sobota, 25 lutego 2017

Dywagacje duchowe po pogrzebie Chrzana cz. 1

Z przyjęcia po pogrzebie śp. dh. Jerzego Chrzanowskiego  wróciłem przed siedemnastą z głową pełną wrażeń z całego dnia. W aparacie fotograficznym miałem niecałe dwieście zdjęć i w głowie wielki, przeogromny nie poukładany zasób przeżyć. 
Po dwóch godzinach snu wstaję rześki i gotowy do zdania relacji z pogrzebu Chrzana.  
Od czego ją zacząć? 
Co dla mego kochanego druha jest w tej chwili najważniejsze? 
Co On Chrzan, dh hm Jerzy Chrzanowski zrobiłby na moim miejscu? 
Nie miałem żadnej wątpliwości: pomodlił by się za duszę przyjaciela. 
Tak też i ja jego wychowanek uczyniłem.

Gdy klęknąłem na Placu Zmartwychwstania pod Pomnikiem Jezusa Miłosiernego nie miałem wątpliwości, że Jego dusza dostrzegła to, bo w momencie gdy minąłem furtkę zapaliło się światło ulicznego reflektora oświetlającego pomnik, by po kilku sekundach, w których miałem czas na przejście przez ulicę i klęknięcie u stóp pomnika, rozbłysnąć pełnią natężenia światła. 
Nadinterpretacja powiecie. 
Dla mnie nie, dla mnie był to znak bym klęknął przed Zmartwychwstałym Królem w pełni światłości. Dostałem dar łez, a dusza modliła się modlitwą serca. 
Ile to trwało?
Około jednej minuty, bo w następnej minucie zgasło światło.
Przypadek? 
Nie! 
Nie spodobała się ta moja modlitwa serca za duszę Chrzana, Szatanowi.
Nadinterpretacja !!!
Myślcie sobie co chcecie, wolna wola.
Tylko powiedzcie dlaczego zły duch posłużył się moją ręką i podpisał się na tym zdjęciu obok  pisząc płomieniami trzech zniczy "666".  
 
Wyraźnie została mi przerwana modlitwa serca na czas zrobienia jedno po drugim kolejnych dwóch zdjęć na tych samych nastawach. Ręce się uspokoiły i trzy znicze, które dzisiejszego ranka zapaliłem z wyraźną intencją od Chrzana dla Chrystusa Króla dały się sfotografować bez niespodzianek. 


Tu muszę się Wam przyznać, że te trzy palące się znicze są pierwszymi jakie zapaliłem po nieomal czterech miesiącach od ubiegłorocznego Dnia Zadusznych. Można tak powiedzieć, że palące się trzy znicze połączyły płomyki  Dnia Zadusznego z dzisiejszymi wieloma płomykami zniczy ( na pewno było ich ponad dwadzieścia), jakie zapłonęły przy grobie Chrzana.



Po 6 minutach śpiewanej Koronki do Bożego Miłosierdzia z wołaniem do Boga o przebłaganie za grzechy Jerzego i całego świata, brzmiało to tak jakbym się jednocześnie modlił i za moje grzechy, najpierw zapaliło się delikatne niebieskawe niebiańskie światło, by po chwili zapłonąć pełną jasnością. A mnie na myśl przyszedł refren śpiewanej nad grobem harcerskiej piosenki:   

"Żeby była taka noc
Kiedy myśli mkną do Boga.
Żeby były takie dni,
Gdy się przy Nim ciągle jest."

Czy to tylko marzenia? 
Nie! 
To rzeczywistość Królestwa Bożego już tu na ziemi.  Jerzy umierał radosny w otoczeniu najbliższych  
"Żeby był przy tobie ktoś 
Kogo nie zniechęci droga 
Abyś plecak swoich win
Stromą ścieżką umiał nieść."

Po dwóch minutach mojej  koronki znów nastała ciemność. Raz jasność, raz ciemność, jak to bywa w ludzkim życiu, ale przez cały czas towarzyszył Chrzanowi cały domowy babiniec żona Renia i cztery córki: Ewa, Kasia, Gosia i Ania z najbliższymi. 
To z nimi  Grzał  dłonie przy ognisku, a płomień im twarze zarumieniał, siedzieli przy sobie blisko jedną myślą połączeni.

I tak po woli zbliżał się do szczytu swoich dni, zupełnie jak Jezus idący z krzyżem na Golgotę, upadał i dźwigał się.  Nie trzeba było Cyrenejczyków zmuszać do pomocy. Wspierała go modlitwa i troskliwa opieka najbliższych. Po sześciu minutach, godzinach, tygodniach, miesiącach, latach, a czy to ważne, po kolejnej dziesiątce koronki znów zajaśniało Tobie Chrzanie światło. Po raz trzeci i ostatni.

A ty już marzyłeś tylko o jednym: 
"Żeby była taka noc
Kiedy myśli mkną do Boga.
Żeby były takie dni,
Gdy się przy Nim ciągle jest."
A Ty mój imienniku byłeś: 

Tuż pod szczytem, zatrzymaj się wołały nasze serca. Po raz ostatni Spójrz jak gwiazdy w dół spadają, spójrz jak drży kosodrzewina, góry z tobą wraz  wołają. 

Nie posłuchałeś ludzkiego wołania, nie chciałeś oglądać łez babińca, posłuchałeś swojego Anioła Stróża: Jerzy czas na ciebie, szykuj się do wieczności, będziesz im jeszcze potrzebny. Na pożegnanie zanuć każdemu z nas z osobna: 
"Żeby był przy tobie ktoś 
Kogo nie zniechęci droga 
Abyś plecak swoich win
Stromą ścieżką umiał nieść."
Boże daj, abyśmy ten plecak win jak najczęściej opróżniali w Sakramencie Pojednania.  

 
Skojarzenie: To ostatnie zdjęcie jakie zrobiłem w namiocie gdzie po pogrzebie odbyło się przyjęcie. Są na nim cztery niewyraźne reprodukcje ze ślubu Chrzanosi jesień 1961 rok. Bezpośrednio po ślubie Młoda Para zostaje uprowadzona z kościoła do lasku na Golęcinie, gdzie Chrzan, tak się nam wtedy wydawało definitywnie żegna się z harcerstwem, rozpoczynając nową małżeńską drogę życia. Na górnym zdjęciu z prawej:  z lewej strony Chrzana 19 letni autor bloga trzymany pod rękę przez Chrzana (drugą ręką Chrzan trzymał Renię).

Zapalając dzisiaj rano po nieomal czterech miesiącach pod Bożym Miłosierdziem trzy znicze nie miałem żadnych skojarzeń, ale gdy zobaczyłem to zdjęcie wiszące na sznurku nad głowami stojących na zdjęciu osób (Jurek ogórek kiszka i sznurek - ) zrobiło mi się "miękko" i po pokazaniu tego zdjęcia starszemu synowi i młodszej synowej skojarzywszy trzy osoby ze zdjęcia z trzema zniczami, nie żegnając się z nikim, wróciłem do domu. Do dzisiaj czuję to co wtedy przed 56 laty przez ten gest Chrzana spłynęło na mnie. Do dzisiaj, do tej chwili nie umiałem tego nazwać, ale teraz potrafię. To było błogosławieństwo przyjaciela. Bóg Ci zapłać drogi Przyjacielu. 




 

Brak komentarzy: