sobota, 15 października 2016

Macierz - anka na urodziny mamy.

13 październik 2016 - Gdyby Ewa żyła na tym świecie święcili byśmy jej 70 rocznicę urodzin. Niestety za trzy miesiące 17 stycznia przypadnie już 3 rocznica jak nas opuściła. Czy oznacza to, że nas zostawiła samym sobie? 
Nie. 
Na tyle na ile może, z poza ziemskiej rzeczywistości sprawuje dalej nad nami opiekę. Bo jak mi nazwać nie planowanie wcześniej  spotkanie się na jej grobie trzech pokoleń Zygoli. W tym, że Kuba umówił się z chłopakami przy grobie Ewy nie ma nic nadzwyczajnego. Nadzwyczajne jest to, że na tym ich spotkaniu ja się znalazłem. Nie kilka minut wcześniej i nie kilka minut później, ale właśnie przez te 5 -10 minut około 19:00.


        Na Mszy Świętej w intencji Ewy byłem już o 6:30 u Pallotynów. Normalnie z takiej okazji jak 70 lecie urodzin żony winienem po Mszy Świętej zostać na dłuższej Adoracji Najświętszego Sakramentu.

 A ja odmówiłem tylko Koronkę do Bożego Miłosierdzia i nie zatrzymując się na ryneczku po pomidory i nie jadąc na cmentarz, który mam po drodze, wróciłem do domu. 
Po co? 
By w wejściu spotkać się z klientką z którą dzień wcześniej się umówiłem. Klient z którym byłem umówiony na 9:00 rano niestety nie przyszedł obiecując, że przyjdzie na 11:00. Zostawiłem wobec tego panią Wandę przy pracy, a sam pojechałem do gminy, by zapoznać się z projektem przebudowy ul Wspólnej i Przemysława w Baranowie. 

A co z Placem Zmartwychwstania? 
O placu zapomniano, ale to odrębna sprawa, do opisania odrębnie. Do domu wróciłem o 11:30 by załatwić sprawy z klientem. 
Od południa miałem spokojną głowę i do wieczora wolny czas, by pojechać z kwiatami na grób Ewy. 

Samochód czekał na parkingu, W bagażniku czekały znicze i  bukiet słoneczników a ja siedziałem przy kompie porządkując zdjęcia Ewy z 2005 roku. Gdy wreszcie chciałem wsiąść do samochodu była z kilka minut 18:00. Chciałem wsiąść, ale nie wsiadłem, kluczyki od samochodu zamknąłem sobie wewnątrz domu. Trzeba się było po nie "włamać".

       W parafialnym kościele zjawiłem się na koniec pierwszej dziesiątki różańca. Październikowy różaniec odmawiamy zawsze przed Mszą Świętą. Poproszony przez panią Basię o prowadzenie ostatniej dziesiątki z radością to uczyniłem w szczególny sposób łącząc w duchu rozważania o ustanowieniu Eucharystii z Ewą.
       Na cmentarzu było już ciemno. włożyłem słoneczniki do wazonu i zapaliłem dwa znicze. Gdy się podniosłem obok mnie stał Kuba z Martusią, a po chwili podeszła od drugiego wejścia cała trójka chłopaków. Zapalili znicze i razem zmówiliśmy Wieczny odpoczynek, a na koniec Tusia Aniele stróżu... Bardzo mnie ucieszyła ta nie umawiana wcześniej modlitwa nad grobem żony, matki i babci. Zaprosiłem całe bractwo na kolację. 
       Było mi niezmiernie miło gościć w ciepłym domu całą piątkę. Od obiadu udało mi się odpowietrzyć całą instalację CO i po raz pierwszy tej jesieni przy stanie licznika gazu 28 200 m3 zużycie zimowe zużycie gazu zwiększyło się 10 krotnie w stosunku do letniego.  Ze strony Tusi spotkał mnie nie lada zaszczyt gdy pod nieobecność taty zwróciła się do mnie bym ją najpierw posadził, a potem postawił na sedesie i pokazał jej nieskończonej ilości jej odbicia w lustrach górnego kibelka. Śmiechu było z tego co niemiara. 

       Następnego dnia w piątek czternastego zamiast na 7:00 do Krzyżownik pojechałem na 7:10 pojechałem na ranne pacierze na cmentarz, by przy okazji uporządkować kwiaty i zrobić kilka zdjęć. Komu to potrzebne pytam się niekiedy siebie i nie za bardzo znajduję logiczne uzasadnienie poza tym, że jest to jakiś tam dokument poprawiający mi samopoczucie. Tak się nad grobem zasiedziałem, że do Św. Antoniego spóźniłem się kilka minut. 

      13 tego miałem otrzymać dwa prezenty. Jeden z nich to do wglądu po naprawie książka rodzinna "Żywoty Świętych Pańskich" Ks. Władysława Hozakowskiego wydana przez: Księgarnię Polską w Poznaniu (Wiktora Tempłowicza) w 1908 roku. Na tym dziele uczyłem się u dziadków czytać. Książka która przetrwała 2 wojny światowe, wysiedlenie i wywózkę. Więcej o niej napiszę w oddzielnym wpisie. Dotarła z dysponentem następnego dnia.

     Drugi prezent  to list polecony nadany 11 października w Katowicach. Winien dotrzeć 13 - tego, a dotarł 14 - tego. Ucieszył mnie szalenie. Adresatce dziękuję i pragnę ją poinformować, że została odprawiona w Poznaniu w jej intencji specjalna Msza Święta. 

    Prosto z kościoła w Przeźmierowie pojechałem do Pallotynów zamówić Mszę Świętą w trzecią rocznicę śmierci Ewy. Jak podałem datę to siostra powiedziała że wątpi czy tego dnia ma coś wolnego, ale jak spojrzała w księgę westchnęła i powiedziała wolna tylko o 6:30. To specjalnie na mnie czeka to miejsce. Co roku od trzech lat zamawiam tego samego dnia, o tej porze, za żonę Mszę Świętą.

       Ps: Równo dwie godziny później dostaję od Syna krótkiego meila: "Z pamięcią w modlitwie pozdrawia Syn." Do meila z Częstochowy dołączono zdjęcie. Bóg Ci zapłać Synu. Daj ci Boże, abyś i Ty otrzymywał podobne meile od swoich dzieci. Błogosławię Was. Tato i Dziadek 16.10.2016 godz.4:16  

Brak komentarzy: