poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Pani Zofia bez korony.


       Dzisiaj obchodzimy święto Matki Bożej Królowej Świata, które łącznie ze świętem Maryi Królowej Polski jest dla wielu niewygodnym świętem w zestawieniu ze świętem Chrystusa Króla Wszechświata, dla którego nie może być święta Jezusa Chrystusa Zmartwychwstałego Eucharystycznego Króla Polski. 

    Na zdjęciu obraz Maryi w koronie drzew widziany z okna sypialni przeniesiony przez cały dom promieniami wschodzącego słońca.
      Ten sprzeciw okazał się tak zdecydowany, że nawet "złota" korona leżąca u stóp Chrystusa od 3 czerwca, to jest od dnia poświęcenia figury Najświętszego Serca Jezusowego przez dwa miesiące, komuś wyraźnie przeszkadzała. W głównej mierze za ten stan rzeczy winię samego siebie, gdyż nie ustawiłem przed figurą klęcznika, jak już w czerwcu  planowałem to zrobić, by przychodzący się przed Sercem Jezusowym pomodlić ludzie mieli szansę uczynić to na klęczkach. 
       Jak klękam na bruku i schylę głowę, skarży mi się osiemdziesięcioletnia pani Zofia, której pomogłem podnieść się z klęczek, to mi się kręci w głowie. Tak samo jest gdy zadzieram głowę i spoglądam w oczy Chrystusowi. Człowiek nie ma się czego schwycić, o co wesprzeć, trudno się trzymać powiewającej taśmy rozpiętej na igliczkach. 
        Pani tu często przychodzi na modlitwę dopytuję?

Tak, za każdym razem wydaje mi się że Chrystus ma inną twarz, zupełnie jak żywy człowiek. Raz Jego twarz jest smutna, raz wesoła, a kiedy indziej groźna, ale zawsze wodzi za mną oczyma, obojętnie z którego miejsca mu się przyglądam. 
       Pani Zofio, jest pani rodowitą poznanianką?
       Tak urodziłam się w maju 1936 roku w Poznaniu i z rodzicami chodziłam pod Pomnik Wdzięczności

I dalej opowiada mi w którym to roku i w której parafii była chrzczona, gdzie przystąpiła do pierwszej Komunii św., a gdzie do bierzmowania. 
      A do ślubu? 
      Nie, jestem z wyboru starą panną, przyznaje z uśmiechem.
     Jak na osiemdziesiąt lat, to się pani doskonale jeszcze trzyma. 
      Coraz gorzej z chodzeniem skarży mi się. Spoglądam na nogi w drewnianych chodakach. 

      Haluksy bolą ? Nie mam kolec który uwiera. Ale z kulami jeszcze pani nie musi chodzić. 
      A co się stało ze "złotą" koroną dopytuję. 
     Cały czas była z kwiatami. Pewno ją sprzątnięto, by jej ktoś nie ukradł Tu różni ludzie się kręcą podsumowała.  
      A zgodzi się pani, bym pani zrobił zdjęcie? 
      Chwila zawahania. A dla mnie? 
     Jak mi pani poda adres, to mogę je pani wysłać. 
Z ostrożności i słusznie, adresu mi nie podała, dopytując się tylko dla kogo to zdjęcie?  
         Dla całego świata odpowiedziałem.

       Uśmiechnęła się swoim starczym Maryjnym uśmiechem i chciała mi pozować. Obracając się o 180 stopni zakręciło jej się w głowie. Podtrzymałem ją za ramię. Proszę się chwycić tego metalowego pręta a ja się odpowiednio ustawię. 
 
       Na wczoraj na 12:00 zamówiłem Mszę Św. w swojej intencji. Co roku na ten dzień czyniła to Ewa, zapraszając potem całą rodzinę na wystawny obiad.  Długo się zastanawiałem czy wypada za siebie zamawiać Mszę Świętą. Zamiast pytać Boga co ma do powiedzenia, a ma wszystko, zastanawiałem się co ludzie w parafii powiedzą? Ostatecznie wczoraj zupełnie o tej intencji zapomniałem i pojechałem na 12:00, na Marsz Różańcowy, by w siąpiącym deszczu przejść w skupieniu modlitewnym z około 50. osobami przez nieomal 2 godziny przez opustoszałe z racji na deszcz śródmieście Poznania. 

Pewno gdyby mi się przypomniał wystawny obiad, poprosiłbym na niego najbliższych tym bardziej, że byłem na coś podobnego przygotowany. W tej materii co się odwlecze to nie uciecze.     

A duchowo? Duchowo zamówiłem na dzisiaj Mszę Św. w intencji dzieci i wnuków, o światło wiary i Boże błogosławieństwo dla nich. 
Do kawy i kolacji jestem przygotowany. 

Ofiarowanie Mszy Świętej.
Ojcze, składamy Ci tę Ofiarę, poprzez którą pojednałeś świat ze sobą i wprowadziłeś pokój pomiędzy Niebem i Ziemią, a w której złożyłeś swoje najświętsze Bóstwo ukryte w naszym człowieczeństwie, poprzez nieskończoną i doskonałą Ofiarę Twojego Syna, Jezusa Chrystusa i poprzez ręce Twojego wybranego syna, mego Proboszcza, którego uczyniłeś kapłanem, przepraszamy cię za grzech niedowiarstwa i pychy, jakim kalana jest Twoja Ofiara. Niech Przenajświętsza Krew Jezusa przesłoni Ci niewdzięczność ludzkich serc, a Jego niewinne Ciało będzie zapłatą za nasze grzechy. 
    Przyjmij, Ojcze, i nasze ofiary, które łączymy z Jedyną miłą Ci Ofiarą na zadośćuczynienie za odrzucenie Twojej najświętszej Ofiary, składanej na tym ołtarzu i na wszystkich ołtarzach świata przez wszystkie czasy, od chwili kiedy została złożona przez Twojego Syna po wszystkie czasy, kiedy będzie sprawowana na ziemi. 
     Niech nasze serca będą hojne, aby wytrysnęły ofiarną Miłością , która wynagrodzi Ci zniewagę i ukoi Twój sprawiedliwy gniew.
Amen.  
     
      W dzienniczku duszy, który sobie prowadzę są za uczestnictwo w niedzielnej Mszy Św. 3 pkt, a za uczestnictwo we Mszy Św w ciągu tygodnia 2 punkty. Już myślałem, że sobie dzisiaj zaplusuję i zbiorę 2 x po 2 punkty, a może i 2 X po 3 punkty jeśli dzisiejsze święto Maryi Królowej Świata potraktujemy jak Święto kościelne. A tu rozczarowanie. Spoglądam do internetowych ogłoszeń parafialnych i czytam:
"W tygodniu od poniedziałku do piątku nie będzie Msze św., nabożeństwa oraz nie będzie czynna kancelaria parafialna. Jeśli ktoś chciałby ustalić pogrzeb – proszę kontaktować się z Parafią w Przeźmierowie"  
    No cóż, dobrze, że pojechałem rano do kościoła w Poznaniu, a za wszystkie dzieci te rodzone i te które weszły do rodu oraz za wnuczęta pomodlę się tak, jak każdego dnia pod pomnikiem. Nie pozostaje mi nic innego jak rozebrać się z wizytowego stroju i zrobić sobie kolację. A na pocieszenie dopiszę sobie jeden punkt za pozytywną odpowiedź na pytanie nr 29 "Czy było w tobie oczekiwanie i pragnienie Jezusa".  
      Z tymi wakacjami, to księża mają problem, zwłaszcza jak na stanie parafii jest jeden ksiądz, tak jak to jest w Grzechyni. Trzeba wtedy chcąc nie chcąc wszystko na cztery spusty pozamykać i wyjechać choćby na tydzień, by zregenerować organizm i przemyśleć na łonie przyrody pewne sprawy. Pan Jezus też się na 40 dni udał na pustynię, co nie znaczy, że ustrzegł się od kuszenia szatana, na co jesteśmy wszyscy narażeni.        

Brak komentarzy: