środa, 21 września 2016

Kuglarz Michał

Tak bardzo spodobał mi się sobotni Galowy Koncert  Trillme Festival, że "na dogrywkę" pojechałem na Mszę Świętą do Franciszkanów na wzgórze Przemysła, by posłuchać jeszcze raz śpiewu Dziewczęcego Chóru Skowronki. 

W sobotę wysłuchałem wykonania jazzowej Mszy Świętej i byłem ciekawy czy uraczą Boga i ludzi tym samym utworem. O ile jazzujący śpiew po łacinie poszczególnych części Mszy Świętej odpowiadał mi w odbiorze w wykonaniu w sali koncertowej Auli Uniwersyteckiej, o tyle słuchając śpiewu stwierdziłem, że nie chciałbym go słyszeć w kościele, w czasie trwającej liturgii. Tak bardzo w tym jazzie wybijał się  na pierwszy plan człowiek, a nie Bóg. 

Dlatego też bardzo mile przyjąłem  delikatnie brzmiący anielski śpiew dziewczęcy. U Franciszkanów miałem okazję słuchać różne chóry w czasie liturgii w starym rycie rzymskim i muszę powiedzieć że w mojej skromnej ocenie dziewczęta wykonując pieśni maryjne nie ustępowały śpiewom gregoriańskim. 

Po Mszy Świętej, w czasie której zrobiłem na wejście tylko jedno zdjęcie, wstrzymałem się z opuszczeniem kościoła. Celebrans najpierw udzielił przed cudami słynącym obrazem Maryi Pani Poznania błogosławieństwa  dzieciom, a potem dziwnie ociągał się z udaniem do zakrystii. 

Podpadło mi to jego zachowanie i domyśliłem się, że to nie koniec. I rzeczywiście, po chwili dziewczęta opuściły chór i podeszły z panią dyrygent Alicją Szelugą do balasek, gdzie przyjęły Komunię Świętą. 

Bardzo mi się podobało, że po przyjęciu Żywego Ciała Jezusa Chrystusa wszystkie dziewczyny z Panią Dyrygen czekały aż ze spokojem jako ostatni przyjmie Jezusa fotograf zespołu, po czym wszyscy nieomal równocześnie podnieśli się z klęczek. Było to bardzo budujące i podkreślające wagę i jedność tego sakramentu.

Nim wszedłem na Mszę Świętą do kościoła Franciszkanów przechodząc przez wypełniony turystami Stary Rynek, którzy przyszli oglądać o 12:00 trykające się koziołki na wierzy ratuszowej natknąłem się na Michała. 

Widząc mnie przechodzącego z parasolką w dłoniach zaczepił mnie pierwszy, zadając mi pytanie: "Po co Panu ten parasol, kiedy deszcz nie pada?" 
Na przyszłość się zabezpieczam, 

bo za dwie godziny może deszcz padać. 
Za dwie godziny to mnie już tu nie będzie, zakończył rozmowę chłopak w krótkich spodenkach i poprosił wszystkich bliżej do siebie. 

Przedstawił się zebranym i rozpoczął pokaz. Ma się rozumieć, że zdjęcia nie oddają uroku wirujących piłek na końcówkach palców. chłopaka. To była prawdziwa żonglerka, godna międzynarodowego cyrku.

Gwoździem programu był moment gdy Michał stanął na jednej z piłek a druga piłka wirowała mu na palcu ręki, którą trzymał za sobą. W tym momencie opuściłem Michała, który zapowiedział ostatni numer. Oddalając się,  idąc w kierunku kościoła, nie oglądałem się za siebie. Nie wiem co Michał zmajstrował i nie wiem co jeszcze Michałowi jest przez Boga pisane. Stoi mocno na ziemi, na tej ogromnej wirującej piłce i  głową la wiruje wspomagany przez Boga.  

  Pokaż treść!

Brak komentarzy: