czwartek, 15 września 2016

Krzesiny - lot po bandzie

      Dzisiaj czwartek, 15. dzień września. Rano budzi mnie dźwięk syreny. Pogotowie, straż pożarna, policja - nie wiem, ale zawsze zakładam, że ktoś potrzebujący pomocy, a więc krótkie westchnienie do Boga w jego intencji. 
     A tak do końca rozbudził mnie ryk silników samolotowych. Gdy wiatr wieje od wschodu, samoloty startują z zachodniego progu "na miasto Poznań" i wtedy odgłosy z lotniska Ławica przy próbie ciągu silników stają się dla okolicznych mieszkańców Przeźmierowa nieco uciążliwe. 
       Jak zwykle rozbudzając się przecieram oczy i spoglądam na drewniany krzyż z pasyjką wiszący na przeciwko mnie, na rozsuwanych drzwiach szafy zajmujących całą przeciwległą ścianę małżeńskiej sypialni. Od śmierci Ewy opuściłem na stałe swoje miejsce na małżeńskim łożu i śpię na jej miejscu, pod jej dużym zdjęciem u wezgłowia. Jest mi wtedy raźniej i bliżej do niej w westchnieniach i modlitwach. Świętych obcowanie ...   
       Spoglądając na krzyż proszę:  Boże mój, spraw, aby w dniu, który mi dałeś, wypełniła się nie moja ale Twoja Wola. Pomóż mi ją rozeznać i przyjąć z pokorą, oraz uczynić ją moją własną. Wiesz dobrze Panie, że największe trudności sprawia mi rozeznanie Twojej Woli, a zatem dopomóż. 
       Od kilku dni, chyba od poniedziałku zastanawiam się co mi chciałeś przekazać spadając razem z krzyżem na podłogę z ceramicznych płytek. Cóż więcej mogłem zrobić jak podnieść Twój Krzyż, ucałować Cię z pietyzmem i z powrotem powiesić Cię tam, gdzie po śmierci Ewy Ciebie powiesiłem. Na tym samym zawiesiu z żyłki nylonowej, która nie wiedzieć czemu przed kilku dniami sama się rozwiązała. Dziwne to i niczym nie wytłumaczalne podobnie jak znaleziony tego samego dnia na wyjeździe z garażu (smochód był w środku) zardzewiały zagięty w połowie 2,5 calowy metalowy gwóźdź. Sam się tam nie znalazł, musiała go czyjaś ręka podrzucić w to miejsce. Jezus na krzyżu i gwóźdź. Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć choć połączyć obie sprawy się da. 


Już łatwiej wytłumaczyć to zdjęcie, które zrobiłem na Dniu Lotnictwa na lotnisku w Krzesinach. Otwiera ono dalszą część dzisiejszego wpisu. Prawda że udane. Można mu nadać nazwę "F-16, lot po bandzie". 
        A teraz czas na Mszę Świętą. Jest ... spoglądam w tej chwili na zegar komputera, jest 8:40, a chciałem iść na 8:00  do parafii. Panie mój, Boże nasz siłę masz, siłę dasz, tylko Ty, tylko Ty potrafisz mi to wytłumaczyć. Trudno, widocznie taki Twój plan, bym dzisiejszego dnia przyszedł do Ciebie wieczorem. Za moment przyjdzie umówiony klient, wobec tego czas zjeść śniadanie.  

       A na Krzesinach 27 sierpnia przyszedł czas na relację z pokazów lotniczych.
Moment przyziemienia, podwozie wypuszczone.


Składając życzenia pilotowi życzymy mu tej samej ilości startów co udanych lądowań. Takie też życzenia odbierali lotnicy z okazji swego święta.


Samoloty oglądamy zwykle na niebie, zwłaszcza jak za sobą ciągną jasną smugę spalin. Powyżej zdjęcia z lądowania: od "jazdy po bandzie" do hamowania z użyciem spadochronu w połowie pasa startowego.



Wystartować jest zawsze łatwiej niż wylądować zwłaszcza na lotniskowcu, bądź w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych. Wtedy trzeba się zdać na automatycznego pilota. Piloci ćwiczą ten manewr po wielokroć. 
Jest i inny sposób katapultować się by jak ci skoczkowie osiąść na ziemi. 

cd pokazów w następnym wpisie.          

Brak komentarzy: