wtorek, 9 sierpnia 2016

Bogumile Dmochowskiej

Poniższy tekst stanowi fragment książki Alfreda Monnina SJ "Zapiski z Ars" . Dedykuję go wraz z modlitwą pani Bogumile Dmochowskiej. Jeśli będzie jej dane osobiście go odczytać chwała Panu, jeśli nie, być może odczyta to jej jej mąż, lub ktoś z bliskich. WYSTARCZY  SKINĄĆ  i znajdzie się jakiś Anioł. W tekst wplecione zostaną dalsze zdjęcia z mojej pielgrzymki do Lichenia. 

Na zdjęciu powyżej widok sanktuarium z okna bazyliki z poziomu chóru, na który próbowałem się dostać. W połowie drogi prowadzącej z placu do najstarszej części sanktuarium ustawiono drewnianą Bramę Miłosierdzia. 

Szkoda, że na dwujęzycznej tablicy informacyjnej nie podano warunków   uzyskania odpustu zupełnego (także dla chorych nie mogących opuścić miejsca swego przebywania).




yszy się czasem, że Bóg karze tych, których kocha. To nie zawsze jest prawdą. Dla tych, których Bóg kocha, doświadczenia nie są karami, lecz łaską. Jesteśmy kimś wielkim i niczym zarazem. Nie ma stworzenia większego od człowieka i nie istnieje nic marniejszego. Nie ma nic większego, kiedy patrzy się na duszę człowieka, i nic nędzniejszego, kiedy patrzy się na ciało. Troszczymy się o nasze ciała, jakbyśmy nie mieli nic cenniejszego, a tymczasem to właśnie ono jest w nas najbardziej godne pogardy.Jesteśmy dziełem Boga. Zawsze jesteśmy Jego dziełem. Łatwo jest nam zrozumieć, że jesteśmy dziełem Bożym, lecz o wiele trudniej jest nam pojąć, że ukrzyżowanie Boga jest naszym dziełem - to jest dla nas niezrozumiałe. Niektórzy uważają, że Ojciec Przedwieczny ma serce twarde i nieczułe. Jakże się mylą! Bóg Ojciec, aby rozbroić swoją własną sprawiedliwość, dał Synowi serce nieskończenie dobre - nie można dać komuś tego, czego się samemu nie ma. Nasz Pan rzekł do swego Ojca: Ojcze, przebacz im. Pan Jezus wycierpiał dla naszego zbawienia więcej niż trzeba było, aby nas odkupić. To jednak, co zaspokoiłoby sprawiedliwość Ojca, nie zaspokoiło by Jego miłości. Bez śmierci Pana Jezusa wszyscy ludzie razem wzięci nie byliby w stanie odpokutować nawet jednego małego kłamstwa. Na tym świecie niebo i piekło są przed nami zakryte. Niebo dlatego, że gdybyśmy znali całe jego piękno, chcielibyśmy tam pójść za wszelką cenę i sprawy doczesne przestałyby nas w ogóle zajmować. Piekło dlatego, że gdybyśmy znali jego męczarnie, staralibyśmy się ze wszystkich sił go uniknąć. Szatan nienawidzi znaku krzyża, bo krzyż jest najskuteczniejszą przed nim ucieczką. Znak krzyża trzeba czynić zawsze z wielkim szacunkiem. Zaczynamy od głowy, bo jest ona najważniejszym członkiem ciała, symbolizuje szczyt stworzenia i Ojca stworzenia; potem serce oznaczające miłość, życie, odkupienie i Syna; w końcu ramiona, które są znakiem mocy i Ducha Świętego. Wszystko nam przypomina o krzyżu. Nawet nasze ciało zbudowane zostało na planie krzyża. W niebie karmił nas będzie Duch Boży. Dobry Bóg, jak architekt, umieści nas w swojej budowli niczym kamienie, każdy znajdzie się na właściwym miejscu. Całe niebo wlewa się w dusze świętych, którzy w tym wylaniu nieba pływają i toną niczym w oceanie. Jak uczniowie na górze Tabor widzieli już tylko samego Jezusa, tak dusze wewnętrzne, na górze Tabor swoich serc, widzą tylko Pana. Żyją z Nim w takiej przyjaźni, że nigdy nie nużą się sobą nawzajem. 



















Niektórzy tracą wiarę i piekło zauważają dopiero wtedy, kiedy przekraczają jego próg. 

Potępieni będą pływać w gniewie Bożym jak ryby w wodzie.  

To nie Bóg potępia człowieka, lecz potępiają go jego własne grzechy. 

Potępieni nie oskarżają Boga. Oskarżają siebie samych, mówiąc : „Utraciłem Boga, swoją duszę i niebo z własnej winy" .

Nikt nigdy nie został potępiony za to, że wyrządził zbyt wiele zła, lecz wielu idzie do piekła z powodu jednego grzechu śmiertelnego, za który nie żałowali. 

Gdyby potępieni mogli choć raz powiedzieć: „Boże mój, kocham Cię", nie byliby już w piekle. Lecz niestety! Te biedne dusze traciły na zawsze zdolność kochania, którą otrzymały od Boga, a której nie umiały w życiu wykorzystać. 

Ich serca są wyschnięte na wiór, podobne do tego, co zostaje z kiści winogron, z której prasa wycisnęła wszystek sok. Takie dusze nie zaznają już nigdy szczęścia ani pokoju, gdyż pozbawione są miłości. 

Piekło ma swoje źródło w dobroci Bożej. Potępieni powiedzą: „Gdyby Bóg nie kochał nas tak bardzo, mniej byśmy cierpieli, a piekło byłoby znośne. Lecz dlatego, że tak bardzo zostaliśmy umiłowani, cóż za ból cierpimy!" 

Oprócz tak głębokich myśli, Jan Maria Vianney mówił też rzeczy bardzo zaskakujące. Cmentarz nazywał ratuszem, czyściec szpitalem Pana Boga, a ziemię przechowalnią. 

Żyjemy na ziemi niczym w przechowalni, tylko przez chwilę. Wydaje nam się, że wcale się nie ruszamy, gdy tymczasem wielkimi krokami zbliżamy się do wieczności niczym para *buchająca z komina" . 

Spytano raz umierającego: - Jaki napis mamy umieścić na grobie? Odrzekł im: - Napiszcie: Tu spoczywa głupiec, który opuścił ten świat, nie wiedząc nawet, jak się na nim znalazł. 

Wielu jest takich, którzy opuszczają ten świat, nie wiedząc, po co się na nim właściwie znaleźli, i nawet się tym specjalnie nie przejmują. Nie bądźmy takimi głupcami. 

Gdyby biedni potępieni mieli tylko ten czas, który my marnujemy, jakiż dobry użytek potrafiliby z niego zrobić! Gdyby mieli choćby pół godziny, zdążyliby w tym czasie wyludnić całe piekło. 

Umierając, dokonujemy zwrotu - oddajemy ziemi to, co nam pożyczyła. Zostanie po nas garstka prochu. I to ma być powód do dumy! Śmierć jest dla naszego ciała wielkim praniem. 

Trzeba nam na tym świecie pracować, trzeba toczyć bój. Na odpoczynek będzie cała wieczność. Gdybyśmy byli w stanie zrozumieć, jakimi jesteśmy szczęściarzami - nawet większymi niż święci w niebie. 

Oni żyją już tylko z tego, co zarobili na ziemi, niczego już więcej zarobić dla siebie nie mogą. 
My zaś w każdej minucie możemy jeszcze pomnażać swój skarb. 

Przykazania Boże są jak znaki drogowe wiodące do nieba, jak napisy z nazwami umieszczone na rogach ulic, żebyśmy wiedzieli, którędy idziemy. Łaska Boża pomaga nam w drodze i nas pokrzepia. Jest nam potrzebna jak laska człowiekowi, którego bolą nogi. 

Powinniśmy dobrze rozumieć, czym jest spowiedź - zdejmowaniem Chrystusa z krzyża. Dobra spowiedź jest jak skucie szatana łańcuchami. Wszystkie skrywane grzechy kiedyś wyjdą na jaw. 

Jeśli chcemy raz na zawsze by wyszły z ukrycia, musimy się z nich dobrze wyspowiadać. Nasze winy są niczym ziarnka piasku wobec góry Bożego miłosierdzia. 

W kazaniach Jana Marii Vianneya wiele miejsca zajmowały porównania i obrazy. Zapożyczał je z przyrody, którą słuchający go lud dobrze znał i kochał, przemawiał więc obrazami z życia wieśniaków, odwoływał się do uczuć, jakie im były najbliższe. Umiał też ze świeżością przywoływać wspomnienia z własnego dzieciństwa i nie wzbraniał się, nawet już jako starszy wiekiem "kapłan", przed niewinną radością ponownego przeżywania, choćby przez chwilę, swojej młodości, o której zawsze mówił z najżywszą sympatią. 

Było w tych powrotach myślą do najwdzięczniejszych lat życia coś, co przypominało zadatek łaski zmartwychwstania. Podobnie jak nasz Mistrz, Proboszcz z Ars posługiwał się najzwyklejszymi obrazami, 

najpospolitszymi porównaniami i wydarzeniami, jakie na co dzień rozgrywają się na naszych oczach, aby zilustrować nimi życie duchowe i oprzeć na nich swoje kazania. Ewangelia pełna jest symboli i obrazów , które prowadzą człowieka do poznania prawd wiecznych przez porównanie do konkretnej rzeczywistości tego świata. Podobnie kazania Proboszcza z Ars pełne były aluzji, metafor, przypowieści i obrazów. 

Miał on zwyczaj przeplatać w nich wzniosłe sprawy Boże z obrazami tego świata. Nie pamiętam choćby jednego kazania, w którym nie byłoby mowy o strumykach, lasach, drzewach, ptakach, kwiatach, porannej rosie, liliach, balsamie, wonnościach czy miodzie.
Dusze kontemplacyjne kochały jego mowę, a ich niewinne umysły z upodobaniem wsłuchiwały się w porównania do czystych i pełnych wdzięku stworzeń, którymi Stwórca upiększył swoje dzieło. 

Dobry człowiek - rzekł nasz Pan - z dobrego skarbca wydobywa dobre rzeczy (Mt 12,35). Pisma św. Franciszka Salezego, drogie wszystkim mistykom, są tego najlepszym przykładem. W ustach biskupa Genewy piękny język i wyszukany smak nie dziwią. Od kogóż jednak prosty wiejski proboszcz nauczył się równie wspaniałych wypowiedzi? Kto obdarzył go tak wielką finezją? Kto sprawił, że umiał posługiwać się mową z tak wielkim taktem i tak daleką precyzją wyrażania myśli? 

Posłuchajmy: Jak piękny biały gołąb, który wynurza się z wód i nadlatuje nad ziemię, łopocząc skrzydłami, podobnie Duch Święty wynurza się z bezmiernego oceanu boskich doskonałości i łopocze skrzydłami nad duszami czystymi, aby zlać na nie balsam miłości. Duch Święty spoczywa w duszy czystej jak na łożu usłanym różami. Dusza, w której mieszka Duch Święty, roztacza wokół siebie piękną woń kwitnącej winnicy. 

Człowiek, który zachował w sobie łaskę chrztu świętego, jest jak dziecko, które nigdy nie okazało nieposłuszeństwa swojemu ojcu. Człowiek, dbający o zachowanie czystości serca pociągany jest w górę przez miłość, jak ptak szybujący na wznoszących prądach powietrza. Dusze czyste są niczym orły i jaskółki na niebie. Chrześcijanin, którego dusza jest czysta, podobny jest do ptaka, którego przywiązano do ziemi. Biedny ptaszek! Z niecierpliwością oczekuje chwili, kiedy ktoś wreszcie przetnie nić i pozwoli mu latać. Dobrzy chrześcijanie są jak ptaki, które mają rozłożyste skrzydła, lecz cienkie nóżki i dlatego nigdy nie lądują na ziemi, gdyż nie mogłyby potem poderwać się do lotu i wpadłyby w sidła. Zakładają więc gniazda w zagłębieniach skał, na dachach domów i miejscach wysokich. Podobnie chrześcijanie powinni zawsze mieszkać na wyżynach. Za każdym razem, gdy zniżamy myśli ku sprawom ziemskim, zostajemy schwytani w sidła (por. Ez 13,20). Dusza czysta podobna jest do drogocennej perły: dopóki ukryta jest w muszli, na dnie morza, nikt jej nie podziwia, lecz kiedy wyciągnie się ją z wody i wystawi na słońce, perła błyszczy i przyciąga uwagę. Podobnie dusza czysta ukryta jest przed oczami tego świata, lecz przyjdzie dzień, gdy zabłyśnie w słońcu wieczności przed wszystkimi aniołami. Dusza czysta jest niczym piękna róża, do której Trzy Osoby Boskie zstępują z nieba, by upajać się jej wonią. 

więcej złotych myśli św Proboszcza z Ars możesz przeczytać 
od str. 16 na http://echomatkibozejniepokalaniepoczetej.com/embnp/pages/assets/files/2011-08/zapiski_zars.pdf

Brak komentarzy: