sobota, 7 stycznia 2017

Duchowa Komunia Święta.

      W zasadzie należało by mi chronologicznie pisać o wczorajszym wieczorze kolęd z udziałem X Michała. Ale skoro poprzedni wpis był o kretach, to obecny będzie o Janosikach.
      W czym rzecz.?
      Dzisiaj po raz pierwszy w życiu będąc w stanie łaski uświęcającej, z wymaganym przepisami postem eucharystycznym na pierwszej rannej Mszy Świętej z pierwszej soboty miesiąca stojąc jako jeden z ostatnich w kolejce by przyjąć z rąk kapłana Komunię Świętą zrezygnowałem na oczach nieomal 200 osób będących w kościele z przyjęcia na kolanach i do ust Żywego Eucharystycznego Jezusa Chrystusa, zadawalając się Komunią Duchową. 
        Jerzy dlaczego? 
        Co się takiego wydarzyło?
Ty, który wierzysz, że przyjmujesz Żywe Ciało Chrystusa, w którym jest Jego Boska Przenajświętsza Krew odstąpiłeś od Stołu Pańskiego...?
        Dlaczego? 
       Jerzy dlaczego?
Ty który wierzysz, że fizycznie Żywe Ciało Chrystusa łączy się z twoim ludzkim ciałem, a Jego Boska Przenajświętsza Krew łączy się w twoim sercu z twoją ludzką krwią zrezygnowałeś świadomie z przyjęcia sakramentu Komunii Świętej?
       Jerzy co się dzieje?
Ty który przez równe pierwsze 10 miesięcy ubiegłego roku zarejestrowałeś na 641 zdjęciach większe lub mniejsze ślady własnej krwi wierząc, że krwawisz krwią zmieszaną z krwią Chrystusa odstąpiłeś od ołtarza? 
      Czego ty chłopie się obawiałeś?  
G r z e c h u!
     Jakiego grzechu?
     Odbierając z rąk Janosika Ciało Chrystusa przyklepałbym tym samym jego prawo do ZWYCZAJNEGO, a nie nadzwyczajnego podawania Komunii Świętej. Janosik to nadzwyczajny (wyjątkowy) szafarz, a nie zwyczajny. 
      No dobrze, ale miałeś szczerą wolę przyjąć Komunię Świętą z rąk kapłana. 
    Tak, oczywiście, stałem w kolejce do kapłana. Czterech szafarzy udzielało z boków Komunię Świętą. 
    To sobie tak wybierasz kolejki gdzie podejść?
    Tak, zwykle idę do tej najdłuższej, do kapłana.    
    No to czemu odszedłeś?
    Bo w puszce, co za paskudna polska nazwa, kojarząca się normalnemu śmiertelnikowi z każdą inną puszką, tylko nie nie z pozłacanym naczyniem przypominającym raczej kielich, taką nazwę mogły wymyślić tylko demokratyczne krety, które przygotowały zamach na świętości Kościoła Katolickiego, a więc odszedłem bo w puszce kapłana zabrakło konsekrowanych Hostii. 
     To kapłan nie mógł w porę połamać tych, które miał, bądź  przełożyć kilka maleńkich Hostii z kielicha szafarza. 
     Oczywiście że mógł. Już nie raz dostałem od niego kawałek Hostii, a dwa razy tak się zdarzyło, że Pan Jezus tak obliczył komunikanty w kapłańskiej puszce, by tylko dla mnie zabrakło małej Hostii i ten sam kapłan co dzisiaj, w kolejne dwa dni (to dla zapamiętania) podchodził do tabernakulum by tylko dla mnie przynieść Jezusa. Bardzo się wtedy moje serce radowało, mogłem przez dłuższą chwilę klęcząc i łaknąć  czekać, aż Król podejdzie do mnie i ogarnie mnie swoim Boskim jestestwem. Zdarzenia te miały ścisły związek z bieżącymi wydarzeniami i są szczegółowo opisane gdzieś na żywo na bieżąco na blogu. 
      A tym razem?
      Tym razem kapłan zostawił około 10 osób i kiwnął na Janosika, aby ten dokończył za niego komunikować resztę       
wiernych, a sam poszedł puryfikować puszki i kielich.
      I co?
      Z dwurzędowej kolejki na pewno wyszły dwie osoby i ja stojący na końcu. Wyszedłem dobrowolnie i z pełną świadomością, że stojąc dalej popełnię świętokradztwo. Ja człowiek chcę mieć Ciebie Boże za wszelką cenę, nawet kosztem przyklepania zła. Tak dalej być od dzisiaj nie może. To Ty Boże będziesz przychodził do mnie, kiedy Ty będziesz chciał, a ja grzeszny człowiek mam ci z wiarą i pełną świadomością mówić: "Panie nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale rzeknij tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja".
      To Ty Panie Jezu proszę mów do mnie słowo, a ja będę otwarty, by je usłyszeć. To Ty Boże będziesz uzdrawiał duszę, tak jak nie raz, nie dwa uzdrowiłeś moje ciało. Ja nie jestem godzien stawać przed Tobą Jezu w kolejce. Jedyna postawa godna Ciebie to postawa klęcząca i tylko taka. 
       Tak klęcząc przed wystawionym Najświętszym Sakramentem nie za bardzo śledziłem czytane przez kapłana rozważania tajemnic różańcowych. Wsłuchany w głos Jezusa przyjętego przed chwilą duchowo zrobiłem tylko zdjęcie na początku adoracji Najświętszego Sakramentu. Była 8:24 kiedy z księdzem została już tylko dwójka ministrantów która przyniosła kadzidło i potem drugie zdjęcie na koniec medytacji różańcowej o 8:35 w czasie błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem.
        Dzisiaj pierwsza sobota miesiąca i gdy przyjechałem 5 minut przed Mszą Świętą na przykościelnym parkingu było tylko 1 miejsce wolne. Wszedłem do kościoła. Tyle co zakończył się różaniec o 7:30. Kapłani siedzieli w oświetlonych konfesjonałach i spowiadali wiernych. Widocznie skończyli spowiadać przed Komunią Świętą, bo po skończonej medytacji różańcowej w czasie Adoracji Najświętszego Sakramentu, jakieś dziwne dla mnie było to połączenie rozważań radosnych części różańca z Adoracją Najświętszego Sakramentu, z zakrystii wyszedł kapłan by udzielić spóźnionym dwom osobom Komunii Świętej. 

Byłem po głębokiej Komunii Duchowej i o 8:40 wsiadłem do samochodu by pojechać na grób Ewy. Ruszając  z parkingu włączyło mi się Radio Maryja i piosenka: "Powiedz gdzie mam Ciebie szukać Panie mój, powiedz gdzie?"
Przypadek? Daj Boże więcej takich przypadków. 
      Na grób jak zwykle wziąłem podkładkę pod kolana i w momencie gdy klęknąłem po raz pierwszy od dnia pochówku gdy po przeżegnaniu się mówiąc słowa Ojcze przedwieczny ofiaruję Ci Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa na przebłaganie za grzechy Ewy i moje  zalałem się łzami. I w tym momencie stała się rzecz nadzwyczajna, której mój rozum nie potrafi wytłumaczyć. Biało czerwone kwiaty u wezgłowia złożonego w grobie ciała Ewy zaczęły się poruszać i od strony kwiatów w moją twarz powiał bardzo delikatny wiatr. Natychmiast osuszyły się łzy (było 2-3 stopnie poniżej zera) tak, że ze spokojem mogłem odmówić całą dziesiątkę koronki. Gdy przy drugim wezwaniu: Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata próbowałem te słowa zaśpiewać po raz pierwszy w życiu nie mogłem z siebie wydobyć głosu, czyli miałem do końca mówić. Co ciekawe, wokół mnie panowała cały czas idealna cisza za wyjątkiem tego jednego krótkiego momentu, gdy kwiaty się poruszały. 


Przed rozpoczęciem drugiej dziesiątki zrobiłem to zdjęcie obok jest na nim godzina 8:55. Drugą dziesiątkę koronki odmawiałem z intencją Ojcze przedwieczny ofiaruję Ci Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa na przebłaganie za grzechy Łukasza, tu wymieniłem imię Proboszcza, ks odprawiającego Mszę Świętą i X Michała. Kończąc tę dziesiątkę robiło mi się coraz to zimniej i gdy tylko pomyślałem, że muszę na tej dziesiątce skończyć i rozpocząłem słowa Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny zmiłuj się nad nami i nad całym światem sytuacja z ruszającymi się kwiatami powtórzyła się. Tym razem trwało to wyraźnie dłużej, na tyle abym się mógł rozejrzeć na boki i stwierdzić że nic się wokół mnie nie rusza , nawet kwiaty w nogach Łukasza stały nieruchomo. Powiew wiatru od strony wezgłowia chronionego żywopłotem z gęstych tui był niczym nieuzasadniony, a szpaler tui doskonale zawsze chronił grób przed zachodnimi wiatrami. Odebrałem to wszystko jako uspakajające mnie powitanie i aprobujące adoracyjne przemyślenia pożegnanie.

Brak komentarzy: