poniedziałek, 30 stycznia 2017

Kalendarzowe Zmartwychwstanie i Boże Miłosierdzie

Dzisiejszy ranny wpis @ Anonimowego informujący o  przyszłym odprawieniu w dniu 28 kwietnia br., a więc za trzy miesiące, przez Kardynała Burke Mszy Świętej w formie nadzwyczajnej w Licheniu o godz. 13.30, a potem o godz. 18.00 w Auli domu "Arka" prezentacji swoje książki o Najświętszym Sercu Jezusa, zobligował mnie do zajrzenia do kalendarza. 
       Jako, że żyję dniem dzisiejszym i rzadko wybiegam z planami na trzy miesiące do przodu, chyba że zainteresowanie dotyczy wieczności, sprawdziłem w kalendarzu co to za dzień tygodnia. To pierwszy piątek po niedzieli Bożego Miłosierdzia przypadającej w 2017 roku w dniu 23 kwietnia (Św Wojciecha) a więc identycznie jak przed 11 laty, kiedy to ks. bp Zdzisław Fortuniak po odprawieniu ofiary Mszy Świętej dokonał uroczystego poświęcenia Pomnika Bożego Miłosierdzia na Placu Zmartwychwstania w Baranowie zakończonego przyjęciem w moim domu. Miałem wtedy imieniny i skończone 63 lata. W tym roku będę miał skończone 74 lata, a za kolejne 11 lat, gdy dożyję w 2028 roku, miałbym 85 lat. Idąc dalej tym samym ciągiem matematycznym 63 ... 74 ... 85 ... otrzymamy liczby  ... 96 ... 107 ... 118 ... 129 ... 1310 ... 1411 ... 1512 ... 1613 ... 1714 ... 1815 ... 1916 ...  otrzymamy bieżący rok 2017
Po co mieniący się wierzącym, chrześcijanin robi takie spekulacje? 
Z ciekawości
Toć to pierwszy stopień do piekła.
A może do nieba
W ozdobną szkatułkę stojącą na komodzie obok ślubnego zdjęcia moja żona Irena - Ewa włożyła 17 koralików, perełek zdobiących jej suknię ślubną. Zmarła 17 stycznia przed trzema laty. Koraliki odkryłem 3 dni przed 3 rocznicą śmierci. Dzisiaj 30 stycznia dostaję wpis na bloga od nieznanego Anonimowego na 3 miesiące przed mającym się odbyć wydarzeniem. Sprawdzam daty i wydarzenia zadając sobie pytanie?
Co jest najważniejszym wydarzeniem dla chrześcijanina?  
W I E L K A N O C   -   Z M A R T W Y C W S T A N I E
Gdyby Jezus Chrystus nie Zmartwychwstał próżna byłaby nasza wiara. Żaden bóg w żadnej religii poza chrześcijaństwem nie zmartwychwstał i tylko Jezus Chrystus Zmartwychwstały Eucharystyczny Król Polski i Całego Świata jest prawdziwym Bogiem i tylko w Nim, przez Niego  i z Nim ZMARTWYCHWSTANIEMY, stąd nazwa Plac Zmartwychwstania
Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego. Kiedy przypadała?

W kościołach zachodnich Wielkanoc przypada w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca (tzw. paschalna pełnia Księżyca), przypadającej po 21 marca. Oznacza to, że Wielkanoc wypada pomiędzy 22 marca a 25 kwietnia (włącznie). Daty kościelnej pełni Księżyca zostały wyznaczone i stabelaryzowane w czasie Soboru Nicejskiego w 325 roku n.e jak wyczytałem w wikipedii.

A konkretnie:
w 2006 roku 16 kwietnia - miałem 63 lata
w 2017 roku 16 kwietnia - mam 74 lata
w 2028 roku 16 kwietnia - jak Bóg da, będę mieć 85 lat
w 2038 roku 25 kwietnia obliczona wg metody Gaussa lub 24 kwietnia obliczonej wg metody Jeana Meeusa (z 1991 roku) - jak Bóg dołoży kolejne 10 lat będę mieć 95 lat.Jak widać dla roku 2038 wzory naukowców  prowadzą do rozbieżnych wyników. Żydzi też się pomylili w swoich obliczeniach i nie przyjęli Jezusa jako Boga, jako Mesjasza. Sprawa mnie na tyle zainteresowała, że postanowiłem sprawdzić w kalendarzu 140 letnim za lata 1901 do 2040 opracowanym na podstawie wzoru Christiana Zellera (data publikacji wzoru 1886-1887)  jaki dzień tygodnia przypisany jest do daty 25.04.2038 roku. Okazało się że jest to niedziela. 
       Potwierdził to Fortranowski program komputerowy użyty do określenia daty Wielkanocy dla sporządzenia tabeli za lata 1800-2200.  By Wielkanoc przypadła 25 kwietnia (a Boże Miłosierdzie 2 maja) to niezwykle rzadki przypadek, w okresie 400 lat od 1800 do 2200 roku pojawił się tylko dwa razy. Pierwszy raz w 1943 roku i po raz drugi pojawi się w 2038 roku.Jeszcze rzadszym jest przypadek najwsześniejszej Wielkanocy w dniu 22 marca który pojawił się tylko raz w tym okresie w 1818 roku. Kolejny raz bedzie miał miejsce po 532 latach to jest w 2550 roku.

       W tym samym okresie 400 lat Wielkanoc w dniu 16 kwietnia i związana z nią uroczystość Bożego Miłosierdzia w dniu 23 kwietnia, pojawia się raz na sto lat, w czterech grupach po 3 -4 uroczystości w interwale 11 letnim i tak:
1 grupa w latach: 1843, 1854, 1865,1876
2 grupa w latach: 1911, 1922, 1933
3 grupa w latach: 2006, 2017, 2028
4 grupa w latach: 2147, 2158, 2169, 2180
      Jaki plan ma dla mnie przygotowany Bóg, tego oczywiście nie wiem, ważne jest bym to ja korzystając ze swojej wolnej woli każdego dnia w Boży plan się wpisywał.   
     Panie Jezu prowadź i niech się Twoja wola spełnia, a nie moja. Posługuj się mną wedle swojego upodobania. Jestem Totus Tuus.   

niedziela, 29 stycznia 2017

Dzień Dziadka

      Dzień  Dziadka, to okazja by zrobić rachunek sumienia i zastanowić się czy musiał być taki jaki był, czy też mógł być inny, a jeśli mógł to dlaczego nie był?
     Muszę przyznać, że nie prosiłem wnucząt na Dzień Dziadka. Uznałem, że skoro są już dorośli, to o dziadku nie zapomną, a święto mimo, że  świeckie (kościelne to 26 lipiec imieniny Joachima i Anny dziadka i babci Pana Jezusa), będzie okazją do spotkania się i porozmawiania z nimi. 
      Od młodości ich zdjęcia zdobią ściany mego domu, ale co żywy człowiek to żywy, bo ze zdjęciem to choć byś chciał nie pogadasz jak mówi przysłowie: "Mówił chłop do obrazu, a obraz doń ani razu". 
      Tego dnia od rana byłem w doskonałym humorze, bo udało mi się szczerze porozmawiać z gimnazjalistką o poważnych sprawach dotyczących obserwowania swojego organizmu przez dojrzewającą dziewczynę stającą się kobietą. Na koniec usłyszałem komplement: "tylko z prawdziwą przyjaciółką i z panem można porozmawiać na takie tematy". Nie ukrywam, że sprawiła mi tym wielką radość. 
        Cały dzień wyczekiwałem telefonu nie ruszając się z domu. Na podorędziu jak mawiała moja małżonka miałem przygotowane rozmrożone słodkie pieczywo, pozostałe z wieczoru kolęd.
       Pierwsze tego roku zadzwoniły dziewczyny, upewniając się, czy jestem w domu. Zaprosiłem je do siebie. Miałem czas by nakryć do stołu spoglądając co chwilę przez kuchenne okno. Jest to zawsze okazja by spojrzeć na pomnik i krótko westchnąć "Jezu ufam Tobie". Po chwili wysiadły z samochodu przywiezione przez tatę. "Proszę pukać, dzwonek nie działa" informuje tabliczka na furtce. Oszczędziłem im pukania i zszedłem do drzwi by je powitać.
       A pod drzwiami stała torba z prezentem dla dziadka. Ktoś nieznajomy sprawił mi niespodziankę. Zajrzałem do środka: książka i słodycze. 
      Dziewczyny złożyły mi życzenia, wręczyły swój upominek i poprosiłem je na górę  do jadalni. Nie będę się rozpisywał na temat rozmowy. Powiem tylko, że nie straciliśmy czasu na próżne gadanie, a gdy limit czasu jaki przeznaczyły na wizytę u dziadka został wyraźnie przekroczony zaproponowałem, że je odwiozę. Podziękowały i zadzwoniły po tatę, który je odebrał. Mnie to też było na rękę, bo nie chciałem się ruszać tego dnia poza dom czekając już tylko na chłopaków. 
      Teraz był stosowny czas by obejrzeć pozostawiony przy drzwiach prezent. Sądząc po tytule książki, mogły to zrobić trzy kobiety. Dziewczyna z którą rozmawiałem rano i dwie mężatki z którymi od lat utrzymuję kontakty towarzyskie. Przypuszczalnie chciały mi sprawić radość, a jednocześnie nie chciały bym je zidentyfikował. Nie raz tak czynią zostawiając mi na klamce świeże pieczywo. Chwytam za telefon i dzwonię do jednej z nich. W słuchawce "rajwach" małych wnucząt, ale babcia odcina się od prezentu niespodzianki. Do drugiej już nie dzwoniłem, nie będę się po raz kolejny ośmieszał.
       Późnym wieczorem sprawa się wyjaśnia. Odbieram telefon od chłopaków. Jako pierwszy składa życzenia najmłodszy. Dziękuję, a on mi mówi, że byli u mnie tylko mnie nie zastali i prezent zostawili pod drzwiami
       Jak to nie zastali, kiedy całą niedzielę siedziałem w domu? 
       Ale dom był ciemny i światło się nie paliło. 
       To nie znaczy, że mnie w nim nie było. Trzeba było zadzwonić z komórki. Daj mi najstarszego brata
       Wysłuchuję życzeń i zamiast podziękowań daję mu "reprymendę". To, że od frontu dom ciemny, to wcale nie oznacza, że nie ma w nim domowników. Siedziałem prawdopodobnie przy komputerze. Trzeba było dzwonić. A komórki to nie mieliście? Przecież gdybym nie odebrał to, albo bym was olał, albo by mi się coś stało np leżałbym nieprzytomny. A o babci choć pamiętaliście? 
       Do rozmowy włącza się średni. Dziękuję za życzenia i prawię dalszy ciąg kazania: stare barany jesteście i nie przyszło wam do głowy, że dziadek będzie na was czekał? Dla dziadków jest ważna pamięć i możliwość porozmawiania z wami i to najlepiej w cztery oczy z każdym z osobna i niekoniecznie przy rodzicach. Nie dosyć, że mieszkacie oddzielnie i nasze kontakty są bardzo ograniczone, to jeszcze słowa, które powinny nas łączyć nie mają kiedy wybrzmieć. Dni płyną, miesiące płyną lata płyną, a wartości duchowe międzypokoleniowe nie przechodzą z pokolenia na pokolenie. Wielka szkoda chłopaki żeśmy się nie spotkali, tym większa, że nie posłuchaliście mojej prośby by się spotkać w najbliższym tygodniu.

sobota, 28 stycznia 2017

My z Marcinka, Ingres Abpa Marka Jędraszewskiego

My z Marcinka - tak pozdrawiają się wychowankowie I Liceum Ogólnokształcącego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. 
Tak dzisiaj w dniu ingresu ks Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego na stolicę krakowskiego kościoła mogę napisać ja o swoim młodszym o 7 lat koledze z ławy szkolnej. Gdy Jego Ekscelencję Księdza Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego ostatnio widziałem w czasie procesji z poznańskiej Fary do Katedry z okazji obchodów 1050 rocznicy Chrztu Polski miałem okazję wręczyć mu ze słowami "my z Marcinka", tekst mojej modlitwy o szybką intronizację Jezusa Chrystusa na Króla Polski. Dzisiaj w dniu ingresu z uwagą czytam tekst wygłoszonej inauguracyjnej homilii. Nieomal cała poświęcona jest czuwaniu. Dla mnie to nie pierwsza homilia Jego Ekscelencji o czuwaniu. Gdy obecny Metropolita Krakowski był biskupem pomocniczym poznańskim został przez Marcinkowszczaków, a w szczególności przez czternastaków, byłych i obecnych harcerzy, poproszony o przewodniczenie liturgii ofiary Mszy Świętej i wygłoszenie homilii w kościele pw. Św Michała Archanioła w Poznaniu przy ul Stolarskiej. Pamiętam, że wtedy także mówił nam o czuwaniu, nawiązując do harcerskiego zawołania "Czuwaj". Przy czasie spróbuję odszukać stosowne materiały, być może i zdjęciowe z tej Mszy Świętej.

A teraz homilia abp Marka Jędraszewskiego (wybrane fragmenty)

„Oto liturgia dziejów. Czuwanie jest słowem Pana i słowem Ludu, które będziemy przyjmować ciągle na nowo. Godziny przechodzą w psalm nieustających nawróceń”. Te słowa należą do ostatnich fragmentów poematu Myśląc Ojczyzna... , który czterdzieści trzy lata temu, w 1974 roku, opublikował kardynał Karol Wojtyła. Zaiste, „czuwanie jest słowem Pana”. Od samego początku powołania człowieka do istnienia czuwanie Boga jest przeniknięte ojcowską troską o niego. Troską pełną miłości. Troską o ten szczególny dar dany człowiekowi, jakim jest jego wolność. To z tej troski zrodził się zakaz spożywania owoców z drzewa poznania dobra i zła (por. Rdz. 2, 17). Kiedy jednak pierwsi rodzice, pod wpływem pokusy szatana, zapragnęli być jak Bóg (por. Rdz 3, 5) i skosztowali owocu z tego drzewa, Stwórca nie pozostawił ich w samotności rozpaczy, ale zapowiedział ostateczne zwycięstwo Mesjasza i Jego Matki (por. Rdz 3, 15). Stąd po wiekach Bóg wezwał Abrama, aby opuścił chaldejskie Ur, nadał mu imię Abraham i uczynił go ojcem narodu wybranego. W najbardziej fundamentalnej osnowie dzieje tego narodu były wypełnione nieustannym czuwaniem Pana. Czuwaniem wypełnionym Jego słowem.
.....
        Swoim słowem czuwania Maryja inspirowała świętych Pańskich – w tym także tych licznych świętych i błogosławionych, którzy, jak pisał Ojciec Święty Franciszek w skierowanej do mnie bulli nominacyjnej, sprawili, że Kościół Krakowski jawi się jako sublimis inter sidera – „jako najwspanialsza pośród gwiazd”. Także ich słowem stało się czuwanie. Tak było w przypadku św. Stanisława, Biskupa i Męczennika, który w imię sprawiedliwości odważnie upomniał się o krzywdzonych przez króla Bolesława Śmiałego poddanych. Jak pisał kardynał Karol Wojtyła w poemacie Stanisław, biskup miał nadzieję, że jego słowo „zaboli (...) i nawróci”, a w konsekwencji sprawi, że król przyjdzie „do bram katedry jak pokutnik, (...) prześwietlony wewnętrznym głosem”. Niestety, „słowo nie nawróciło”, nawróciła natomiast męczeńska krew. Jak głosi wspaniała pieśń z odległych już wieków Gaude Mater Polonia – Stanisław regis non cedit furiae : „przed gniewem króla nie ustąpił”, świadcząc swym życiem o wyższości prawa Bożego nad wolą tyrana .


Przygotowując się do ingresu do katedry na Wawelu, w dniu 5 marca 1964 roku biskup Karol Wojtyła podjął medytację o śmierci. Jak pisał w swoich Notatkach osobistych, „ze śmierci w szczególny sposób wyłania się rzeczywistość kapłaństwa Chrystusa: przed Ojcem stoi On jako kapłan wieczny, a my z tym, co mamy w sobie z Jego kapłaństwa” ( Notatki osobiste , s. 44). Po latach, już jako kardynał, raz jeszcze wrócił do tego tematu. W poemacie noszącym tytuł Rozważania o śmierci jego refleksje o nieuchronności ludzkiego przemijania, wpisanego w misterium paschalne Chrystusa, przyjęły ostatecznie kształt zwycięskiej nadziei: „I tak jestem wpisany w Ciebie nadzieją,/ poza Tobą istnieć nie mogę – / jeśli własne me «ja» stawiam ponad śmiercią/ i wydzieram je z gruntu zniszczenia, to dlatego, że wpisane jest w Ciebie jak w Ciało”. Tak, jego „ja” było całkowicie wpisane w Chrystusa. Dnia 2 września 1962 roku zapisał w Notatkach : „Jestem bardzo w rękach Bożych – zawartość owego «Totus Tuus» [„cały Twój”] otwarła się niejako w nowym miejscu. Gdy jakakolwiek sprawa «moja» staje się w ten sposób własnością Maryi, można się jej podejmować, choćby nawet zawierała w sobie ryzyko. (...) Od pewnego jednakże miejsca trzeba opuszczać rachuby ludzkie i jakoś chwytać Boże wymiary każdej trudnej sprawy” ( Notatki osobiste , s. 17, 19). By móc tak odpowiadać na zamiary Najwyższego, trzeba było nieustannie czuwać. Święty Jan Paweł II Wielki czuwał. Czuwał aż do końca. Aż do chwili, kiedy nie mogąc wypowiedzieć słów, błogosławił, kreśląc dłonią znak krzyża.

     "Czuwanie jest (...) słowem Ludu”. Słowo to przyjmujemy „ciągle na nowo”, w zależności od konkretnej godziny, która przechodzi „w psalm nieustających nawróceń”. Ubiegły, 2016 rok, stał się najpierw godziną, w której słowo czuwania narodu polskiego przyjęło kształt dziękczynienia składanego Bogu za dar chrześcijańskiej wiary, zakorzenionej w nim od 966 roku – od Chrztu księcia Mieszka I. To dziękczynienie znalazło następnie swój solenny wymiar w Jubileuszowym Akcie Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana, który miał miejsce w krakowskich Łagiewnikach w dniu 19 listopada. Mówiliśmy wtedy: „Oto my, Polacy, stajemy przed Tobą wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi, by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród. Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie”. Uznając to panowanie, pragniemy, „aby Chrystusowy krzyż królował”, ogarniając „całą naszą ziemię od Tatr, [od Giewontu] po Bałtyk” – jak dwadzieścia lat temu, 6 czerwca 1997 roku, w Zakopanem mówił do nas Jan Paweł II. Wraz z czcią oddawaną Chrystusowi, naszą miłość pragniemy okazywać również Jego Przenajświętszej Matce. „Do Twej dążym kaplicy...”. A na tej małopolskiej i całej polskiej ziemi jest przecież bardzo wiele Maryjnych kaplic i świątyń, począwszy od kaplicy Matki Boskiej Jaworzyńskiej Królowej Tatr na Wiktorówkach, do której od ponad ćwierćwiecza corocznie zdążam.

W świetle tego tak koniecznego zatroskania o zewnętrzny kształt naszej polskiej religijności z całą mocą powraca upomnienie kardynała Karola Wojtyły z poematu Myśląc Ojczyzna... : „Obyśmy nie stracili sprzed oczu tej przejrzystości, z jaką przychodzą ku nam [dawne] wydarzenia. (...) Obyśmy nie rozszerzali wymiarów cienia. / Promień światła niechaj pada w serca i prześwietla mroki pokoleń”. Dla nas, znajdujących się u progu 2017 roku, znaczy to: odkrywać ciągle na nowo nieporównywalną z niczym innym naszą godność Bożych dzieci, które Pana Jezusa mają za Króla swych serc i sumień. Znaczy to także: budować królestwo Chrystusa i bronić go w naszym narodzie. Znaczy to również: stać na straży tej duchowej tożsamości polskiego narodu, która swe korzenie znajduje w Mieszkowym Chrzcie z 966 roku. Znaczy to dalej: zdecydowanie bronić każdego poczętego życia i ukazywać piękno chrześcijańskiego małżeństwa i rodziny. Znaczy to zwłaszcza: podkreślać rolę prawdy jako fundamentu autentycznego spotkania człowieka z drugim człowiekiem, fundamentu życia społecznego i politycznego. Oto nasze czuwanie.


....... Ciągle uczyliśmy się i uczymy tej niełatwej prawdy, że „wolność stale trzeba zdobywać, nie można jej tylko posiadać”. Świadomi współczesnych zagrożeń właśnie tutaj, w wawelskiej Katedrze, tym bardziej wyraźnie słyszymy słowa z poematu Myśląc Ojczyzna... : „Strumień mocy niech przenika słabości./ Nie możemy godzić się na słabość./ Słaby jest [bowiem] lud, jeśli godzi się ze swoją klęską, gdy zapomina, że został posłany, by czuwać, aż przyjdzie jego godzina”.

.....Cyprian Kamil Norwid napisał:
\„Ojczyzna to wielki- zbiorowy-Obowiązek” ( Memoriał o młodej emigracji ). Do tego obowiązku z całą pewnością przynależy czuwanie nad wielkim dziedzictwem, które Polskę stanowi. Jak czuwać w czasach trudnych i jak na przekór możnym tego świata budować wielkość Rzeczypospolitej, pokazywali nam marszałek Józef Piłsudski i generał Władysław Sikorski, którzy również spoczywają w murach tej Katedry. Jak troskliwie pamiętać o polskich bohaterach z czasów drugiej wojny światowej i czasu zniewolenia za rządów tzw. władzy ludowej oraz jak mocą tej pamięci budzić nas z duchowego letargu ukazywał prezydent Rzeczypospolitej Polskiej profesor Lech Kaczyński, który oddał swe życie na służbie Ojczyźnie w katastrofie smoleńskiej i wraz ze swoją małżonką spoczywa na Wawelu od prawie siedmiu już lat.

... przed tron Najwyższego zanosimy tę modlitwę, którą nam przekazał patron dzisiejszego dnia, św. Tomasz z Akwinu, genialny mistrz w Scire Christum – w poznawaniu i ukochaniu Chrystusa: Adorote devote... – „Zbliżam się w pokorze i niskości swej,/ Wielbię Twój Majestat skryty w Hostii tej./ Tobie dziś w ofierze serce daję swe./ O, utwierdzaj w wierze, Jezu, dzieci Twe. (...)/ Pod zasłoną teraz, Jezu, widzę Cię,/ Niech pragnienie serca kiedyś spełni się;/ Bym oblicze Twoje tam oglądać mógł,/ Gdzie wybranym miejsce przygotował Bóg”. Amen.