sobota, 8 października 2016

W czym ja Boże uczestniczyłem cz.2

motto
 "Więc nie możesz (Jerzy) oceniać Kościoła, że Kościół jest zły z perspektywy swojej, bo obrażasz Boga. Jeśli uważasz, że On jest zły, bo masz tak poukładane w głowie, bo tak ci mówią twoje zmysły, to jest On tylko taki z twojej ludzkiej perspektywy. Dlatego, że On jest święty, piękny i czysty. On cały czas uświęca, cały czas rozlewa łaski, bo to jest poza naszym i twoim (Jerzy) zasięgiem i poza waszym i moim spojrzeniem."(z orędzi na czasy ostateczne).

       I niech te słowa z wieczornego kazania ks. Piotra Marii Natanka z soboty 1 października, kiedy to  równolegle uczestniczyłem w jubileuszowej Mszy Świętej sprawowanej z okazji 40 lecia sakramentu małżeństwa z udziałem rodziny, znajomych i wspólnoty neokatechumenatu w dolnym kościele  p.w. Św. Jana Kantego w Poznaniu przyświecają mnie i moim czytelnikom. 
     
modlitwa: 
Duchu Święty prowadź mnie proszę tak, bym swoimi wywodami nikogo z bliźnich nie obraził, a jednocześnie dał miłosierne spojrzenie na to, co uwieczniłem na zdjęciach, z wielką troską o zbawienie bliźnich

A, że Bóg przemawia do mnie przez ludzi przywołuję dwóch kaznodziei: 
Ks Jacek Bałemba (link) przestrzega, by nie obmalowywać rzeczywistości, bowiem rzymskiego katolika interesuje tylko taka rzeczywistość jaka jest, a Ks Piotr Natanek od kilku dni powtarza, że intronizacja Jezusa Chrystusa na Króla Polski to była tylko zadyma, a jego misją było i jest pokazanie i nazwanie tego, co oni zrobili z Kościołem.

Tak więc nie pozostaje mi nic innego jak tylko pokazać i nazwać po imieniu, bez obmalowywania to, co oni zrobili z kościołem. Porównując obecne zdjęcia ze zdjęciami sprzed 5 laty (link) 



To moje pierwsze zdjęcie zrobiłem je na 4 min przed rozpoczęciem Eucharystii. Piszę "Eucharystii", a nie "Mszy Świętej" bo to dwa słowa o różnym znaczeniu, których odmienność postaram się wykazać.

A teraz opis zdjęcia: Na środku pomieszczenia, z nazwaniem którego mam dzisiaj wielki kłopot, na niewielkim podwyższeniu stoi dawny ołtarz nazywany dzisiaj stołem. Na ścianie za ołtarzem krzyż z krucyfiksem, na którym przed pięciu laty wisiała kapłańska stuła. Całość skojarzyłem wtedy z Jezusem Chrystusem Najwyższym Kapłanem oraz ze Świetlistym Krzyżem Pojednań. Z lewej strony krucyfiksu, (czemu nie z prawej) obraz Maryi Królowej Polski i Matki Kościoła dawniej przyozdobiony kwiatkiem, dzisiaj pusto. Z lewej strony ołtarza podobnie jak przed laty stało tabernakulum tyle, że wtedy świeciła się czerwona lampka, a dzisiaj nie. Właśnie z powodu tej nie świecącej się lampki mam kłopot jak nazwać to pomieszczenie. Gdyby się świeciła użyłbym nazwy dolny kościół, kaplica, a tak widząc kłopoty z nadmiarem Krwi Pana Jezusa po Komunii Świętej, jubilaci dostali Ją do spożycia nawet dwukrotnie, a szafarze kończyli w korytarzu Jej spożycie po Komunii Świętej, nie wiem co o tym wszystkim sądzić.  W opracowaniu ks.prof. Michała Poradowskiego na temat neokatechumenatu wyczytałem poważne zarzuty, że cytu:
Eucharystia jest tylko ucztą - biesiadą, a nie ofiarą.
- Konsekracja chleba i wina jest tylko symbolem Zmartwychwstania Chrystusa.
- Msza Święta nie jest celebrowana przez kapłana, lecz przez Zgromadzenie.
- Nie istnieje rzeczywista obecność Chrystusa Pana w Eucharystii, stąd też nie usprawiedliwiają się akty adoracji, przyklękania itp. (koniec cytatu).


Powiem tak oczekiwanie na ucztę przed rozpoczęciem wspólnych śpiewów nie przystawało do mojego rozumienia kościoła, czy też kaplicy.    
Z prawej strony stołu, bo takową funkcję pełnił dzisiaj ołtarz, stały dwa bogato rzeźbione fotele dla celebransów liturgii. A dalej, za murkiem, od strony wejścia celebransów (korytarza) pojawił się stolik zastawiony paramentami liturgicznymi oraz dwoma butelkami wina, przy przy którym stał starszy pan z brzuszkiem. Będzie uczta biesiadna zwana Eucharystią.

Wszyscy siedzą już w ławkach. Próbuję się skupić na modlitwie, ale mi nie wychodzi. Rozgardiasz. Krótka zapowiedź z jakiej okazji tu się zebraliśmy i kantor od ambonki daje 7 minutowy koncert.  Śpiewający z akompaniamentem gitary pan, przypomina mi swoim występem założyciela neokatechumenatu Kiko Arguello

16:07    Służba liturgiczna lektorzy i szafarze przy śpiewie wspólnoty prowadzonej przej kantora wprowadzają procesyjnie dwóch kapłanów. Ponieważ na wejście nie dzwoni żaden dzwonek  uruchamiam moje "Pojednanie", by z jego biciem celebransi rozpoczęli bezkrwawą ofiarę Jezusa Chrystusa. Bijąc dzwonem nie zauważyłem czy przy wejściu celebransi całowali ołtarz. Obaj stanęli przy przygotowanych dla nich fotelach.  

Głównemu celebransowi, ks. Jackowi Sujkowskiemu podstawiono mikrofon. Celebrans powitał zebranych: dzisiejszych jubilatów, rodzinę, znajomych i całą wspólnotę.  

Kolejny śpiew wspólnoty tym razem przy akompaniamencie dwóch gitar



Od wejścia kapłanów minęło 5 minut. Wszyscy przez cały czas stoimy. Jesteśmy na drodze. Kapłan czyta modlitwy mszalne wprowadzające do liturgii. Gdy po minucie  skończył wszyscy siadają.

Teraz do ambonki podchodzi kobieta, by przez dwie minuty dać w imieniu wspólnoty neokatechumenalnej świadectwo o jubilatach. Następnie prosi syna Jubilatów by ten przeczytał pierwsze czytanie

i córkę Jubilatów by poprowadziła śpiew psalmu. (Ps 95,1-2.6-9) REFREN: Słysząc głos Pana, serc nie zatwardzajcie
Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu, wznośmy okrzyki ku chwale Opoki naszego zbawienia.
Stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem, radośnie śpiewajmy Mu pieśni.
Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padając na twarze, zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył. Albowiem On jest naszym Bogiem,
a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku.

Piękne, mocne wykonanie psalmu przez Chrześniaczkę trwało aż 4 minuty. Niestety zachęta psalmisty by zgiąć kolana przed Panem pozostaje pustosłowiem nawet w czasie Podniesienia. A na zdjęciu kolejna niewiasta ze wspólnoty zapowiedziała drugie czytanie przez najstarszego syna Jubilatów.

(2 Tm 1,6-8.13-14)
"Przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie przez włożenie moich rąk. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia.



Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga! Zdrowe zasady, któreś posłyszał ode mnie, miej za wzorzec w wierze i miłości w Chrystusie Jezusie! Dobrego depozytu strzeż z pomocą Ducha Świętego, który w nas mieszka". 
Po raz drugi do ambonki podchodzi Chrześniaczka. Kłania się kapłanom i śpiewa radosne "Alleluja".
Po raz pierwszy od początku Mszy Świętej a minęły już 23 minuty do ambonki podchodzi kapłan by odczytać słowa dzisiejszej Ewangelii (Łk 17,5-10). Przytaczam ją w całości:
      "Apostołowie prosili Pana: Przymnóż nam wiary. Pan rzekł: Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna.


Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: Pójdź i siądź do stołu? Czy nie powie mu raczej: Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił? Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać." 
      Gdy kapłan odczytał Ewangelię oddał głos Jubilatom, a sam siadł z drugim kapłanem by posłuchać świadectwa Jubilatów. Od początku Mszy świętej minęło 25 minut. Odczytanie Ewangelii i modlitw na wstępie zajęło księdzu 3 minuty, resztę czasu wypełniła wspólnota. Pytam siebie, pytam księży i pytam was gdzie w tym czasie byliśmy. Ja robiłem zdjęcia, większość nie udana bo się nie przyłożyłem do nich, starając się maksymalnie skupić na tym co się dzieje przy ołtarzu. Ale przy ołtarzu, ale przy stole ofiarnym nic się do tej pory jeszcze nie działo, nawet mszału na nim nie ustawiono.

Brak komentarzy: