poniedziałek, 12 grudnia 2016


"Niech Twój rozbłyśnie dzień,
niech nadejdzie Twe zmiłowanie
niech wreszcie wstanie Twój dzień
ocalenie przyniesie nam".

         Krwawica głoszenia czystej nauki Kościoła Katolickiego - co to znaczy? Ni mniej ni więcej niż głoszenie tego samego, co przez dwadzieścia wieków głosił jeden Święty Powszechny Apostolski Kościół Katolicki w oparciu o Pismo Święte i Tradycję.

Zestawiam dwie osoby widocznego na zdjęciu zakonnika (ważna data, godzina, miejsce i okoliczności jego zrobienia) i jego starszego współbrata w zakonie salezjańskim ks.Abpa Antoniego Baraniaka, który wytrzymał 27 miesięcy tortur, z których wyrywanie paznokci było jedną z najlżejszych.

553996_ppu3_baraniak203_53
W areszcie śledczym przy ul. Rakowieckiej otwarto celę abp. Antoniego Baraniaka. – Wytrzymał 27 miesięcy stalinowskich tortur, z których wyrywanie paznokci było jedną z najlżejszych – mówi Jacek Pawłowicz, dyrektor powstającego przy ul. Rakowieckiej Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL .
– Nie ma drugiego biskupa, który by tyle wycierpiał ze strony oprawców – wspomina s. Cecylia Muńko ze zgromadzenia św. Elżbiety, która pracowała w sekretariacie arcybiskupa poznańskiego abp. Antoniego Baraniaka od 1957 r. do jego śmierci w 1977 r. – Widziałam blizny na jego plecach, chociaż o torturach, których poddawano go na Rakowieckiej nie chciał nigdy opowiadać.
12 grudnia abp Stanisław Gądecki wraz z abp. Markiem Jędraszewskim w więziennej świetlicy przy ul. Rakowieckiej odprawił Mszę św., a następnie poświęcił celę w miejscu, gdzie przez ponad dwa lata przetrzymywano bp. Baraniaka.
– Tu poddawano go brutalnemu śledztwu funkcjonariuszy Służb Bezpieczeństwa, zrywano mu paznokcie, trzymano wiele dni w zimnej, wypełnionej fekaliami celi. Dziś czcimy jego postawę, pełną wiary i heroizmu, mając nadzieję, że stanie się patronem powołanego w tym areszcie Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL – powiedział podczas uroczystości dyrektor tej placówki Jacek Pawłowicz.
549538_npxu_wa51s01_baraniak_27_28Aresztując bp. Baraniaka w nocy z 25 na 26 września 1953 roku, razem z Prymasem Tysiąclecia, władze komunistyczne zamierzały wykorzystać jego osobę do publicznego skompromitowania prymasów Hlonda i Wyszyńskiego.
– Uciekając się do tortur, z których udokumentowanych jest 145, próbowano doprowadzić do zeznań obciążających Prymasa Tysiąclecia. Nie udało się, choć w tym czasie złamano bp. Kaczmarka. Bp Baraniak, jako więzień Mokotowa, okazał się wielkim Polakiem o ogromnej sile woli. Jego zdrowie było na tyle nadwyrężone, że władze zaczęły się obawiać jego śmierci w więzieniu. Gdy je opuszczał ważył 40 kg – mówił w trakcie uroczystości abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Episkopatu Polski.
Źródło: Gość Niedzielny


Bp Antoni Baraniak w okresie stalinowskim spędził ponad dwa lata w mokotowskim więzieniu na Rakowieckiej, gdzie był torturowany w okrutny sposób. Dziś abp Stanisław Gądecki poświęci celę w miejscu, gdzie przetrzymywano bp. Baraniaka oraz odprawił Mszę św. w więziennej kaplicy.
Ówczesny kierownik sekretariatu Prymasa Polski, najbliższy współpracownik kard. Stefana Wyszyńskiego, przez 27 miesięcy więzienia na Rakowieckiej był poddawany bestialskim torturom i psychicznym szykanom, które miały doprowadzić do uzyskania odeń infromacji oskarżających prymasa. Bp Baraniak nie załamał się i nie uległ presji, przez co pokrzyżował plany komunistów, który chcieli w oparciu o jego zeznania wytoczyć proces prymasowi Wyszyńskiemu. Później odegrał ważną rolę w Kościele w Polsce jako metropolita poznański.
Antoni Baraniak urodził się 1 stycznia 1904 roku w Sebastianowie. W 1920 roku wstąpił do nowicjatu Towarzystwa Salezjańskiego. W latach 1921-1924 studiował filozofię. W 1925 roku złożył śluby wieczyste u Salezjanów. W latach 1927-1931 przebywał w Rzymie, gdzie odbywał studia teologiczne na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. Uzyskał stopień doktora. W 1930 roku przyjął w Krakowie z rąk abp. Adama Sapiehy święcenia kapłańskie.
W 1933 roku ks. Baraniak został powołany przez prymasa Polski kard. Augusta Hlonda na sekretarza i osobistego kapelana.
Wybuch II wojny światowej zmusił Prymasa Polski i jego sekretarza do opuszczenia kraju. W raz z nim przebywał najpierw w Rzymie, później w sanktuarium Lourdes (1940 – 1943) a następnie w benedyktyńskim opactwie Hautecômbe w Sabaudii (1943 – 1944). Wraz z Prymasem walczy tam o sprawę polską, informując Stolicę Apostolską i opinię publiczną Zachodu o prześladowaniach i zbrodniach niemieckich w Polsce, odwiedzając polskich uchodźców i rozwijając szeroką działalność charytatywną. Kiedy w okresie luty 1944 – kwiecień 1945 r. prymas Hlond zostaje internowany przez Niemców, ks. Baraniak kontynuuje tę pracę a następnie, w lipcu 1945 r. wraz z kard. Hlondem powraca do Polski. Staje się najbliższym współpracownikiem kardynała Hlonda, gdy ten przystąpił do organizowania życia kościelnego w nowej rzeczywistości politycznej.
Po jego śmierci w 1948 roku został sekretarzem i kapelanem kolejnego prymasa – kard. Stefana Wyszyńskiego. Z racji swej bliskiej współpracy z prymasem, stał się jednym z najważniejszych przedstawicieli polskiego Kościoła w najtrudniejszych dla niego czasach stalinowskiego terroru i prześladowań. Ks. Baraniak jako sekretarz prymasa redagował i wysyłał do władz państwowych liczne pisma oraz petycje w sprawie uwolnienia aresztowanych lub przesłuchiwanych księży, zakonników i świeckich.
Towarzyszył Prymasowi Wyszyńskiemu podczas wizyty „ad limina apostolorum” u Piusa XII w kwietniu 1951 roku. Była to wizyta bardzo ważna, ponieważ Prymas Polski otrzymał wówczas dekret nadający mu specjalne pełnomocnictwa. Papież okazał wielkie zrozumienie dla sprawy Ziem Zachodnich i na prośbę Prymasa mianował biskupów w Gorzowie, Olsztynie, Opolu i Wrocławiu, nie uznawanych później przez władze komunistyczne. Funkcję sekretarza i kapelana Prymasa Kardynała Wyszyńskiego ks. Baraniak pełnił do 26 kwietnia 1951 roku. 30 kwietnia tegoż roku Papież Pius XII mianował go sufraganem gnieźnieńskim, sakrę biskupią otrzymał dnia 8 lipca 1951 roku w katedrze gnieźnieńskiej. Nadal przebywał w Warszawie jako kierownik sekretariatu Prymasa.
W nocy z 25 na 26 września 1953 roku, kiedy do pałacu arcybiskupów warszawskich przy ulicy Miodowej wkroczyli funkcjonariusze UB w celu aresztowania kard. Wyszyńskiego, prymas sądził, że to bp Baraniak zastąpi go w pełnieniu obowiązków. Jednak już kilka godzin później także i on został zatrzymany. Rozpoczęła się dlań wówczas czas okrutnych prześladowań, co znosił odważnie, z podniesionym czołem, chociaż zapewne wielu postawionych na jego miejscu dałoby się złamać.
Działania władzy komunistycznej wspomnianej wrześniowej nocy 1953 roku nie ograniczyły się jedynie do aresztowań. Równocześnie rozpoczęto akcję mającą na celu rozbicie jedności Kościoła. Komuniści usiłowali za wszelką cenę pozbyć się prymasa. Planowali wytoczyć kard. Wyszyńskiemu proces o działalność szpiegowską, kontrrewolucyjną i zdradę państwa. W tym celu chcieli wymusić obciążające prymasa zeznania na jego najbliższym współpracowniku – biskupie Antonim Baraniaku.
Biskup został umieszczony w więzieniu przy ulicy Rakowieckiej. Traktowano go podobnie jak innych więźniów politycznych uznawanych za największych wrogów Polski Ludowej. Przesłuchiwano go 145 razy. Przesłuchania trwały nawet po kilkanaście godzin. W ich trakcie był torturowany fizycznie i psychicznie. Często, nawet przy wielostopniowym mrozie umieszczano go w nieogrzewanym, wiglotnym karcerze, gdzie przebywał nago, bez pokarmu. Odmawiano mu pomocy lekarskiej, co spowodowało stopniowe pogarszanie się stanu zdrowia duchownego. Usiłowano z niego wydobyć zeznania, które obciążyłyby aresztowanego Prymasa Polski i tym samym umożliwiłyby władzom wszczęcie pokazowego procesu.
W zapiskach Prymasa Wyszyńskiego z okresu internowania czytamy: „Ludzie, którzy udzielili mi pierwszych informacji o biskupie Antonim, widzieli go w mokotowskim więzieniu przygodnie z dala, podczas spaceru. Był w sutannie, chodził sam, był bardzo blady, ale pogodny. Opinia krążąca po więzieniu przekazywała o nim najlepsze wrażenie. (…) biskup Baraniak trzyma się dzielnie i zajmuje godną postawę wobec swoich śledczych. Wiedziano (…), że to śledztwo było długotrwałe i bardzo uciążliwe, że biskup nikogo nie obciążył. Mówiono, że wywiera on dobry wpływ na więźniów, którym dodaje otuchy, imponuje swoją kapłańską postawą i najlepszym usposobieniem.”
Po wielu miesiącach bp Baraniak trafił do szpitala więziennego, gdzie stwierdzono u niego m.in. przewlekłe zapalenie wyrostka robaczkowego i zapalenie dróg żółciowych. W czasie pobytu w szpitalu wciąż był przesłuchiwany przez funkcjonariuszy UB. W sumie, jako „tymczasowo aresztowany”, spędził w więzieniu 27 miesięcy. W okresie tym władze nie były w stanie przedstawić mu żadnych zarzutów karnych.
Pomimo, że nad złamaniem bp. Baraniaka pracowało 31 funkcjonariuszy UB, przez cały ten czas pozostał on wierny prymasowi. Nie poszedł na współpracę mimo wielkiego cierpienia i brutalnych tortur. W grudniu 1955 roku, prawdopodobnie w celu uniknięcia skandalu związanego z możliwą śmiercią biskupa w komunistycznym więzieniu, przewieziono go do miejsca odosobnienia w Marszałkach pod Ostrzeszowem, a następnie do Krynicy Górskiej.
Po swoim uwolnieniu w październiku 1956 r. biskup Antoni pozostawał dalej kierownikiem Sekretariatu Prymasa, do końca maja 1957 roku, to znaczy do dnia jego nominacji przez Piusa XII na arcybiskupa poznańskiego. Rządy w diecezji objął 2 lipca 1957 roku.
Organizował uroczystości milenijne w 1966 roku oraz obchody 1000-lecia biskupstwa w Poznaniu dwa lata później. Zadbał o powstanie nowych parafii i budowę świątyń. Otwierał ośrodki duszpasterskie szczególnie tam, gdzie było daleko do kościoła. Z wielką troską odnosił się do problemów dzieci i młodzieży, co ostatecznie zaowocowało licznymi powołaniami kapłańskimi.
W czasie pełnienia posługi biskupiej wyświęcił 519 kapłanów diecezjalnych i około 200 kapłanów zakonnych, udzielił sakry biskupiej księdzu Jerzemu Strobie, Tadeuszowi Etterowi, Adamowi Sawickiemu i Marianowi Przykuckiemu. Do listy zasług położonych dla Kościoła należy zaliczyć również zainicjowanie ośmiu procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych. 23 października 1960 roku zdołał zamknąć diecezjalny proces dzisiaj już błogosławionego Edmunda Bojanowskiego.
Ponadto brał udział w Soborze Watykańskim II, należąc do Komisji Kościołów Wschodnich. Potem został też Przewodniczącym Komisji Episkopatu ds. Realizacji postanowień Soboru Watykańskiego II w Polsce; przygotowywał dla KEP projekty listów w tej sprawie. Z jego inicjatywy został również opracowany Katechizm Nauki Soboru Watykańskiego II.
Przeprowadził I powojenny Synod Archidiecezji Poznańskiej (1968). Zorganizowany po 230 latach przerwy, był jednym z pierwszych synodów w Polsce po „Vaticanum II”.
Abp Baraniak zmarł w poznańskim szpitalu 13 sierpnia 1977 roku.
Prymas Tysiąclecia, w przemówieniu żałobnym nad jego trumną, mówił na temat jego postawy w najtrudniejszym okresie uwięzienia: „Biskup Baraniak uwięziony (…) był dla mnie niejako osłoną. Na niego bowiem spadły główne oskarżenia i zarzuty, podczas gdy mnie w moim odosobnieniu przez trzy lata oszczędzano. Nie oszczędzano natomiast biskupa Antoniego. Wrócił na Miodową w 1956 roku tak wyniszczony, że już nigdy nie odbudował swej egzystencji psychofizycznej. Pozostał człowiekiem drobnym, (…) choć niezwykle aktywnym, podejmującym każdy trud bez wahania. (…) O tym, co wycierpiał, można się było dowiedzieć tylko od współwięźniów. (…) Domyślałem się, że mój względny spokój w więzieniu zawdzięczam jemu, bo on wziął na siebie jak gdyby ciężar całej odpowiedzialności Prymasa Polski. To stworzyło między nami niezwykle silną więź. Wyraża się ona z mojej strony w głębokim szacunku dla tego człowieka, a zarazem w serdecznej wdzięczności wobec Boga, że dał mu tak wielką moc, iż mogłem się na nim spokojnie oprzeć”.
Natomiast abp Marek Jędraszewski ocenił po latach, że „gdyby nie abp Baraniak i jego nieugięta postawa, nie byłoby powrotu prymasa Wyszyńskiego do Warszawy po okresie uwięzienia, bez prymasa Wyszyńskiego nie byłoby kard. Wojtyły, a potem Jana Pawła II. Podsumowując, dzieje Kościoła w Polsce, Europie i świecie potoczyłyby się zupełnie inaczej, w sposób dzisiaj przez nas trudny do wyobrażenia. A za tym wszystkim stoi ta nieugięta, cicha postać człowieka, który się wtedy nie ugiął, nie załamał i jak mówił sam prymas – wziął na swoje barki odpowiedzialność prymasa za Kościół w Polsce.”
Mimo swej niezłomnej postawy, abp Baraniak pozostał bohaterem w dużej mierze zapomnianym. Okazją do przypomnienia o jego bohaterstwie była wydana w 2009 roku książka „Teczki na Baraniaka” autorstwa abp. Jędraszewskiego, a istotnym krokiem ku przywróceniu o nim pamięci jest film Jolanty Hajdasz: „Zapomniane męczeństwo”.
Wielu z jego oprawców żyje do dziś i nie poniosło kary. W 2011 roku postępowanie w sprawie znęcania się nad nim zostało umorzone z powodu „braku danych dostatecznie potwierdzających popełnienie tego czynu”.
mp / Warszawa (KAI)


       Zestawiam dwie daty 12.06.2016, kiedy zrobiłem tylko  dwa zdjęcia. Pierwsze z nich nazwałem "Ku światłości", a drugiemu nadałem nazwę  "Marzenie". 


       Druga data pół roku później 11.12.2016 rok. Tego dnia zrobiłem kilka zdjęć. Nie będę ich na razie publikował. Co łączy wczorajsze i te z przed pół roku zdjęcia? Co łączy obu zakonników. Czy tylko Marszałki, które jeden zakładał a drugi likwidował. Łączy je zakaz głoszenia czystej nauki Kościoła Katolickiego. 
Nie rozumiecie? 
Nieco przybliżę. 
Spróbuję opisać ten witraż na zdjęciu obok językiem przedsoborowym i obecnym, a wtedy zrozumiecie, jak należy dzisiaj mówić i pisać, a jak nie należy.     

Prosta droga do Zbawienia, do Nieba, do Trójjedynego Boga prowadzi nas przez Ofiarę Mszy Świętej sprawowaną przez  Kapłana, w której kapłan ofiaruje Bogu Ojcu w Duchu Świętym  w ofierze Krzyża Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa.  
Ziemię i drogę do zbawienia rozświetlają nam dwie lampy oliwne (poziom pierwszy), ale to zbyt mało, dalej na drugim poziomie  od lewej mamy nierozerwalne małżeństwo (dwie obrączki) aż do śmierci , ostatniego namaszczenia (naczynie na olej) poprzez z prawej strony Sakrament Pojednania (kratka konfesjonału) i Sakrament Eucharystii (Hostia nad kielichem z Krwią Chrystusa). Kolejna ogromna pomoc to cała półka zastawiona księgami, w nich mieści się symbolicznie Tradycja Kościoła. Dalej już słowami na wąskim pasku opisany z lewej strony Chrzest i Komunia Święta, a z prawej opis do obrazka powyżej "jest to uczta Baranka Jahwe", obrazek z lewej to dwie osoby z darami ziemi chleba i wina. 
Na poziomie wyższym drogą do Boga Ojca są znaki z lewej najrozmaitsze objawienia czasów ostatecznych, a z prawej Arka Przymierza jako objawienie Boga przed narodzeniem Jezusa Chrystusa. I kolejny najwyższy już poziom to Pismo Święte Nowego Testamentu i  czterech Ewangelistów. I osoba najważniejsza po osobie Boga w Trójcy Świętej Jedynego - kapłan, przewodnik na drodze do Boga,  trzymający w dłoniach  ZMARTWYCHWSTAŁEGO EUCHARYSTYCZNEGO BOGA  JEZUSA  CHRYSTUSA utożsamiający się z NIM w czasie każdej ważnie odprawianej Ofiary Mszy Świętej tradycyjnej ze wzrokiem skierowanym na Boga, a nie na wspólnotę ludzką, ta jest z boku jego kapłańskiej drogi. To nie jest współczesny posoborowy kapłan. To kapłan tradycyjny, przedsoborowy z tonsurą. 
Tyle mój opis do tego witrażu przez który pada  światło na poznańską piątkę błogosławionych męczenników ofiar II wojny światowej.
Wysłuchałem też dzisiaj świadectwa kapłana, objętego zakazem głoszenia niezmutowanej nauki Kościoła Katolickiego, które cytuję: "Mam być świątynią Boga.  Jak Ja nią jestem? Szukaj Mnie, kochaj Mnie i strzeż Mnie w sobie. Twoje serce tylko we Mnie. Jedno serce w obliczu Boga Ojca w sercu człowieka i poprzez serce Zbawiciela." 
Drugiego opisu nie będzie - herezji nie głoszę. 

Brak komentarzy: