niedziela, 3 lipca 2016

Tajemnice alkowy

       Strudziłem usta daremnym użyciem
Teraz je z twymi stopić chcę ustami.
I chcę rozmawiać tylko serca biciem,
I westchnieniami i ucałowaniami.
I tak rozmawiać godziny, dni, lata
Do końca świata i po końcu świata.
(Adam Mickiewicz - "Rozmowa").

2 lipiec 2016 
Na pytanie kapłana gdzie odbył się ślub Złotych Jubilatów - pada odpowiedź na Wildzie u Zmartwychwstańców. 
A na kolejne pytanie, kto z obecnych był na ślubie - podnoszą się tylko trzy ręce. 
 ***
Zdjęcia własne z Jubieleuszu Złotych Godów.
   ***
W czasie Mszy Świętej, po bardzo osobistej pięknej homilii ksiądz proponuje Jubilatom odnowienie przysięgi małżeńskiej. 

Po raz wtóry, po 50 latach wspólnego ich pożycia jestem świadkiem przewiązania stułą rąk małżonków. 
Jezus, którego wprowadzili do swego życia powiązał ich losy podobnie jak powiązały się na kolejnym zdjęciu te dwa Chrystusowe krzyże. Każdy z nich stanowi odrębny symbol ziemskiego krzyża jednego z małżonków ale  Ich losy przewiązane są jedną wspólną kapłańską stułą. I ta stuła jako trzeci element w obliczu Boga była przez lata fundamentem ich wspólnego pożycia małżeńskiego.

     Nie dane było Ewie przeżyć ze mną tak wspaniałego jubileuszu. Nie szkodzi, obchodzić go będziemy w wieczności, gdyż  oboje postawiliśmy na Chrystusowy Krzyż na Jego mękę, śmierć i późniejsze zmartwychwstanie. 
       Szacownym Jubilatom nie potrzeba przywoływać życiorysu patronki ich parafii Św. Beretty Molla, ale przeciwnikom akcji "Stop aborcji" warto nadmienić przy okazji kilka słów.

 W 1954 r. Joanna, Beretta, lekarka z zawodu, poznała inżyniera Piotra Mollę. Zrodziła się między nimi głęboka przyjaźń oparta na wzajemnym szacunku, dążeniu do wspólnych ideałów życia, planach założenia rodziny otwartej na Boga, dzieci, poświęcenie i cierpienie. W 1955 zawarli związek małżeński. W 1956 roku przyszedł na świat Pierluigi, a potem kolejne dzieci: Maria, Zita i Laura. Piotr i Joanna marzyli o licznej rodzinie, chcieli mieć więcej niż trójkę dzieci 

W lipcu 1961r. przyszła Święta rozpoznała u siebie oznaki stanu błogosławionego. We wrześniu Joanna udała się na kontrolne badania lekarskie. Wyniki zabrzmiały dla niej jak wyrok. Blisko macicy rósł duży guz i lekarze zalecali natychmiastową operację, chcieli go usunąć. By ratować jej życie, zalecali też aborcję. Joanna była lekarką i doskonale zdawała sobie sprawę z wszystkich konsekwencji swoich decyzji: „gdyby trzeba było wybierać między mną a dzieckiem - żadnych wahań.
 
Żądam, abyście wybrali dziecko. Ratujcie dziecko!" Doszło do operacji, uratowano życie dziecku, mogącemu się od tej pory dalej rozwijać. Gianna Emanuela urodziła się 20 kwietnia 1962 roku, ciesząc się doskonałym zdrowiem.
        U Joanny kilka godzin po porodzie wystąpiły niesamowite cierpienia sprawdziły się przewidywania co do komplikacji. Zmarła 8 dni po porodzie, 28 kwietnia 1962 roku mając 39 lat.
        Joanna Beretta Molla została ogłoszona błogosławioną 24 kwietnia 1994 roku, a 16 maja 2004 roku Jan Paweł II ogłosił ją świętą.

*** 

Kończy się Jubileuszowa Msza Święta. Następuje błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem. Jubilaci moment się modlą w skupieniu. Wstają z klęczek i podchodzą do wyjścia. Organista i śpiewaczka grają Ave Maryja i w tym momencie zrywa się potworny wicher. Nim doszli do wyjścia ściana deszczu. Potworna ulewa. Żadnych szans by pod parasolem przejść 5-7 metrów do podstawionego samochodu. 

Czekamy. Niektórzy składają życzenia. Organista i śpiewaczka ratują sytuację grając (śpiewając) kolejne weselne pieśni. Po złożeniu życzeń siadam z boku pod ścianą i zatapiam się w modlitwie w intencji Jubilatów. 

Dzisiaj żałuję, że nie namówiłem do Koronki wszystkich zebranych a przede wszystkim Ks. Proboszcza. Szkoda! Sumienie wyrzuca mi grzech zaniechania błagania Boga o Miłosierdzie dla nas, dla Nich i dla świata całego.

Wyraźnie Bóg dał nam ten czas na to, a myśmy go nie wykorzystali, myśląc o posiłku. Przecież nic by się nie stało jak bym siadł przy wytwornie nakrytym stole  w  Pałacu w Biedrusku 10 czy 15 min później.  

 ***

Niedziela 21 listopad 1965 rok: "Z zapisków Jerzego"- odtworzone z rękopisu:
Wczoraj byliśmy u Eli na imieninach. Nie mogę zapomnieć Staszka. Marian jest w porządku facet. "Marianku przynieś probówkę". 

Dzisiaj od południa jestem u Ewy . Przeglądamy listy Juliana i Mariana. Znowu powiedziałem coś głupiego. Po kolacji wchodzimy na psychologię. Dobiła mnie kompletnie. Ja mam się dokształcać w psychologii. Dla mnie, dla którego życie wydawało się tak proste. 

Nie mogę pisać. Zbyt dużo wrażeń. Przypomniała mi dwa:
1) "Budu jewo żenoj", a ja wtedy powiedziałem: nie bądź taka pewna.   
2) Cizie podziwiane  na ubawie.
Kompletnie się przechwalają. Rejestruję wszystko i zostawiam, bo wychodzą z tego cuda.
 
***
      Świeccy często zarzucają kapłanom, że na temat małżeństwa, a konkretnie na temat szóstego "nie cudzołóż" i dziewiątego przykazania "nie pożądaj żony bliźniego swego" 

nie mogą zbyt dużo powiedzieć, gdyż nie współżyjąc cieleśnie z kobietą, nie mają na ten temat zbyt wiele do powiedzenia. Takie stanowisko jest ze wszech miar błędne, zwłaszcza jeśli kapłan jest doświadczony życiowo, bądź posunięty w latach. 

       A szary człowiek, o taki jak ja, cóż może mieć za doświadczenia ..?
Odpowiem! 
Przede wszystkim własne, zwłaszcza jak przeżył z żoną nieomal pół wieku, 

 
choć nie zawsze jest to gwarancją, że o współmałżonku wie się wszystko i zdarza się, że są pewne sprawy, które współmałżonek zabiera do grobu... 


Może mieć też doświadczenie szeroko pojętego otoczenia, zwłaszcza jeśli jest bystrym obserwatorem i do tego potrafi trzymać język za zębami będąc powiernikiem nie tyle dobrych, bo takowe są ujawniane, co grzesznych uczynków.  

Ale są i tacy wśród nas, którzy tak jak Chrystus wie wszystko o swojej Oblubienicy (Kościele), tak i oni wiedzą sporo, nie tylko o swojej, ale i o cudzych oblubienicach i oblubieńcach.

      Są sprawy, które wychodzą przy kielichu. Nie myślę tu o toaście jubileuszowym, ale o głębszym piciu, których ten przepiękny zamek był nie jeden raz świadkiem. Póki co, to czcij przede wszystkim Boga, a potem swego małżonka, póki go tylko jeszcze posiadasz. Traktuj go jak oczko twojego żywota i twych postanowień sędziego. 

Po Bogu jego jedynie kochaj i nim jednym raduj duszę swoją, a gdy on się smuci i ty trochę z nim się posmuć..., bo dla męża w złym humorze, żona wygodną przystanią i podobnie dla zestresowanej żony dobry mąż najlepszym lekarstwem. 

        Z jednej gliny nas Bóg stworzył, dając  obojgu jeden Obraz i  jedno swoje Boskie prawo.  Jedną też dał nam śmierć, choć nieraz rozdzieloną w czasie, ale i jedno daj Boże chwalebne zmartwychwstanie. 

       Dlatego też wspólnie miej z mężem, czy też z żoną, radości swoje wszelkie, jak choćby dzisiejsza uroczystość jubileuszowa, ale także przykrości i troski. 
       A grzechy? 
       Z grzechami też warto się podzielić, w szczególności z tymi przedmałżeńskimi, bo i tak i siak, w taki czy inny sposób, będą ci się czkały na stare lata. Im wcześniej to zrobisz, tym lepiej to dla waszego związku, skoro marzy ci się by był trwały, a nie tylko pozornie trwały. 

       Piszę to specjalnie szczególnie do młodych, którzy w życie małżeńskie wchodzą w grzechu śmiertelnym nazywając grzech wspaniałą przedmałżeńską przygodą miłosną.

       Najtrudniejsze są potem spowiedzi z całego życia, ale i takowe są potrzebne, skoro poważnie traktujesz swoje zmartwychwstanie.  


***

Na koniec serdeczne podziękowania dla obojga Szanownych Jubilatów za przyjęcie w którym z radością mogłem uczestniczyć ze złotą myślą Św. Ojca Pio skierowaną do każdego z Was z osobna jak i do dwojga razem:
"Uważaj, aby się nigdy nie zniechęcać na widok otaczających Cię duchowych ułomności . Jeżeli Bóg pozwala Ci popaść w jakąś słabość, to nie dlatego, że cię chce opuścić, ale dlatego, aby wlać w Ciebie pokorę i uczynić Cię bardziej uważną na przyszłość."   

Brak komentarzy: