28 czerwca 2016 roku poza mną do godz. 23:30 nie miał możliwości złożenia swego kwiatka, zapalenia znicza, czy też pomodlenia się pod pomnikiem. To wyróżnienie odebrałem jako niecodzienny dar dany mi od Boga za uświęcenie tej na wskroś laicko obchodzonej przez obecne Władze Miasta uroczystości rocznicowej pod Poznańskimi Krzyżami. Bogu niech będą dzięki.




Brak komentarzy: