niedziela, 8 stycznia 2017

Kolenda dla nieobecnych.

        Okres świąteczny to czas śpiewania kolęd. Dobrze, że są jeszcze domy, gdzie się pielęgnuje ten staropolski zwyczaj dzisiaj u mnie, jutro u ciebie. Tym razem miałem obawy czy nie sprawię swoją osobą pozbawioną słuchu kłopotu. Ostrzeżeni domownicy okazali się bardzo mili a towarzystwo do śpiewania wyjątkowe. Nieomal wszyscy muzycy, a co się z tym wiąże osoby z absolutnym słuchem. 

       Przy kolacji przyszło mi siedzieć przy panu Henryku Weredzie. Zaciekawił mnie ten niesamowity człowiek odsłaniając przede mną całkowicie nieznany świat ciemności. Pełno o nim w internecie. 

Zacytuję tylko kilka zdań: doskonały muzyk z wieloletnim doświadczeniem i wspaniałą intuicją muzyczną, nauczyciel muzyki, pedagog, organizator, przyjaciel wielu widzących i nie widzących wielki optymista, doskonale dający sobie radę w życiu i co najważniejsze mimo ślepoty wdzięczny i dziękujący Bogu za każdy przeżyty dzień. 

      Po rozmowie z nim odniosłem wrażenie, że gdyby dzisiaj stanął przy nim Pan Jezus i spytał go co chcesz Heniu abym ci uczynił odpowiedziały Bogu tak, jak mi odpowiedział: abym tylko na starość nie był dla nikogo kłopotem. 
     A jak pan sobie radzi w życiu? 

     Tu była długa rozmowa, z której wyłonił mi się obraz człowieka - z duszą i z ciałem oraz zdolnościami nietoperza. 
     Każdy dźwięk ma swój kolor stwierdził mój rozmówca.
      Ale przecież pan kolorów nie widzi. 
     Ale ich barwę i ciepło odczuwam.
     Czy pan liczy kroki, jak się pan porusza w nieznanym terenie po raz pierwszy i ma pan świadomość, że przyjdzie panu jeszcze raz iść tą samą drogą? 

       Ależ nie, świat jest tak ciekawy, i pełen niespodzianek, że szkoda by mi było czasu na rejestrowanie takich danych. Po prostu idę uważnie i rozglądam się na boki rejestrując w pamięci obrazy które widzę. 
      Jeszcze raz panie Heniu. Co pan widzi? 
      Widzę domy, krzaki, pojedyńcze drzewa, stojące samochody. 
      Chyba jadące pan słyszy. 
      Oczywiście, ale i stojące też rejestruję. Inaczej stukot  mojej laski rozchodzi się pod pudłem stojącego samochodu, niż w przestrzeni gdzie tego samochodu nie ma. 
      A jak z orientacją przykładowo w lesie?
      Potrafię poruszać się sprawnie prawie że bez laski drogami leśnymi. Jestem nauczycielem orientacji przestrzennej w różnych terenach.  
     Jako drogowiec pytam rozmówcę co sądzi o wstawianych w płyty chodnikowe na przejściach dla pieszych perforowane elementy ze specjalnymi wypustkami?
     Ułatwiają poruszanie się, spotkałem je za granicą, ale nie ma ich wszędzie. Ja nauczyłem się przechodzić jezdnię w każdym miejscu. Potrafię dokładnie określić miejsce, w którym natrafię na wystający krawężnik po drugiej stronie jezdni, by się o niego nie potknąć. Inny dźwięk wraca do moich uszu od płaskiej powierzchni niż od kolejnej płaskiej powierzchni podniesionego na 12-15 cm chodnika. Wysłyszę ten uskok.    
       Na koniec zadaję mu pytanie które mnie dręczy od szeregu lat. Jak pan słyszał i pewno pan zauważył, że śpiewając nie mam tak jak inni słuchu absolutnego. Moja żona uzdolniona muzycznie i mająca słuch absolutny  powiedziała mi kilkanaście lat  przed śmiercią, że będąc jeszcze panną po skończeniu szkoły średniej złożyła papiery do przyjęcia do zespołu Mazowsze. Po egzaminie konkursowym została zakwalifikowana do przyjęcia do szkoły Mazowsza od 1 września. Żonę pierwszy raz na oczy zobaczyłem,  przed balem maturalnym 30 maja. Co ona mogła we mnie w takim bezsłuchowcu  widzieć, że po 3 miesiącach znajomości zrezygnowała dla mnie z kariery w Mazowszu, by po dwóch latach wyjść za mąż. Gdyby żyła obchodzilibyśmy w tym roku nasze 50 lecie małżeństwa. 
     Tu pan Heniu rozłożył ręce mówiąc, to musiała być duchowa sprawa.
      Podsumowując naszą rozmowę odniosłem wrażenie, że gdybym zadał panu Heniowi pytanie, którego mu z oczywistych względów nie postawiłem, czy po odzyskaniu wzroku czułby się bardziej szczęśliwy, mógłby mi odpowiedzieć nie tak: jak słyszę jak wielu ludzi widzących jest nieszczęśliwych, nie potrafiących się odnaleźć w życiu, prowadzących grzeszne życie, bo wzrok to najczęstszy narząd przy pomocy którego grzeszymy, wolałbym czekać z moją ciemnością na światłość wieczną. 


        W czasie przyjęcia był też czas gdy mój rozmówca zademonstrował mi pracę podręcznego elektronicznego notatnika brailowskiego.



        Przed rozejściem się do domów zaśpiewaliśmy kolędę dla nieobecnych. Słowa utkwiły mi w gardle, a pamięć przywoływała obrazy grającej na pianinie Ewy.

       Bóg zapłać panie Henryku, błogosławieństwa Bożego dla Pana i przemiłych domowników, którzy raczyli mnie gościć w swoim domu. Odsłonił mi Pan zupełnie nieznany świat ludzi - nietoperzy. 
      Jeszcze raz serdecznie Państwu domownikom, obojgu muzykom niewidomym i pozostałym uczestnikom wieczoru kolędowego dziękuję.

Brak komentarzy: