piątek, 20 stycznia 2017

List do śp Jana Niemyta cz. 2 Rozmowa duszy z duszą

Kochany Panie Janie!

Pozwoli Pan, że będę kontynuował moją opowieść o Pomniku Niebieskiego Króla przed którego obliczem mam nadzieję, że się spotkamy. Dzisiaj będzie to rozmowa o pojednaniu Twojej duszy z Bogiem.

Tak nazwałem zdjęcie z dzwonem z godz.13:01 zrobione na przeźmierowskim cmentarzu, na chwilę przed rozpoczęciem uroczystości pogrzebowych w kaplicy cmentarnej.
       Zdjęciu obok, z godz. 14:22, gdy po pogrzebie i dalszych moich modlitwach na grobie żony i syna wróciłem na Twoją Panie Janie mogiłę dałem tytuł: "Rozmowa duszy z duszą". 



"Ciebie Mój Boże pragnie moja dusza" - tak jak Pan życiem uczyłeś dzieci i wnuki, śpiewaliśmy wczoraj refren psalmu na Mszy pogrzebowej w naszym parafialnym kościele razem z Pana rodziną i bliskimi osobami, które przyszły wspomóc Pańską duszę w drodze do Nieba.

Ilu nas było? Powiedziałbym sporo, ławki w dużej części nieomal pełne. Wszyscy w okolicy Szanownego Pana znali, ale nie każdemu może pasowało by przyjść się pomodlić w Pana intencji. 



      Wiemy, że dla Szanownego Pana liczy się dzisiaj każda zdrowaśka. Skończył się dla Pana czas, że w drodze do Nieba mógł  Pan sobie sam poradzić, choćby cierpiąc w cichości. 

Dzisiaj już tylko my:  Kościół wojujący możemy coś dla Pańskiej duszy jeszcze u Boga wyprosić i wypościć, wymodlić i wycierpieć. Skończył się dla Szanownego Pana czas miłosierdzia, a nadszedł czas sprawiedliwości. 

Czas zasług minął. W końcu Twoich ziemskich dni świat pozostawił Cię bezradnym w obliczu nieubłaganej rzeczywistości końca życia ziemskiego. Mogłeś wtedy jeszcze cierpieć. 

Tak, jak żadna ręka ludzka nie mogła powstrzymać Twojej śmierci, tak dzisiaj Twoja dusza oczekuje naszego wsparcia. Za życia śpiewałeś: Od nagłej a niespodziewanej śmierci zachowaj mnie Panie i spełniło się Twoje błaganie. Przechodziłeś stopniowo w ręce Boga i zdawałeś sobie z tego sprawę. Nie każdemu śmiertelnikowi jest dana taka łaska. Tobie Bóg ją dał. 

Obecny, hałaśliwy medialny świat, zdawał Ci się jednym wielkim majakiem, gdy serce ściskał Ci ból rozstania z najbliższymi i lęk przed nieznanym przechodzącym w wielką ufność. 
JEZU  UFAM  TOBIE.

W myślach, jak dawniej, siadałeś na rower i jechałeś do Jezusa. Stawiałeś rower w krzakach i z ufnością zwracałeś się do Niego. Czas na ziemi był dla Ciebie Panie Janie czasem zbierania zasług, gromadzenia skarbu.

To był czasem próby, w którym Twoja dusza określiła się przed ludźmi i co najważniejsze, przed Bogiem, jako Jego przyjaciel. Na łożu śmierci widziałeś już tą prawdę, że miłość Boża, Jego obecność towarzyszyła ci przez całe życie. 

Zdawałeś sobie  doskonale w życiu sprawę, że przyjdzie taki moment, że miłosierne i czułe oblicze Boga przyjmie wyraz surowej sprawiedliwości, bo zawsze jest Prawdą i odzwierciedla Prawdę wobec duszy. 

Boża, Królewska Prawda jest nieubłagalna i nie podlega ludzkim wpływom, korupcji, naciskom. Nie ma ucieczki od niej, bo jest wszechobecna i wszechogarniająca. 
To jest Ciało Moje, na życie wieczne.

A to jest Krew życia wiecznego. Taka Prawda jest i taka Prawda przenika wszystko na wskroś. Grzeszna dusza w grzechu śmiertelnym u progu śmierci widzi swą nędzę i sytuację, z której już nie ma wyjścia. 

Musi iść tam, gdzie iść nie chce i opuścić to, czego opuścić nie chce. Ty Panie Janie nie byłeś przywiązany do świata, nie odwracałeś wzroku duszy od Boga. Serce Twoje Panie Janie pragnęło spotkania ze Zmartwychwstałym Eucharystycznym Królem.

Twoja dusza pragnęła iść tam, gdzie chciałeś aby poszła, a chwile poprzedzające śmierć były dla Ciebie Panie Janie czasem łaski, w którym do końca upraszałeś miłosierdzie Boże dla siebie na czas Sądu. 

Twoi najbliżsi, my uczestnicy Mszy św. pogrzebowej jesteśmy radośni, bo jesteśmy przekonani, jesteśmy pewni, że dusza Twoja nie zostanie potępiona. Do końca dni swoich zwracałeś się z ufnością do Boga.

A gdy czas się skończył, ta Twoja postawa ufności Panie Janie tylko się utrwaliła i powiększyła. Myśli i słowa z jakimi umiera człowiek zastygają na jego ustach. Z takimi się stawia przed tronem Boga. 

Jeśli za życia błagał Miłosierdzia, Boże Miłosierdzie musi stawić się na Sąd.   
Cieszymy się tu na ziemi, że może Pan oglądać Boga twarzą w twarz. Skąd ta pewność u mnie spytacie?

Bo Pan Jan Niemyt wierzył, że pod postacią białej Hostii jest Żywy Eucharystyczny Jezus Chrystus Król przed którym jego dusza padnie na kolana na Sądzie Bożym. Nie stanie jak równa przed równym. Na taki gest pozwolił sobie tylko Lucyfer. Stanął przed Bogiem i powiedział mu Jestem Tobie Boże równy. Świątobliwy Pan Jan jak go określił Ks. Proboszcz charakteryzował się wielką pokorą, klękał przed Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata.

   Klękał przed Najświętszym Sakramentem, klękał przed białą maleńką Hostią i małym konsekrowanym komunikantem wierząc, że klęka przed  K R Ó L E M. przed którym padnie na kolana jego duch po śmierci.

Doskonale zdawał sobie sprawę w którym miejscu w parafialnym kościele przebywa na stałe o każdej porze dnia i nocy Pan Jezus ukryty w Najświętszym Sakramencie.  

Jako kościelny wiedział jak się godnie zachować. Do póki mu zdrowie dopisało klękał przed tabernakulum za każdym razem, gdy tylko przyszło mu przed nim przejść. A do Boga nigdy nie odwracał się plecami.

Brak komentarzy: