sobota, 4 lutego 2017

Duchowe dywagacje ... cz 1 Wstęp.


4 luty 2017 

Duchowe dywagacje
 po pogrzebie śp.
Szanownej Pani Krystyny Stryjakowskiej.




1. Wstęp 

       To dla mnie dziwne, że mimo, że nie spotkałem się ze zmarłą za życia postanowiłem zrobić tenże album ze zdjęciami z ostatniej drogi ziemskiego ciała śp Pani Krystyny Stryjakowskiej. Mam nadzieję, że po zmartwychwstaniu naszych ciał będzie mi dane, spotkać się w domu Ojca ze zmarłą, a wtedy będzie okazja by nasze dusze wymieniły się podziękowaniami.
       Ja Jerzy Zygarłowski z Placu Zmartwychwstania dziękować będę za pisarską inspirację jaką ten pochówek wywołał u mnie, a zmarła Pani Krystyna za dziełko, które Państwo czytacie. 
        O ile dzwonić w czasie uroczystości pogrzebowych dzwonem "Pojednanie" nie mam skrupułów, o tyle robienie zdjęć na pogrzebie bez pytania najbliższych o zgodę, co w tym przypadku miało miejsce, budzi zawsze moje obawy. Liczę jednak na to, że  sporządzony album z pogrzebu, a konkretnie z kaplicy cmentarnej, pochówku ciała w grobie i ofiary Mszy Świętej rozwieje ewentualne obawy Najbliższych, którzy nie będą mieli sprzeciwu, by mógł go oglądać w internecie na moim blogu, bliżej nie określony zakres internautów, a nie tylko uczestnicy pogrzebu. 
       Tu uwaga: Córki zmarłej Szanowna Pani Elżbieta Stryjakowska po konsultacjach z siostrą Marią Stryjakowską - Sekulską dnia 17 lutego 2017 roku wyraziły zgodę na publikację tekstu: "Dywagacje duchowe po pogrzebie ich mamy Krystyny Stryjakowskiej" na blogu "Pojednanie". Tym samym napisane przed 17 lutego br w siedmiu odcinkach teksty zostają z tym dniem udostępnione moim czytelnikom.   
       O zgonie śp Szanownej Pani Krystyny Stryjakowskiej dowiedziałem się od ks. kan. Andrzeja Strugarka, proboszcza w Baranowie, w dniu zgonu, kiedy to już na wieczornej Mszy Świętej modliliśmy się całym kościołem za duszę zmarłej. Wtedy też dostałem natchnienie by zaproponować Ks. Proboszczowi dzwonienie na pogrzebie, które zostało przyjęte. Reszta mojego działania, była już tylko praktyczną realizacją tego natchnienia. 

     Następnego dnia po zgonie śp Pani Krystyny Stryjakowskiej, w najpoczytniejszym poznańskim dzienniku, w Głosie Wielkopolskim ukazał się anons o miejscu i czasie pogrzebu, z którego mogłem wyczytać, że 92 letnia zmarła była członkiem Sodalicji Mariańskiej oraz Rodziny Katyńskiej, a jej pogrzeb odbędzie się w pierwszy piątek miesiąca, 3 lutego, na cmentarzu Górczyńskim. 

       Na cmentarz wjechałem z dzwonem 45 min. przed pogrzebem. W biurze cmentarnym okazało się, że byłem już wcześniej za anonsowany przez Ks. Proboszcza. Dostałem krótkie, dla mnie zrozumiałe wytyczne (V La 12-2). Zaparkowałem przed kaplicą. Na wielu pogrzebach w poprzednich latach już na tym cmentarzu dzwoniłem, ale nigdy nie stawałem z dzwonem przed kaplicą. To miejsce przeznaczone dla ludzi, a nie dla samochodu osobowego z podczepionym dzwonem. 
      Drzwi do wnętrza kaplicy były otwarte. Dawniej nazywano miejsce w którym stała trumna ze zwłokami przed pogrzebem trafniej - kostnica, bo tu nie odprawia się Mszy Świętych, a przechowuje się ludzkie kości. W środku na katafalku stała prosta drewniana trumna z ciałem zmarłej i były dwie modlące się w ciszy siostry zakonne

        Moje krótkie: Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie, a światłość wiekuista niechaj jej świeci na wieki, wieków Amen. "Jej" - czyż to nie zbytnia poufałość w stosunku do zmarłej pomyślałem? Tu w modlitwie chodzi o duszę i zmartwychwstałe uwielbione ciało Pani Krystyny, Dziecka Bożego, a nie o jakieś tam konwenanse - uspokoiłem swoje wątpliwości


      Po kilku minutach jestem z dzwonem przy gotowym grobie. Pod pawilonem, tak teraz nazywają namiot rozłożony nad grobem, stał krzyż z tabliczką śp Pani Krystyny, przygotowane było kropidło i grudka ziemi na łopatce oraz  dyskretnie podłączona elektryczna winda do opuszczenia trumny, a w pobliżu kręcił się mający oko na wszystko trębacz.

     Wracam do kaplicy. Mam niecałe pół godziny na indywidualną modlitwę przy zwłokach zmarłej. Wnętrze powoli wypełnia najbliższa rodzina. Reszta żałobników stoi na zewnątrz, w otwartych drzwiach kaplicy. Dziwi mnie zachowanie najbliższych, a zwłaszcza sióstr zakonnych. Nikt nie rozpoczyna ani różańca, ani koronki. Nie wiem czym to tłumaczyć?

Brak komentarzy: