niedziela, 17 września 2017

Zaległe ogłoszenia i nie tylko



Niedziela - dzień Pański, a ja siadam do komputera by nadrobić nieomal tygodniową przerwę w pisaniu. Niedziela obchodzona jako niedziela środków masowego przekazu w Kościele Posoborowym, a w Kościele Katolickim jako XV niedziela po Zielonych Świątkach. Kościół św. opłakuje dzisiaj śmierć grzesznika, podobnie jak matka, wdowa z Naim opłakiwała śmierć jedynego dziecka. 
A Ja? 
      Ja zamówiłem dzisiejszą ofiarę Mszy św. za Irenę - Ewę, żonę, matkę i babcię nie tyle by żonę opłakiwać, co by modlić się za jej duszę by ostateczne opuściła czyściec skoro jeszcze tam przebywa. 
      Dla żydów cyfra "7" to pełnia, doskonałość, a trzy i pół to połowa pełni, połowa pełnej doskonałości. Dzisiaj właśnie upłynęło ponad 3,5 roku od jej śmierci: 3 lata x 12 m-cy = 36 + 8 m-cy od stycznia do września razem daje 44 miesiące. Aż mi się wierzyć nie chce, ażeby przez taki długi okres czasu nie oglądała Boga twarzą w twarz. 
     
      W scenie "Widzenie księdza Piotra" w Dziadach Adama Mickiewicza znajdziemy dwa zagadkowe fragmenty. Wspomina się w nich o nadejściu jakiejś tajemniczej osoby, która zbawi polski naród: 

***
Patrz! - ha! - to dziecię uszło - rośnie - to obrońca!
Wskrzesiciel narodu,
Z matki obcej; krew jego dawne bohatery,
A imię jego będzie czterdzieści i cztery.
(...)
Nad ludy i nad króle podniesiony;
Na trzech stoi koronach, a sam bez korony;
A życie jego - trud trudów,
A tytuł jego - lud ludów;
Z matki obcej, krew jego dawne bohatery,
A imię jego czterdzieści i cztery. 
***
     Zaprosiłem na dzisiejszą Mszę św. obu synów, rodzeństwo i przyjaciół. Pierwsza osoba potraktowała sprawę poważnie, druga miała nocną pracę i od razu stwierdziła, że jej nie będzie, a reszta nie wpadła mi w pole widzenia. Nie zamykałem drzwi, nie miałem więc okazji rozejrzeć się po kościele.       
     W dzisiejszych ogłoszeniach X Michał po wymienieniu intencji mszalnej podziękował za prace wykonane na rzecz kościoła w ostatnim tygodniu. 

Od razu zrobiło się jaśniej, ze ścian bocznej kaplicy znikły odpryski tynku oraz plamy po zaciekach, pewno nie obyło się bez środków przeciwgrzybicznych. Z tego co dotarło do moich uszu prace przerwano o północy z racji na niedzielę. Jestem pełen uznania dla osób, które potrafiły po tej robocie przyjść dzisiejszego ranka na ofiarę Mszy św. na 6:30 rano. A i mnie udało się po wczorajszym pieczeniu chleba do 23:00 wstać o 4:00 by po 15 minutach wyłączyć uruchomiony po kilku latach budzik i podjąć w nietypowy sposób modlitewną wachtę.

   W dalszej części ogłoszeń X Michał skupił się na ostrzeżeniu. Skierował je do wszystkich podając za przykład kobietę, która w podeszłym wieku wyznała mu po latach, po przebytym udarze, grzech młodości, z którym w sercu szła przez całe ciężkie życie. Wszyscy wokół niej przez lata użalali się nad nią, że taka świętobliwa, taka kościółkowa, a tak ją Pan Bóg karze. Och jaki On bezduszny na los biednej wdowy, jaki zły mówiono wokoło, ależ jest jej ciągle pod górkę, żałowano kobiety. 

I tak trwało latami. Aż tu nagle Jezus lituje się nad wdową.  Na starość wygląda jak święta, wszyscy troszczą się o nią. Jak pięknie wygląda? Jezus ulitował się nad wdową z Naim, przywracając jej jedynego żywiciela, syna, który był umarłym. Dzisiaj nie syn, nie córka jest dla nas jedynym zabezpieczeniem a państwo. Państwo, które daje ci ukradzione pieniądze zadłużając ciebie, twoje dzieci i wnuki. Nie zmieni się na lepsze świat, dopóty dziecko nie będzie zabezpieczeniem dla ciebie na starość, na twoje życie. Tamtego dnia przed kilkudziesięcioma laty państwo (jego przepisy) ukradły tej wdowie, chłopu też (za jej, jego grzesznym przyzwoleniem) jej, jego zabezpieczenie na starość. Jej przez lata nie wyznany grzech sprawiał, że cały czas biegła pod górkę.  Módlmy się o to dzisiaj by wróciła nam pamięć. Jeśli jest śmiertelny grzech, przed wami jest piekło, chociażbyś wrócił do tradycji. Nie łudź się, że nie znajdzie cię tu diabeł. Znajdzie, będzie przez ciebie, będzie tobą niszczył Kościół. Uważaj na swoje życie i niech te mocne słowa X Michała przypominają ogłoszenia, a nie kazanie.   

***

Wracam do soboty 16 września. 

      Tego dnia uczestniczyłem w dwóch Mszach św. Jednej rannej na którą się nieco spóźniłem. Całe szczęście, że nie zamknięto na zasuwę przede mną wewnętrznych drzwi. Ogłoszenia o intencji były przed ofiarą Mszy św., 

a czytana Ewangelia (Łk 21, 8-19) o przyjściu Chrystusa, poprzedzonym prześladowaniem uczniów, nie tyle wymagała prawdopodobnie wg. X Michała ogłoszeń, co dłuższej homilii, której nie było

      Po Mszy św. podpisałem prawdopodobnie jako jeden z ostatnich zbiorową petycję do Ks. Inspektora o przywrócenie publicznego głoszenia przez X Michała Słowa Bożego. 
 ***    
Na jubileuszową Mszę św. pojechałem z dzwonem. My mamy własne trzy dzwony to będziemy dzwonić jubilatom, powiedział mi na dzień dobry Ksiądz Proboszcz, gdy Go poprosiłem o możliwość dzwonienia na Podniesienie. 

Obejrzał dzwon i powiedział: "Niech pan działa". Ustawiłem dzwon przed wejściem i linkę przeciągnąłem do wnętrza kościoła. Linka była wyraźnie za krótka, tak że stałem z nią daleko z tyłu za Szanownymi Jubilatami. 

Nie przeszkadzało mi to, by nie licząc kilku dzwonków na wejście i powitanie Dostojnych Jubilatów oraz dwóch gongów na Podniesienie Ciała i Krwi Pańskiej skupić się na modlitwie w intencji odnawiających przysięgę małżeńską Jubilatów. 

        Homilia Księdza Proboszcza, była zdaje się nagrywana. Nie przeszkadza to mnie bym nie próbował przynajmniej jej głównych myśli z grubsza odtworzyć.  
       Złote gody to czas wspomnień, czas okazania szczególnej wdzięczności Bogu za to coście przeżyli. Wszystko to, to jedna wielka łaska Boga. (nam, Ewie i mnie nie dane było doczekać złotych godów - 45 lecie ślubu obchodziliśmy w Szpitalu Rehabilitacyjnym oo Bonifratrów w Piaskach - Marysinie).  


Pół wieku uczciwego życia przeżytego pod hasłem: "Bóg, rodzina i praca" minęło jak jedna chwila. Ja jestem tu proboszczem 24 lata. Ilu papieży, ilu rządzących się przez te lata przewinęło. We wspólnej drodze życia bardzo ważne jest oparcie się na Bogu i na drugim człowieku. 

Wzorem jest Maryja z dzisiaj czytanej Ewangelii: " Zróbcie cokolwiek mój Syn wam powie". Tu posłuszeństwo Chrystusowi jawi się jako coś zwyczajnego, naturalnego co przynosi wspaniałe rezultaty. Zwyczajne szare życie staje się dla człowieka najlepszą opcją do wykonania zadania. Popatrzcie na Europę. Roztropnie patrząc stwierdza się, że jak nie ma Boga wszystko się rozchodzi, qw pustkę wkracza szatan. Polska zdaje się być enklawą. 

Należy wytrwać do końca. Bóg wchodzi do nas przez sakramenty. Chrzest św. to takie zalogowanie się używając współczesnego języka, Pokuta, Eucharystia sakramenty nastawione na wieczność. Bierzmowanie jawi się jako weryfikacja naszego katolicyzmu. Dzisiaj trzeba nam mówić o sakramencie małżeństwa. Tyle wam przez lata dało. Kapłaństwo - to do mnie i Sakrament chorych dający siły i przywracający męstwo w chorobie i w ostatnich chwilach życia. 

Dla człowieka otwartego na Chrystusa dzieją się wielkie rzeczy. Przykład z ostatnich dni. Położyłem ręce na głowie człowieka, a Bóg tak pokierował sprawami, że cała prawda została pokazana. 
I rada: w małżeństwie rozmawiać. Słuchać siebie. W domowym kościele raz w miesiącu stawiają małżonkowie świecę i po modlitwie rozmawiają ze sobą. Życie ucieka szybko i warto zadbać o ludzkie, dobre wzajemne relacje.         
   Mężowi dziękuję za dobre rady dotyczące budowy kościoła. A obojgu Jubilatów życzę łaski Boga, zdrowia i cieszcie się zamysłem budowy pomnika, żeby plany się zrealizowały. 
Cuda się dzieją. 
Amen.

Po Mszy św. Ksiądz Proboszcz wręczył Złotym Jubilatom List Gratulacyjny od Ks. Arcybiskupa Stanisława Gądeckiego oraz dodatkowo specjalny prezent. Rozległy się oklaski. Nie klaskałem, biłem dzwonem.  Wyszliśmy przed kościół. Jubilatom składano życzenia, słowa zagłuszały parafialne dzwony. "Pojednanie" stało cicho. Nie było potrzeby dodatkowego bicia.  Zrobiono wspólne zdjęcie. Stanąłem z aparatem w gronie gości.
        A potem jadąc ulicami przed Jubilatami "Pojednanie" mogło biciem swego serca podprowadzić Szanownych Jubilatów pod sam dom.
***
Prośmy Ducha Świętego by mi dał łaskę pokory, bym służąc Panu Bogu, nie wyprzedzał Jego Słowa i błagam o łaskę pokory dla mnie. Tym zdaniem, takim motto, rozpoczął sobotnie  58 kazanie z cyklu "Kontemplacja Ducha Świętego"  Ks Piotr Maria Natanek. Nie będę się tym kazaniem zajmował, zatrzymam się jedynie na słowach "małego dopowiedzenia" Kapłana do piątkowego kazania: "jak wam wczoraj podałem, to co głosiłem wczoraj, że to był głos Ducha Świętego, to były słowa Pana Jezusa. Tu chcę sprostować, że to Pan Jezus mówił o Swoim Ciele i o Swojej Krwi", a nie Duch Święty. Księże Piotrze - to mi od razu podpadło, gdy po raz pierwszy słuchałem tego kazania i stwierdziłem, że takich przekrętów nie da się dalej słuchać. Widocznie nie tylko ja tak odebrałem piątkowe, 57 kazanie Ks. Piotra Natanka bo następnego dnia Wielebny Kaznodzieja dał nie tylko "małe dopowiedzenie", ale bardziej ważył słowa mówiąc dalej: "To Bóg wyznacza drogę swoim dziełom, nie człowiek, nawet gdyby człowiek był jak najdoskonalszy, Bóg i tak musi oczyścić dzieło, które tworzy, bo nie jest ono pochodzenia czysto Boskiego, ale powstaje na ziemi, dlatego musi być oczyszczone". 
W tym oczyszczeniu Bóg posługuje się często innymi ludźmi. Czy mną? 
Może i tak. 
Po powtórnym odsłuchaniu dzisiaj piątkowego kazania mam w planie nad nim z Bożą pomocą w swoim czasie popracować, to znaczy dać nieco inną skorygowaną interpretację do słów orędzia.   

Piątek 15 września MB Bolesnej.
         Cały dzień  pracowałem fizycznie przed domem w słonecznikach. Wiele roślin przekwitło i należało je po prostu zlikwidować. Pocięte 2-3 metrowe łodygi na kilkunasto centymetrowe kawałki od biedy zmieściły się na trzy czubate taczki. Przy okazji miałem możliwość wręczenia po kilka kwiatów przechodzącym osobom, zamieniając z każdą kilka słów. Najładniejsze wziąłem do kościoła. Przyjechałem z nimi 15 min przed rozpoczęciem Mszy św. i zostawiłem je w samochodzie nie chcąc zawracać głowy X Michałowi. Po wejściu do kościoła zastałem Go klęczącego na modlitwie  przed Matką Bożą. 
       W ogłoszeniach X Michał nawiązał do swojej modlitwy. Dzisiaj w święto MB Bolesnej stanął wraz z Matką pod Chrystusowym Krzyżem, by sprawować OFIARĘ Syna. Jeśli Msza św. nie będzie OFIARĄ, to na pohybel takiego kapłana, stwierdził na wstępie ogłoszeń.  Ja nie mogę sam stać tylko z Maryją pod krzyżem i ty, i ty, i ty ze swoimi uczuciami (tu wskazał na mnie i na innych) musicie Go wesprzeć (tu wskazał na krzyż nad tabernakulum) tą samą boleścią, jaką była przepełniona MB na Kalwarii. Musicie w tym być - podkreślił X Michał. Nie na wieczerzy, nie na uczcie, nie na Eucharystii, a na OFIERZE. Pytaj księdza czy to nie w Londynie tak było? (muszę przy okazji zapytać X Michała o ten Londyn). Pytaj Boga dzisiaj o uczucia Maryi Matki Boskiej od Siedmiu Boleści. Od pełni boleści, od Współodkupicielki stojącej pod Chrystusowym Krzyżem. 
    Każde objawienia Maryjne ostatnich stuleci, a zwłaszcza te ostatnie i te uznane, i te nie uznane przez Kościół sprowadzają się do jednego: POKUTA, POKUTA i jeszcze raz POKUTA. Bóg boleje nad stanem ludzkości. Matka Boża boleje nad stanem świata w każdym objawieniu. Czy bolejesz nad stanem kościoła, nad stanem świata. Mnie musi boleć mój grzech. Bóg płacze nad swoim Kościołem. To jest i mój Kościół, a czy mnie boli?
A boli. 
Dzisiaj sejm uznał Abpa Antoniego Baraniaka "żołnierzem niezłomnym" Kościoła. Uchwałę poparło 395 posłów, przeciw było 5, od głosu wstrzymało się 4 posłów. A rok temu odrzucił ustawę dot. zakazu aborcji. Nad żołnierzami niezłomnymi ciążył grzech, a nad posłami za rok ciąży 1000 niewinnych istnień ludzkich. Co za splendor u ludzi za "żołnierza niezłomnego". Uważajcie z tym chwaleniem ludzi, którzy naszych ludzi uważają za świętych.
Kard. Robert Sarach przypomniał w Watykanie o X rocznicy uznania przez papieża Benedykta XVI nadzwyczajnej formy liturgii rzymskiej, którą może sprawować każdy wyświęcony kapłan podkreślając, że modlitwa rodzi się w ciszy. Doświadczacie tego, że w czasie OFIARY, aż strach śpiewać. Przyszedłeś i prosisz o uczucia Matki Bożej Bolesnej. Łaskę masz, stań w domu pod krzyżem i śpiewaj:  
 

Maryjo weź mnie za rękę
Podprowadź pod Twego Syna,
Przyciśnij mnie do drewna,
Niech spłynie Krew i mnie oczyści. 

W moim sercu wyrósł krzyż,
Który życie daje mi,
On przyprowadził mnie do Ciebie
O Panie tylko Ty
Możesz odbudować mój dom

Maryjo weź mnie za rękę
Podprowadź pod Twego Syna,
Przyciśnij mnie do drewna,
Niech spłynie Krew i mnie oczyści.  

wtorek, 12 września 2017

Nad mogiłą Andrzeja Czajki

Od pierwszego sierpnia, dnia pogrzebu naszego parafianina, kościelnego z Chyb, pana Andrzeja Czajki minęło nieomal półtora miesiąca, a ja nie skończyłem relacji z pogrzebu tego zacnego człowieka. Winienem jest ją zwłaszcza wdowie, będącej w żałobie oraz najbliższej rodzinie, którym dedykuję ostatnie zdjęcia znad mogiły zmarłego. Gdyby ktoś z Państwa chciał wrócić do Mszy pogrzebowej i pierwszej zasadniczej części pochówku z udziałem kapłanów: obecnego naszego Ks. prob. Krzysztofa Frąszczaka i pierwszego Ks. prob. Andrzeja Strugarka, który prowadził ceremonie pogrzebową swojej prawej ręki w Chybach podaję dwa linki: Msza św . pogrzebowa  i  Pochówek 
Ostatnią relację zakończyłem zdjęciem i kapłańskim błogosławieństwem dla stojących nad grobem osób:



Niech was błogosławi Bóg wszechmogący Ojciec i Syn i Duch Święty. - na co zebrani odpowiedzieli Amen - i Kapłani opuścili  miejsce pochówku.


Obsługa cmentarna nakryła  grób siatką  na której składano wieńce i wiązanki kwiatów. Tyle widzieli uczestnicy pogrzebu.  Pani Magda podziękowała mi na koniec dzwonienia za niespodziewaną obsługę pogrzebu męża i wraz rodziną oraz z gośćmi udała się na stypę, a ja miałem okazję pomodlić się w ciszy, porozmyślać i porobić dalsze zdjęcia:
 
Dzisiaj dużo ludzie jedzą i to jedzą wszystkimi zmysłami, a nie tylko ustami, po prostu chłoną w siebie jak gąbka. Mało między nimi rozmów, a jak się spotkają to wymieniają informacje. Wymiana sensacji, to jeszcze nie rozmowa. W rozmowach brakuje podstawowej umiejętności ich prowadzenia zwanej kulturą prawdy i uczciwości

Nie przyświeca im cel najwyższy - ZBAWIENIE. A są przecież do tego zdolni, by rozmawiać o Zmartwychwstaniu. Są jak chorzy, którzy potrzebują lekarza. Dla ich trosk o zbawienie  biesiadujemy nie tylko po pogrzebie. Ofiarne miłowanie bliźniego to owoc wiary. Dawanie siebie, wyniszczanie siebie za innych. 

Co oznacza utrudzić się cierpliwością do drugiego człowieka, zwłaszcza chorego, we wzajemnej miłości. To prawdziwe powołanie, to uświęcanie siebie w trosce o drugiego człowieka. Nędza drugiego staje się wtedy naszym własnym bólem, by wołać za niego: ratuj go Boże, ratuj go Maryjo. 

Tam, gdzie dostrzegasz niedostatek prawdy, tam i relacje sztuczne, jakieś takie ułomne. Ludzie mówią, ale bez treści, taka wielosłowność nie wchodząca w ucho słuchacza. Wracasz do domu ze stypy z niczym. Módl się o to byś nie był człowiekiem wielosłownym, dotychczasowym. 

Wkładaj wysiłek coraz to większy w przywarstwianie się do Boga
      Co to znaczy?
     "Dać się zbawić." 
Wysiłkami serca zarysowujesz swoją wieczność. Wielu nie chce tego chcieć. Poniewierają sobą. Duch świata nie może być Twoim usposobieniem przy biesiadnym stole. 
       Módl się o to, byś przestał poniewierać sobą.
      Roztropność tego świata ma przynieść Ci korzyści - jedna wielka bzdura. Przysiadasz się przy stole do tego, kto może Ci coś przekazać.

Światowa roztropność prowadzi do ostatecznie do korumpstwa i przekupstwa. Ci co się tego przyjdzie, jak porozmawiasz z tymi, którzy żyją według maksymy: Bawmy się teraz, bo jutro pomrzemy.
Kto żyje chwilą bieżącą pozbawiony jest realnej oceny rzeczywistości. Przykładowo wojska hitlerowskie otrzymywały narkotyki, ale o tym dowiadujemy się dzisiaj. Brakuje nam spojrzenia na koniec, brakuje cierpliwości, a szerzy się bezkarność. A tu trzeba odpowiedzieć na grzech świata, na szerzące się zło i bezkarność. 

   Innowiercy działają wg. kryteriów ateistycznych, gdzie triumfy święci monopol bezkarności. A tu Pan Bóg jest gospodarzem. Daje łaskę, abyśmy się zbawili. Ta ziemia nie jest całością, nie jest końcem.  Pozorna bezkarność może stać się dla Ciebie katastrofą. Wystarczy nieprzewidziana okoliczność i już oczekujesz łaski. Najgorszy jest los tych, którzy żyli do końca bezkarnie. 

    Przeszłość to fundament dnia dzisiejszego. Nie odwrócisz swego zaangażowania. Grzech zgładzony, to nie to samo co brak zasług. Nad zasługami  należy należy nam za życia pracować. 

Gdy masz słabość, jakiś nałóg, jakieś przyzwyczajenie, to potrzebuje  on stałej modlitwy, by Bóg dał zbawcze myśli.  W te ośrodki wchodzą wrogowie. Żyć z pamięcią o Bogu. 

Niech człowiek  nie przejmuje roli Pana Boga. Człowiek jest biorcą, a nie dawcą. Jak daje, to daje nie ze swojego, a z Boga. Wiara, to droga mądrości i owocnego czynu.

       Niewiara Panu Bogu rodzi różne zuchwałe bałwochwalstwo. Nieokiełzane wykorzystywanie dóbr materialnych. Taki człowiek zostaje wyznawcą pieniędzy. Zmienia się jego wrażliwość na bliźniego. 
        Panu Bogu należy się miejsce pierwsze, całkowite, niezbywalne.  A jak Go z beztroskiego życia wyeliminuje kryzys wiary uzyskuje zamęt. Brakuje mu bojaźni Bożej. 

Objawem mądrości jest najprostsze dochodzenie do celu, jakim jest Zbawienie, a nie bałwochwalstwo światowego mirażu
     A więc ratuj się kto może. Gdy na miejscu Boga rośnie w Tobie słodycz okoliczności zewnętrznych i zapomnisz o powinnościach wzgl. Niego, Pan Bóg zostanie zdegradowany przez morderczą siłę. Staniesz się nieprzyjacielem dni swoich, gdy rachunek sumienia nie pokaże Ci wnętrza.

    Cudza nędza to dla Ciebie przedmiot katechizowania. Nie ulec wpływom presji nowoczesności świata. Pan Bóg cel dni twoich Ci pokaże. Świat przyniesie tylko rozkosze ziemi. Poddasz się światu, stracisz Boga i siebie. 

Gdy dobra świata stają się dla Ciebie  źródłem prawdziwego życia - to przekleństwo. Są tacy ludzie co dzień w dzień się bawią, to prosta droga do piekła. Człowiekowi potrzebna jest zależność całkowita od Boga i Jego Boskich planów, oraz służebność w stosunku do bliźnich. To Twoja i moja droga.
       Amen!
       To ostatnie zdjęcie jakie zrobiłem na grobie śp Andrzeja Czajki. Zszedłem po skarpie do dzwonu.

Nad mogiłą dziadziusia  stała z mamą mała dziewczynka. Wdałem się z nią w rozmowę pytając czy kochała dziadka?
    Tak, bardzo odpowiedziała. 
    A byłaś na pogrzebie dziadka?  
     Byłam odpowiedziała.  

Masz telefon?
    Mam przyznała się. Telefonem nie da się dodzwonić do dziadziusia, ale jak dzwonem zadzwonisz do dziadziusia, to zmarła dusza dziadziusia usłyszy twoje dzwonienie. Choć zadzwonimy do dziadziusia

Pociągnęła kilka razy linką poruszając sercem dzwonu, a my gdy ucichły dźwięki płynące do nieba zmówiliśmy: "Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci na wieki wieków. 
      Amen!

Uwaga: Inspiracją do moich rozważań nad mogiłą były słowa Ks Marka Bąka z Łodzi  z wysłuchanej przez Radio Chrystusa Króla  katechezy z dnia 22.08.2017 z godz. 9:00. 

niedziela, 10 września 2017

Kilka zdjęć z ostatniego tygodnia

Zdjęcia z ostatnich dni z krótkimi komentarzami: 

Dorodne słoneczniki "oświetlają " swoim blaskiem równie pękaty napis na trawniku przed domem stanowiący uzupełnienie hasła na biało czerwonym banerze  tworząc jedną całość: 

WITAJ  KRÓLU     KRÓLU POLSKI  



Temu zdjęciu zrobionemu z prawej strony chóru dałem tytuł: "Ołtarz i stół ".


Modlitwy u stopni ołtarza na zakończenie Mszy św. kończą się modlitwą do św. Michała Archanioła.

W czasie gdy ministrant sprząta po Mszy św. wierni odmawiają Różaniec. 
      Punktualnie o 6:30 rano w niedziele i święta wolne od pracy, a o 6:00 we środy, czwartki i soboty i o 19:00 we wtorki i piątki rozpoczyna się bezkrwawa ofiara Mszy Św. Wszechczasów.

      Balaski (klęczniki) przykryte białymi obrusikami. Moje złożone do modlitwy ręce trafiają pod biały obrusik, tak jak to czyniłem od I Komunii Świętej do czasu reformy liturgii.
       Przyjmuję do serca BOGA. Nie wyobrażam sobie bym mógł wyciągać po Niego ręce, gdy kapłan mówi: "Ciało Pana naszego Jezusa Chrystusa niechaj strzeże duszy twojej (czyli mojej) na żywot wieczny. Amen." 


To Amen mówi Kapłan a nie ja. Ja tu nie mam nic do gadania. Boga przyjmuję ... Boga, który strzeże duszy mojej. I to kapłan o tym zaświadcza, a nie ja grzeszny człowiek. 
       Ta grzeszność zatrzymała się przed wejściem do kościoła.  

To normalny widok na poznańskiej starówce Kilka dni wcześniej stały tam dwie puste butelki po wyborowej dzisiaj śmierdziało piwem, a Wroniecką wracała z nocnej zmiany do domu pani w rozwianym czerwonym płaszczu bez Króla na plecach, w czarnym kapelusiku i z laseczką, z gołymi nogami aż do kroku.