wtorek, 11 października 2016

W czym ja o Boże uczestniczyłem cz. 3

motto: 
"W każdej sprawie podnoś wzrok ku Bogu i zadawaj sobie pytanie: "Czy mam prawo czynić innym to, czego Bóg mnie nie czyni?" 
Bóg bowiem nie jest bezlitosny i uparty jak wy. Biada wam gdyby taki był! Nikt by nie ocalał. Niech rozmyślanie o tym doprowadzi was do łagodności, pokory, przepełni współczuciem. Wtedy już tu na ziemi i potem w niebie - będziecie mieć nagrodę od Boga."

   Drugą część reportu z jubileuszowej Mszy Świętej z okazji 40 lecia ślubu siostry i szwagra, która kalendarzowo właśnie dzisiaj przypada zakończyłem w miejscu w którym po odczytanej przez kapłana Ewangelii z poprzedniej niedzieli należało powiedzieć kazanie - homilię. Ksiądz, szanując prawdopodobnie obyczaje wspólnoty neokatechumenalnej, poprosił dostojnych jubilatów o zabranie głosu. 
    
Jako pierwszy świadectwo życia dał szwagier. Nie było ono zbyt rozbudowane i raczej pozbawione nadzwyczajnych wydarzeń. Po słowach: jestem sługą nieużytecznym, nawiązujących do odczytanej przed chwilą Ewangelii dnia, usłyszeliśmy rady dane samemu sobie: bym był mały i pokorny i wychodził każdego dnia z egoizmu, bym umiał przyjmować wolę Boga i bym ją pełnił na co dzień. A mocą Chrystusa uczył się kochać drugiego człowieka, zwłaszcza tych "maluczkich".   

Nieco dłuższe i bardziej rozbudowane świadectwo dała siostra. Na wstępie wyraziła wdzięczność dzieciom za zamówioną Mszę Świętą i jej oprawę muzyczno słowną. Czas ostatnich 10 dni, jak zaznaczyła, upłynął jej na wspomnieniach wielkich dzieł Pana Boga jakie jej podarował. Takim wielkim darem był ślub z mężem. Mimo wielu swoich słabości, bałaganu, najrozmaitszych drobiazgów, sprzeczek i nieporozumień nie zasypiałam nie pojednana z mężem. To bardzo istotne stwierdzenie. Mąż dawał mi dzieci jako prezenty od Pana Boga. Jestem Bogu wdzięczna za wspólnotę neokatechumenalną i otwarty dom. Traktuję to jako wielką łaskę Pana Boga - stwierdziła siostra. Zakończyła podobnie jak mąż - jestem sługą nieużytecznym. On czyni wszystko. Jestem Bogu wdzięczna i proszę Go o wiarę każdego dnia dla męża dzieci i wnuków, a dla siebie bym Go w godzinie śmierci rozpoznała. O to się modlę: o wiarę, o miłość i zaufanie Panu Bogu - zakończyła swoje świadectwo siostra.

Homilia ks. Jacka Sujkowskiego (odtworzona na podstawie notatek)
Panie przymnóż nam wiary. Kroczymy drogą wiary - upewnił zebranych kapłan - drogą wzrostu i wydania owoców, to z II czytania. Rozpal na nowo w nas charyzmat Boży. Żebym go miał dla innych. Kapłan nie jest dla siebie, ale dla was. Podobnie charyzmat małżeństwa. Mąż jest dla żony, a żona dla męża. Pan Bóg w swym charyzmacie jest szczodry i sowicie obdarza łaskami. To stwierdzenie odnosi się do wszystkich. To co było przez 40 lat, to mało by tylko na nowo to wspominać i rozważać. To nie koniec waszej drogi neokatechumenalnej, macie siebie na wzajem i innych nadal obdarowywać. Droga katechisty nie jest dla siebie, jest dla innych. Charyzmat ojca, matki jest przede wszystkim dla dzieci, a charyzmat dzieci dla rodziców. Charyzmat kantora skierowany jest dla wspólnoty, podobnie jaka charyzmat osoby, która czyta i rozważa, nie dla siebie - dla wspólnoty. Można by tak wymieniać, nieomal bez końca, te charyzmaty. Każdy z nich rozróżnić, szerzej omówić ciągle je odświeżać i odświeżać, żeby się rozpalało, by nie było zobojętnienia.  Słudzy nieużyteczni jesteśmy, mamy wykonać to, co nam Pan Bóg zlecił. Nie swoje plany, nie swoje zachciewajki, a pełnić Jego wolę. Wolą Boga było, by Syn poszedł na krzyż za każdego z nas, za nasze grzechy. Ale na krzyżu się nie skończyło. Było jeszcze Zmartwychwstanie. To miejsce dla nas w Niebie czeka. Jesteśmy na tej drodze, gdzie przebywa sam Bóg. Mamy pełnić Jego wolę, Jego Miłosierdzie. On jest zawsze miłosierny. Otworzyć swoje serce byśmy korzystali z niego. Nie zagubić się w tej drodze. Rozpalić w sobie coś na nowo. To wskazanie dla każdego z nas. Każdego dnia coś ma w nas wzrastać. Sami jednak nie jesteśmy wstanie temu podołać. Dlatego przychodzimy do Niego. Karmimy się Jego Ciałem, Jego Krwią, by dał nam to, czego sami sobie dać nie możemy.  
    Amen.  

A teraz zwróćmy się do Boga Ojca z prośbami:
Do ambonki podchodzi lektor i modli się kolejnymi wezwaniami w intencjach:
- za Ojca Świętego Franciszka
- za Jubilatów
- o pokój na świecie
- za cierpiących 
- za zgromadzenie wiernych
- za rodzinę
- za wspólnotę
- o jedność i wzmocnienie wiary
Zebrani odpowiadają: wysłuchaj nas Panie 



Po modlitwie wiernych lektor wzywa wspólnotę by przekazała sobie znak pokoju

Odbywa się to bardzo uroczyście. Kapłani którzy od skończenia czytania Ewangelii podchodzą najpierw do Jubilatów, a potem do pozostałych członków wspólnoty i wiernych przekazując im znak pokoju.
 

    Następnym elementem liturgii będzie procesja z darami, ale o tym w następnym odcinku.

    Patrzę na datownik na zdjęciach, minęły 53 minuty od rozpoczęcia Mszy Świętej. W tym czasie słyszeliśmy głos kapłana przez 17 minut, z tego 14 minut głosił homilię a 3 min przypadły na dwa czytania mszalne w tym 2 min na czytanie Ewangelii z dnia, Pozostałe 36 min wypełniła śpiewem i modlitwą wspólnota neokatechumenalna. Gdyby pominąć czas na homilię kapłana mielibyśmy idealnie apostolską proporcję jak 1:12. 
Przypadek? 
Chyba nie. 
 
       Taka proporcja, choć nie planowana i nie uświadamiana członkom wspólnoty wydaje się być jedną z charakterystycznych cech neokatechumenatu, który pomijając1700 lat tradycji Kościoła Katolickiego nawet w takich "szczegółach" wraca do czasów apostolskich.   

Brak komentarzy: