środa, 20 lipca 2016

Rękawica

Przyjechał wczoraj po porzuconą rękawicę. W dawnych wiekach rękawicę rzucano o kobiety. W tym przypadku "rękawica" rzucona została o mnie, o moją świętość duszy. Sprawa poważna, jako że dotyczy nie tyko mnie, ale całej mojej rodziny. 

Położył rękę na stole, rozszerzył palce i pokazał jak rozlane zło rozchodzi się promieniście wokoło. A w środku, a w środku zostałem już tylko ja. 
Dlaczego? 
Bo Ewa zdążyła już zejść z ziemskiego padołu 2,5 roku temu, a ja pierwszą 10. koronki nadal ofiarowuję Bogu Ojcu wraz z Ciałem i Krwią Jego Syna, jako przebłaganie za grzechy moje i Ewy oraz całego świata. 

Przyzwyczajenie, rutyna pozostałość po naszych wspólnych małżeńskich modlitwach?      Nie! 
    
Grzechy są indywidualne choć mogą być czynione grupowo, powiedziałbym narodowo i rodzinnie. Nie kiedy, zwłaszcza te grupowe, rozmywają się po latach albo i ciągną się indywidualnie za człowiekiem, jako skutek tego pierwszego Ewinego grzechu pierworodnego. 

      Przez lata całe sumienie nie wyrzucało mi winy. Mój ludzki rozum, moją rację stawiał na wierzchu i potrafił ją rozumowo, a nawet prawnie przed każdym człowiekiem obronić.
      A tu ktoś, rzucił mej duszy wezwanie jak tą rękawicę przypominając, że nie ważne co onegdaj czułem i co dzisiaj czuję. Prawda obiektywna była bowiem inna. 
     To był grzech przeciwko wolności drugiego człowieka. 

Jezus by tak na moim miejscu nie postąpił. Ani jako Bóg, ani jako Człowiek pisany z dużej litery. W Jego Boskim postępowaniu nie było nigdy zamachu na wolność drugiego człowieka. Potrafił napomnieć, skarcić, ale potępić i odrzucić ewangelicznego brata czy siostrę, powiedzieć mu wynoś się, nie chcę cię znać - nie. Za każdego grzesznika oddał swoje życie na krzyżu. Dobremu łotrowi powiedział "dziś ze mną będziesz w raju", ale złego łotra, mimo że mu wyrzekał, nie potępił i za niego też oddał swoje życie.  

       A gdzież Jezu jest w tym wszystkim Twoja sprawiedliwość? Przecież ten zły do końca Ci bluźnił, a Ty mu nie tylko nic złego nie uczyniłeś, ale byłeś gotowy także i za niego oddać swe życie.
      Sprawiedliwość Jezus zostawił Bogu Ojcu, a sam z pokorą jak niewinny baranek dał się ukrzyżować. Tak, tak dał się ukrzyżować i tego samego żąda ode mnie. 

Nie mnie potępiać, wg. ludzkiego prawa bliźniego. Sprawa jest oczywista, gdy ludzkie prawo jest bardziej tolerancyjne niż Boże prawo. Podam biblijny przykład Mojżesz niewiernej żonie, po udowodnieniu niewierności, dopuszczał danie listu rozwodowego, a Jezus postawił sakramentalne małżeństwo na najwyższym poziomie, nierozerwalności. Podkreślę sakramentalne, a więc taką przysięgę małżeńską w której na wyraźną prośbę małżonków depozytariuszem trwałości został sam Bóg

Stąd oczywisty wniosek dla wierzącego chrześcijanina, że kimkolwiek by on nie był i kogokolwiek by nie reprezentował nie ma prawa mieszać w tak zawartym przed Bogiem związku. 
       Kto daje i odbiera, ten się w piekle poniewiera, głosi stare ludowe porzekadło. 

Dzisiaj, gdy o piekle nikt nie myśli, to hulaj dusza. Kto by za grzech uważał coś, co mu ludzkie prawo dało, na co ma społeczne przyzwolenie i poparcie, a z pozycji siły może wdrożyć postępowanie "aborcyjne" i winić bez skrupułów dziecko, że brak mu wdzięczności za to, że że gościsz je w swoim domu.


Cudem uznanym do beatyfikacji o. Papczyńskiego było wskrzeszenie dziecka zmarłego w łonie matki – mówił ks. dr hab. Piotr Kieniewicz.
Współcześnie, aby Kościół ogłosił kogoś błogosławionym lub świętym, jednym z warunków jest cud za wstawiennictwem danego, potencjalnego świętego. Tak samo było w przypadku św. Stanisława Papczyńskiego.
Cud dzięki któremu o. Papczyński został oficjalnie nazwany błogosławionym jest zdecydowanie spektakularny, nawet dla człowieka, który w swoim życiu nie raz spotykał się z charyzmatami nadzwyczajnymi: – Pierwszy cud to wskrzeszenie dziecka zmarłego w łonie matki – mówił ks. Piotr Kieniewicz.
Jak opowiada ks. Piotr Kieniewicz, matka już wcześniej straciła jedno poczęte dziecko. Przy problemach udała się do lekarz i podczas wizyty otrzymała informację, że dziecko zmarło: – Jak tylko zaczęły się kłopoty, ojciec chrzestny tej kobiety rozpoczął nowennę do ojca Papczyńskiego. Zaprzągł do tego całą rodzinę – opowiada ksiądz marianin.
- Kiedy mimo upływu czasu nie dochodzi do samoistnego porodu martwego dziecka, kobieta zostaje wezwana do szpitala, żeby dokonać ingerencji chirurgicznej. Ale przed taką ingerencją też się robi badania. Lekarz robi USG, nagle widzi, że dziecko jest w naturalnych rozmiarach, żyje. Robi drugie badanie, trzecie, powtarza tę ścieżkę, którą wcześniej wykonał do orzeczenia, że dziecko nie żyje – kontynuował ksiądz.
Jak podkreślił ksiądz, proces kanonizacyjny nie jest prosty. Trzeba udowodnić, że to co się dokonało nie jest wytłumaczalny medycznie. Jaki był cud pozwalający na kanonizację?
Jak wyglądało życie św. Stanisława Papczyńskiego, który z chłopskiego dziecka mającego problem z nauką, stał się spowiednikiem w kościele królewskim?
Jakim człowiekiem jest proboszcz, który budował sanktuarium w Licheniu?
Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z ks. Piotrem Kieniewiczem.
Posłuchaj Poranka Wnet z Lichenia
WJB

Brak komentarzy: