czwartek, 2 lutego 2017

Ofiarowane Pańskie

Gdy moi synowie, byli w wieku moich wnuków i wnuczek, Ojciec Święty Jan Paweł II papież, który jak sam określił siebie "nigdy nie jest polski, ale jest polski", wygłosił w Szczecinie11 czerwca 1987 roku homilię dla rodzin, w której użył tego sformułowania. Gdyby dzisiaj nasz polski Papież wstał z grobu, nie mam żadnej wątpliwości, że słuchając biskupa Rzymu Franciszka, ogłosił by go heretykiem. 
Dlaczego? 
Bo nasi sąsiedzi Niemcy - a konkretnie Episkopat Niemiecki korzystając z uprawnień nadanych Kościołowi Katolickiemu przez biskupa Rzymu Franciszka – wystosowali list pasterski, w którym jednoznacznie i oficjalnie dopuszczają osoby żyjące w stanie permanentnego grzechu ciężkiego do przyjmowania Komunii Świętej. Ten list – sprzeczny ze stanowiskiem Kongregacji Nauki i Wiary i nauką Kościoła katolickiego, jednoznacznie pokazuje, że kościół w Niemczech został fundamentalnie zainfekowany przez diabła. Jak informuje najnowszy numer miesięcznika „Egzorcysta” jeden z watykanistów nazywa list niemieckich biskupów „nowym rodzajem herezji” i przypomina, że podejście okazywane przez niemieckich duszpasterzy jest sprzeczne z nauczaniem zawartym w adhortacji „Familiaris consortio” świętego Jana Pawła II.
Więcej na ten temat patrz miesięcznik "Egzorcysta". Ja skupię się na nauczaniu świętego Jana Pawła II.
Dlaczego?
Bo 10 lat po homilii, którą zmierzam zacytować, a dotyczącą rodziny i dzielenia się świadectwami w środkach masowego przekazu i miejscach publicznych na temat własnej rodziny Ojciec Święty Jan Paweł II ustanowił przed 20 laty w 1997 roku na dzisiejszy dzień 2 lutego, wtedy jeszcze dla całego Kościoła Powszechnego  Dzień Życia Konsekrowanego, poświęcony modlitwie za osoby, które oddały swoje życie na służbę Bogu i ludziom w niezliczonych zakonach, zgromadzeniach zakonnych, stowarzyszeniach życia apostolskiego i instytutach świeckich. Pamiętałem  o nich w czasie dzisiejszej Ofiary Mszy Świętej a także Komunii Świętej, w sposób szczególny o X Michale Woźnickim SDB i siostrach Urszulankach od Najświętszego Serca Jezusa Konającego z Sokolnik Wielkich, a także o siostrze Marietcie   obłożnie chorej. 
        X Michałowi Woźnickiemu SDB w dzisiejsze święto obchodzone w Polsce jako święto Matki Boskiej Gromnicznej lekarz psychiatra - psycholog wyznaczył termin badań testowych. Tu muszę wspomnieć, że jego przełożeni zakonni wysyłając go do psychiatry nieomal z góry założyli, że ich współbrat w kapłaństwie, pragnący odprawiać tylko Msze Święte tak jak odprawiał je założyciel zakonu święty Jan Bosko, to jest w rycie rzymskim z krzyżem na ołtarzu i tyłem do ludzi, musi być chory psychicznie. Pomódlmy się zatem o dobre wyniki testów na chorobę, o której zainteresowany nie wie, że jest na nią chory. To dzisiaj bardzo częsty rodzaj choroby. Jeśli pacjent nie powie na co jest chory i co  mu dolega, to najczęściej rodzina dowiaduje się na co zmarł dopiero po sekcji zwłok. 
         Gdy zaś chodzi o 4 siostry Urszulanki od Najświętszego Serca Jezusa Konającego to modliłem się o to, by dostały od Boga tą łaskę by mogły Go przyjmować w Komunii Świętej tak, jak przyjmowała Go ich święta Matka Założycielka Teresa Leduchowska: na kolanach i do ust. 
        A dla siostry Marietty upraszałem łaskę zrozumienia, że dla kapłana odprawiającego Mszę Świętą jest zasadnicza różnica czy odprawia Ofiarę Krzyżową z krzyżem na ołtarzu i pasyjką zwróconą do niego, czy też celebruje mszę we wspólnocie, jako pamiątkę Ostatniej Wieczerzy Pańskiej.
 
Szczecin 11 czerwca 1987 Końcowy fragment Homilii dla rodzin św Papieża Jana Pawła II pkty 6-11 skierowany wyłącznie do Polaków (zwróćcie uwagę na ten fakt czytając tekst),  moje pogrubienia i podkreślenia. Tego dnia czytana była ta sama Ewangelia, co dzisiaj po 30 latach w święto Ofiarowania Pańskiego 2 lutego 2017 roku

        6. Ewangelia dzisiejsza prowadzi nas wspólnie z Maryją i Józefem do świątyni jerozolimskiej: ofiarowanie Syna pierworodnego w czterdziestym dniu po narodzinach. I oto, wpośród rytuału przewidzianego Prawem Mojżesza, nagle rozbrzmiewa głos starca, który wydarzeniu w świątyni jerozolimskiej nadaje pełny wymiar profetyczny. Symeon mówi o Jezusie: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą” (Łk 2, 34). Zwracając się zaś do Matki, dodaje: „A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2, 35). Chrystus — znak, któremu się sprzeciwiają.
          Drodzy bracia i siostry, czy ten „sprzeciw” nie idzie również, a może nawet przede wszystkim, poprzez tę wielką i podstawową zarazem dziedzinę życia ludzkiego, życia społecznego, życia narodowego, jaką jest właśnie małżeństwo i rodzina? Czy tutaj nie doznajemy zarazem w szczególnej mierze zagrożenia? Tej moralnej klęski, którą ponosi człowiek: kobieta, mężczyzna, dzieci! a zarazem społeczeństwo, a zarazem naród. I państwo też.
      Nie można „rozchwiać” tej „małej” wspólnoty, może słabej, może niewystarczającej, która jednak jest u korzenia wszystkich wspólnot, ażeby całe życie społeczne i narodowe nie doznało strat i szkód niepowetowanych. (Zauważmy święty JPII jako Papież nie mówi do narodów świata do ludzkości , ale konkretnie do jednego narodu polskiego, do jednego państwa, a mówi to w Szczecinie tuż przy granicy z Niemcami

     7. Nie ma skuteczniejszej drogi odrodzenia społeczeństw, jak ich odrodzenie przez zdrowe rodziny.
         A rodzina, która „jest pierwszą szkołą cnót społecznych, potrzebnych wszelkim społeczeństwom” (Deklaracja o wychowaniu chrześcijańskim, 3), jest dziś bardzo zagrożona. Wiemy to wszyscy. Jest zagrożona od zewnątrz i wewnątrz.
          I trzeba, by o tym zagrożeniu, o własnym losie mówili, pisali, wypowiadali się przez filmy czy środki przekazu społecznego nie tylko ci, którzy — jak twierdzą — „mają prawo do życia, do szczęścia i samorealizacji”, ale także ofiary tego obwarowanego prawami egoizmu. Trzeba, by mówiły o tym zdradzone, opuszczone i porzucone żony, by mówili porzuceni mężowie. By mówiły o tym pozbawione prawdziwej miłości, ranione u początku życia w swej osobowości i skazane na duchowe kalectwo dzieci, dzieci oddawane ustawowo instytucjom zastępczym — ale... jaki dom dziecka może zastąpić prawdziwą rodzinę? Trzeba upowszechnić głos ofiar — ofiar egoizmu i „mody”; permisywizmu i relatywizmu moralnego; ofiar trudności materialnych, bytowych i mieszkaniowych. „Dlatego też Kościół — słowami adhortacji Familiaris consortio — otwarcie i z mocą broni praw rodziny przed niedopuszczalnymi uzurpacjami ze strony społeczeństwa i instytucji państwowych” (por. 46). Jeśli się nie mylę, mamy najwyższy odsetek matek pracujących zawodowo, które tę pracę wykonują z uszczerbkiem dla swego życia rodzinnego. Wszystko to sprawia — w powiązaniu ze szczególnymi warunkami gospodarczymi — że do rodziny polskiej wdziera się swoisty brak wrażliwości na pozamaterialne wartości pracy ludzkiej, zanik ufności w sens pracy uczciwej, brak widzenia jej celów na dłuższą metę, natomiast obserwuje się zjawisko tymczasowości, doraźności i życia z dnia na dzień, a czasem także chęć szukania — kosztem życia rodzinnego — zarobku i dobrobytu na obczyźnie. To, o czym mówię w zarysach, jest przedmiotem wielu dyskusji, analiz i trafnych publikacji, przede wszystkim jest realistycznym postulatem rodziny, zwłaszcza młodej, rodziny rozwojowej; jest postulatem rodziny wielodzietnej, jest postulatem po prostu rodziny. Niechże nie zabraknie dobrej woli. Modlimy się gorąco, by nie brakowało nikomu dobrej woli, inicjatywy, realizacji. By rodzina była silna Bogiem, a kraj był silny rodziną, zdrową fizycznie i moralnie. Podstawą trwałości rodziny jest pogłębiana i odnawiana w Kościele i w jego programie, w jego sakramentach, świadomość znaczenia chrześcijańskiego małżeństwa, świadomość, której owocem jest trwanie, aż do śmierci.
Uwaga do całego p- ktu 7 homilii: Na temat rodziny, własnej rodziny, nie można  niekiedy milczeć. Należy przedstawiać także publicznie, także w środkach masowego przekazu, a więc i na blogu zarówno dobre jak i złe strony, o których nie zawsze mogą, nie zawsze potrafią mówić sami  poszkodowani zwłaszcza jak opisywane zdarzenia mają w społeczeństwie zasięg bardzo szeroki. Przykładowo głupota ludzka jest niekiedy tak powszechna i przeogromna, że warto na nią zwrócić uwagę bazując na konkretnych przykładach.  O patologiach, a także na z pozoru drobnych uchybieniach też należy mówić. Zdanie znanego profesora sprzed  problemy  

           8. Wpatrzeni w wydarzenie, jakie miało miejsce w świątyni jerozolimskiej, wyznajemy wraz z Symeonem, że Chrystus jest „światłością ludzkiego zbawienia”, że jest „chwałą” Ludu Bożego (por. Łk 2, 30.32). Dlatego też wszyscy stoimy wobec wielkiego zadania. W czasie Wielkiej Nowenny przed tysiącleciem chrztu Polski, Episkopat ujął to zadanie w zwięzłym zdaniu: „Rodzina Bogiem silna”. Rodzina Bogiem silna — to jest zarazem rodzina jako siła człowieka: rodzina szlachetnych ludzi. Rodzina ludzi wzajemnie obdarzających się miłością i zaufaniem. Rodzina „szczęśliwa” i uszczęśliwiająca. Arka Przymierza. W punkcie wyjścia rodziny znajduje się rodzicielstwo. Kościół uczy: odpowiedzialne rodzicielstwo. I sprawie tej poświęca wiele uwagi — i wiele wysiłku. Odpowiedzialne — to znaczy: godne osoby ludzkiej, stworzonej „na obraz i podobieństwo Boga” (por. Rdz 1, 26). Odpowiedzialne za miłość. Tak: miłość, drodzy małżonkowie, mierzy się właśnie tą rodzicielską odpowiedzialnością. A więc — rodziny odpowiedzialne za życie, za wychowanie. Czyż nie o tym właśnie mówią słowa przysięgi małżeńskiej? Odpowiedzialność wzajemna: męża za żonę, żony za męża, rodziców za dzieci. Odpowiedzialność ojcowska: „Pan uczcił ojca przez dzieci” — mówi Księga Syracha (3, 2). I odpowiedzialność macierzyńska. Nie można jednak zapominać, że mężczyzna musi być pierwszy w podejmowaniu tej odpowiedzialności. Jeśli Apostoł mówi, w duchu swojego czasu: „Żony, bądźcie poddane mężom” (Kol 3, 18), to mówi zarazem: mężowie, bądźcie odpowiedzialni! Zasługujcie prawdziwie na zaufanie waszych małżonek. I waszych dzieci.

       9. W latach osiemdziesiątych Szczecin był miejscem doniosłych wydarzeń — i doniosłych umów pomiędzy władzami państwowymi a przedstawicielami świata pracy. Jaki był sens tych umów? Czyż nie chodziło o wszystko, co odpowiada godności ludzkiej pracy — i godności człowieka pracy? Mężczyzny i kobiety? Praca ludzka: czyż nie jest ona stałym punktem odniesienia całego społeczeństwa, a w tym społeczeństwie — każdej rodziny? Słusznie więc ktoś w Polsce powiedział: „Została nam zadana praca nad pracą”. Tak. Wydarzenia lat osiemdziesiątych postawiły nam wszystkim to właśnie zadanie: „pracy nad pracą”. W wielu wymiarach. Bo praca ludzka ma wiele wymiarów i aspektów dla niej istotnych. Stale więc pozostaje naszym polskim zadaniem „praca nad pracą” w odniesieniu do podstawowych praw i wymagań życia rodzinnego. Nieustannie trzeba podejmować to zadanie.

          10. Wypada pamiętać, że natura i posłannictwo rodziny stanowi najbardziej odpowiedzialną służbę społeczną, a zatem rodziny mają prawo do takich warunków bytowych, które by im gwarantowały odpowiadający ich godności poziom życia i właściwy rozwój. Chodzi tutaj o słuszne wynagrodzenie za pracę. Chodzi o dach nad głową, o mieszkanie, poczynając od młodych małżeństw i rodzin dopiero się zawiązujących. „Rodzina jest bowiem równocześnie wspólnotą, która może istnieć dzięki pracy i jest zarazem pierwszą wewnętrzną szkołą pracy dla każdego człowieka” (Laborem exercens, 10). Chodzi więc — powtarzam — o stałą poprawę warunków życia, a w tym zakresie o sprawiedliwe traktowanie kobiety-matki, która nie może być ekonomicznie zmuszana do podejmowania pracy zarobkowej poza domem, kosztem jej niezastąpionych obowiązków rodzinnych. Mówiąc to wszystko, nie chcę w niczym pomniejszać czegokolwiek, co dla tej sprawy w Polsce zrobiono. Mówię jednak, że zadania wciąż są olbrzymie. Równocześnie bowiem trzeba pytać, czy nie został zagubiony właściwy sens pracy? i czy u podstaw tego „zagubienia” nie znajduje się zapomnienie o tej podstawowej zasadzie, która kierowała pracowitością i gospodarnością Polaków tam, gdzie ona się okazała, a w zachodniej Polsce w szczególny sposób się okazywała. Ta zasada prosta, benedyktyńska: „Módl się i pracuj”. Bo praca, jak uczył niezapomniany kardynał Stefan Wyszyński, ma dwa cele: „Udoskonalenie rzeczy i udoskonalenie człowieka pracującego... ma być tak wykonywana, by w jej wyniku człowiek stawał się lepszy” (Duch pracy ludzkiej). Dzieje się tak, gdy realizowana jest rada św. Pawła: „Cokolwiek czynicie, z serca wykonujcie jak dla Pana, a nie dla ludzi, świadomi, że od Pana otrzymacie dziedzictwo jako zapłatę” (Kol 3, 23-24). Bardzo dobrze, że się wam spodobały te słowa, nie tylko kardynała Wyszyńskiego, ale także św. Pawła. Trzeba, żeby nam się podobało słowo Boże. Trzeba mieć upodobanie w słowie Bożym. Jeśli jest upodobanie w słowie Bożym, to za nim idzie działanie w duchu tego słowa. I o to bardzo nam chodzi, o to bardzo chodzi Kościołowi w Polsce, wszystkim moim braciom biskupom, tu obecnym z księdzem prymasem, i mnie, polskiemu papieżowi (papież nigdy nie jest polski, ale jest polski). Bardzo chodzi o to, ażeby było upodobanie do słowa Bożego, było upodobanie do słowa Prawdy. Tylko takie upodobanie może rodzić działanie w duchu Prawdy, może kształtować prawdziwą odnowę, a przecież tutaj właśnie, na Wybrzeżu, mówiło się tak wiele o tej odnowie, o tej odnowie, której nie przestajemy pragnąć.

         11. Pragnę teraz zaprosić wszystkie zgromadzone tutaj małżeństwa — a pośrednio stąd, ze Szczecina, wszystkie małżeństwa na ziemi polskiej — do odnowienia ślubowań małżeńskich wobec Matki Bożej w Jej fatimskim wizerunku! Ten wizerunek będzie na końcu Mszy św. ukoronowany. Drodzy bracia i siostry! „Niech w was przebywa słowo Chrystusa z całym swym bogactwem” (por. Kol 3, 16). To słowo stało się waszym udziałem. Stało się poniekąd waszym słowem od dnia, kiedy wypowiedzieliście na stopniach ołtarza: „Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci”. W tym ślubowaniu małżeńskim słowo Chrystusa w całym bogactwie swej zbawczej, uświęcającej treści, stało się słowem sakramentu małżeństwa. A wy jesteście tego wielkiego sakramentu szafarzami. To jest wasz „kapłański” udział w tajemnicy Chrystusa i Kościoła. To jest sakrament całego waszego życia. Proszę więc, abyście za chwilę powtórzyli te słowa, które idą z wami przez wszystkie dni tego życia, aż do śmierci! Powtórzcie, aby odnowić w waszych sercach ich zbawczą moc. Powtórzcie, aby odnowić łaskę sakramentu, która została wam dana w dniu zaślubin — i która stale jest wam dawana, jeśli jej szukacie. Jeśli z nią współpracujecie. Powtórzcie... I „niech sercami waszymi rządzi ten Chrystusowy pokój” (por. Kol 3, 15), którego „świat dać nie może” (por. J 14, 27). Chrystus sam daje ten pokój tym, którzy go całym sercem szukają. Odnawiając wasze przyrzeczenia małżeńskie, oddajcie całe wasze życie rodzinne, wasze dzieci, wasze troski rodzicielskie w macierzyńskie dłonie Maryi. Złóżcie je pod sercem tej Matki, która idzie przed nami „w pielgrzymce wiary”. W duchu tego właśnie zawierzenia rodzin polskich, prosimy, aby przyjęła od nas „papieskie korony” na swój fatimski wizerunek jako znak czci i miłości wszystkich rodzin całego Ludu Bożego na tej ziemi.
(...) Amen.

Brak komentarzy: