poniedziałek, 12 września 2016

35. urodziny Łukasza

      Dzisiaj, gdyby żył Łukasz obchodził by swoje 35. urodziny. Syn nie żyje już 14. lat. Czy 14. lat modlitw o wciągnięcie go z czyśćca wystarczy, tego nie wiem? Według mnie życia mi nie starczy, aby Bóg raczył go przyjąć do szczęśliwości Swojej. 
      Gdy umiera 50. latek mówimy: jeszcze chłop mógł pożyć do osiemdziesiątki Gdy Pan wzywa do siebie 80. latka moi rówieśnicy podobnie mówią: jeszcze kilka lat mógł pożyć
      A tu 21 letni chłopak porywa się na swoje życie. Prokuratura sprawę umorzyła, gdy nie znaleziono śladów narkotyków, bo nie sposób jej było prowadzić sprawę przeciwko Szatanowi sprawcy tego zła. Tak okiełzał jego duszę i zostawił na bruku, że nawet my rodzice nie mieliśmy do jego serca dostępu.   
         Pytała kobieta proboszcza z Ars: gdzie jest teraz mój mąż, który popełnił samobójstwo rzucając się z mostu w koryto rzeki. Święty Jan Vianey odpowiedział jej, że miał jeszcze wystarczająco dużo czasu sadając do rzeki, by zwrócić swoje myśli ku Bogu. 
         Łukasz wisząc na trzepaku do dywanów na podwórku kochanki, nim lekarze stwierdzili zgon miał nieco więcej czasu, ale czy wystarczająco dużo na łaskę chwili?... Pozostaje mi wierzyć razem z Kościołem  w Miłosierdzie Boże.

        Nieomal cały dzień zajęły mi dzisiaj sprawy ostateczne. Rano byłem na Mszy Świętej z Komunią Świętą specjalnie za niego. Mogłem sobie wszystko dobrze przemyśleć i rozbudować intencję bo Pan Jezus dał mi na to dodatkowy czas w prezencie. Kapłan przerwał komunikowanie i podszedł do tabernakulum po wcześniej konsekrowane Hostie. Jak to dobrze, że Pan Jezus się nie starzeje. Tylko my się starzejemy, On jest zawsze taki sam. Żywy, ukryty pod postacią rzeczy, która była wcześniej białym opłatkiem. 
      Jak to dobrze że nie chwytają Go poza ludzkimi rękoma przepisy unijne dotyczące środków spożywczych bądź lekarstw, które muszą mieć określony przepisami okres przydatności do spożycia. Ale kto wie? Szatan może wydać dekret, że nie należy przechowywać w tabernakulum dłużej Eucharystycznego Jezusa niż 1 rok, a gdy się to przytrafi należy Go utylizować i Sanepid będzie pilnował higieny. Tyle już wprowadzono za mojego życia nowości w Chrystusowym Kościele Katolickim, że dzisiaj wszystkiego się można spodziewać. 
      Po Mszy Świętej pojechałem  na cmentarz z modlitwą. Rano, po wstaniu, odmówiłem sobie przed pomnikiem poranne pacierze, ale Koronkę do Miłosierdzia zostawiłem do odśpiewania na grobie Łukasza. I całe szczęście że ją śpiewałem, bo tuż obok właśnie układano cmentarny chodnik z pozbruku i przez cały czas mojej modlitwy hałasował silnik niewielkiego traktorka, podnośnika i spychacza zarazem. Operator miał specjalne ochraniacze na uszach. Hałas był na tyle uciążliwy, że cicha, a nawet głośna modlitwa słowna byłaby trudna, natomiast w śpiewając hałas dało się zagłuszyć. Co za pycha znowu słuchałeś siebie - powie ktoś złośliwie..
       Dzisiaj obchodzimy imieniny Maryi, Matki Jezusa, której się w południe przymówiłem w czasie Anioł Pański o wstawiennictwo za Łukasza. Wspomożycielka Wiernych znalazła najwłaściwszą dla syna pomoc u swego Syna Jezusa.  W porze obiadowej została bowiem odprawiona przez Ks. Michała zamówiona kilka godzin wcześniej przeze mnie Msza Święta za Łukasza. Próbowałem się do księdza już w niedzielę dodzwonić, ale telefon był wyłączony, dzisiaj przed południem nagrałem się, nie mając żadnej  pewności, że odsłucha dzisiejsze nagranie. Odsłuchał! Powiecie, jak to dobrze mieć w rodzinie księdza, który mógł nieomal od ręki  za grzesznika Bogu Ojcu ofiarować Jezusa. Można i tak powiedzieć, ale ja przypisuję orędownictwo Maryi Królowej Polski.   
O 14:00 położyłem się by się nieco zdrzemnąć. Nieomal połowa września, a temperatura powietrza 30 stopni. Nie wyrabiam cały dzień bez drzemki. U Anioła Stróża zamawiam budzenie na 15:00. Mój opiekun z zadania wywiązał się na 5+ . Miałem 5 min, by ze spokojem klęknąć na Koronkę przed Pomnikiem Bożego Miłosierdzia. Intencje jak zwykle, nie będę się nimi chwalił.   

Gdy słońce schyliło się ku zachodowi pojechałem na cmentarz w Kryżownikach zrobić porządki wokół rodzinnych grobów. Zobowiązałem się do tego wczoraj przed rodziną. 

Muszę się przyznać, że nie byłem na grobach rodziców i dziadków od czasu zjazdu rodzinnego w połowie czerwca. 
    Warszawa wzięła się za wyrywanie zielska, prosiłem wręcz zabroniłem im tego czynić w niedzielę. 

To nie praca próbowano mi tłumaczyć. 
Długo trwało przekonywanie, że to grzech. W końcu trafiał argument, że skoro zielsko rosło trzy miesiące, to nich poczeka jeszcze jeden dzień.   

Ogrodnicy mają  takie zboczenie zawodowe, że jak widzą chwasty natychmiast by je wyrwali. I tłumaczą mi że praca to na zarobek, a to dla zmarłych, za darmo i bez pieniędzy, to nie grzech. 

Pan Jezus zezwolił uczniom ziarna łuskać i uschłą rękę uzdrowił, a ty nam zabraniasz zrobić dobry uczynek. Zabroniłem, wsadziłem rodzinę do samochodu i podwiozłem pod mój dom.

Nie pozwoliłem im robić zakupów w niedzielę. Chodziło o  rolkę papieru toaletowego, bo nuż może go zabraknąć na niedzielę. Dałem im z domu całą paczkę, ale pod sklepem się nie zatrzymałem.  

Pradziadkowie, dziadkowie i rodzice pewno by się w grobie przewracali słysząc takie tłumaczenie. 
Starsi całe życie korzystali z gazet i dawali sobie doskonale radę.  

Dopisane następnego dnia rano po przyjściu z kościoła. Tym razem do Komunii Świętej przystępowałem jako ostatni. Powtórzyła się sytuacja z dnia wczorajszego. Panie Jezu Co chcesz mi przez to powiedzieć zastanawiałem się w czasie Adoracji NS i po przyjściu do domu? 

Brak komentarzy: