niedziela, 13 listopada 2016

Koncert Niepodległości w Poznaniu cz.1

10 Listopad   

         W przeddzień Święta Niepodległości w Auli Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu staraniem Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu, KZ NSZZ „Solidarność” UAM, Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej oraz Wydawnictwa ZYSK i Sp. zorganizowany został „Koncert Niepodległościowy 2016”.
     Jak zwykle, koncert miał charakter słowno-muzyczny. W części pierwszej wystąpiła młodzież z polskich szkół Wilna i okolic, a część druga poświęcona była twórczości Henryka Sienkiewicza z okazji stulecia jego śmierci. 
      Przed programem artystycznym wręczony został Medal AKO im. Przemysła II Joannie i Andrzejowi Gwiazdom oraz Janowi Olszewskiemu. 

      Adres do zdjęć: https://goo.gl/photos/DyQaJ66MtqkTtxYe8 
lub: https://plus.google.com/+AndrzejKarczmarczyk/posts/ZNLZ5ySTZUM

Tyle oficjalny komunikat. Zdjęcia pana Andrzeja Kaczmarczyka profesjonalisty są zdecydowanie lepsze niż moje, tym niemniej skoro udało mi się zrobić kilka ciekawych ujęć podeprę się tylko swoimi. 

       Najpierw kilka słów o moim uczestnictwie w koncercie. To był już szósty Koncert Niepodległości w którym miałem okazję uczestniczyć. Na poprzednich koncertach dominowała sprawa Pomnika Wdzięczności, ale i na tym, mimo że bezpośrednio nie było mowy o Pomniku Serca Jezusowego dla mnie osobiście Chrystus Król Polski był klamrą scalającą cały program koncertu. Nie da się bowiem mówić (śpiewać) o prawdziwej Niepodległości Polski, skoro nie panują w niej Boże prawa. Ale o tę laskę intronizacji muszą zabiegać wszystkie stany od Prezydenta, Sejmu i Senatu poprzez Episkopat Polski z klerem, a skończywszy na ludzie Bożym.

       Rano 10 listopada byłem na Mszy Świętej w parafii połączonej z Nowenną przed Jubileuszowym Aktem Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana. Mimo, że od lat  sprawą życia i śmierci jest dla mnie Chrystus Król Polski i jego panowanie w naszych rodzinach, w naszej parafii i w naszej Ojczyźnie, sprawą naturalną było, by się czynnie włączyć w parafialne modlitwy o królowanie Chrystusa

        Potem przez cały dzień, obowiązki stanu. Dzisiaj mogę się pochwalić, że na zimę mam ogród przygotowany na błysk. Jechać, nie jechać spekulowałem o 17:00 umęczony pracą w ogrodzie. Ojczyzna to tak samo obowiązek stanu. W 5 min. przebieram się w strój wyjściowy, biorę aparat, zapasową baterię i jadę do Poznania. 
     Przy WZM - otach pierwsze kłopoty komunikacyjne. Od Al. Polskiej do pętli na Ogrodach jadę bardzo wolno w długim ciągu samochodów. Korkuje się ul. Dąbrowskiego w kierunku miasta. Od ul. Szamotulskiej decyduję się jechać równoległą ul. Szamarzewskiego. Za ul. Polną całkowicie zablokowaną w obie strony 200 metrowy odcinek do ul. Kraszewskiego pokonuję w 20 minut. Zostało 15 min. do rozpoczęcia koncertu. Decyduję się zaparkować, ostatnie miejsce przed ul. Kraszewskiego wolne. Wykupuję paragon i podążam pieszo w kierunku Rynku Jeżyckiego. 
      Stojące cały czas  samochody zaczynają mnie nagle wyprzedzać. Rozblokowało się Nie klnę tylko wzdycham: Panie Boże czemu mnie tak doświadczasz? Wracam do samochodu i włączam się do ruchu. Po 50 metrach znowu stoję. Tym razem nie mam żadnego wyboru, nie mam gdzie zaparkować. Pierwsze wolne na ul. Dąbrowskiego tuż przed Mostem Teatralnym.  
     Słysząc bijące kościelne dzwony mówię Anioł Pański przechodząc przez Most Teatralny po czym skręcam w ul. Wieniawskiego. Do Auli Uniwersyteckiej wchodzę z innymi spóźnialskimi. 
     Szatnie na parterze zapełnione. Obsługa skierowuje mnie na półpiętro. To dobrze myślę sobie, że jest tylu chętnych na obejrzenie koncertu
      Na parterze nieomal  wszystkie miejsca zajęte, tylko w pierwszych rzędach pozostały jeszcze nieliczne puste. Idę do przodu. Na siedzeniach białe kartki z nazwiskami

Podchodzę do prof. Stanisława  Mikołajczaka i proszę by mi wskazał miejsce gdzie mógłbym siąść. Sadza mnie na miejscu swojej żony. W pierwszej chwili radość, a z drugiej wielki smutek i westchnienie modlitewne. Wspominam czas gdy w domu zostawiałem Ewę, a sam szedłem na Koncert Niepodległości.

Białą kartkę z imieniem i nazwiskiem pani doktor przekładam z szacunkiem na krzesło przede mną. Podobnie uczynił siedzący z mojej prawej strony Ks. kan. Tadeusz Magas

Więcej o Kapelanie "Solidarności" patrz:
 http://www.poznan.pl/mim/main/2010,p,23774,23778,23821.html

cd nastąpi: 

Brak komentarzy: