sobota, 25 marca 2017

Małgorzata i jej podopieczna - katecheza Ks Abpa St. Gądeckiego "O cierpieniu".

Sobota, 25 marca 2017 roku, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego
      Od ostatniego wpisu na błogu o pani Małgorzacie, której kapłan zamiast Komunii Świętej udzielił jak dziecku tylko błogosławieństwa mimęło 12 dni. Zajęty bieżącymi sprawami postaram się z czasem uzupełnić luki, na którą składają się: wizytacja duszpasterska Ks. Abpa Stanisława Gądeckego, jaka miała miejsce w święto patrona naszej parafii św. Józefa Oblubieńca NMP oraz wszystko to co w międzyczasie miało związek z Placem Zmartwychwstania.
        Dzisiejszy wpis zacznę od końca, od Pani Małgorzaty która się wczoraj pojawiła wraz ze swoją podopieczną przed Pomnikiem Bożego Miłosierdzia. Tyle co ustawiony nowy krawężnik z układną przez pana Remigiusza rolką z czarno białej kostki z pozbruku nie stanowił przeszkody dla obu pań, by się przedostały w zasięg promieni łask, jakie od 11 lat rozchodzą się z tego szczególnego miejsca na całą okolicę. 
       Będąc świadomy niepełnosprawności podopiecznej pani Małgorzaty spytałem czy nie podać krzesła.
      Nie, nie, my tylko na moment odpowiedziała mi pani Małgorzata. 
     Skoro nie, to nie.  Zająłem się swoją pracą przy ulicznym kwietniku, jaki urządzam przed swoim domem. Gdy po krótkiej chwili spojrzałem na obie panie, podopieczna pani Małgorzaty siedziała już na murku tuż przy brązowym kloszu lampy w kształcie ogromnej  kuli. Po 5 miesięcznej przerwie udało mi się usunąć awarię zasilania pomnika w prąd i wodę z mojej posesji. 
     Na placu budowy robót drogowych w obrębie Placu Zmartwychwstania były wtedy trzy moje zielone podkładki pod kolana przygotowane dla ks. Abpa Stanisława Gądeckiego pozostawione od poniedziałku po wizycie Jego Ekscelencji pod pomnikiem Bożego Miłosierdzia (będzie o tym oddzielny wpis). Jedna z nich służyła panu Remigiuszowi do robót brukarskich, drugą sam używałem do siania słoneczników, a trzecią podałem podopiecznej pani Małgorzaty. 
       Wstając z zimnego murka przyjęła ją ode mnie z wdzięcznością i siadła na niej. Tyle co poczuła ciepło własnego ciała, a ja zdążyłem zamienić kilka słów z panią Małgorzatą, ta ostatnia stwierdziła, że już obie muszą wracać. Na nic zdała się prośba podopiecznej, że chce sobie tu w wiosennym słońcu jeszcze posiedzieć, być może, że pomodlić się, czy też zamienić ze mną kilka słów. Ton głosu pani Małgorzaty był bezwzględny i nie znoszący sprzeciwu: "my już musimy iść". W twarzy podopiecznej, która po tych słowach pani Małgorzaty zamilkła dostrzegłem cierpienie Chrystusa. Po chwili obie panie zniknęły mi z pola widzenia. 
      Zostałem sam ze słowami Ks. Abpa Stanisława Gądeckiego, jakie do nas parafian skierował cztery dni wcześniej mówiąc na rozpoczęcie kanonicznej wizytacji o cierpieniu ludzi chorych w czasie specjalnej Ofiary Mszy Świętej tuż przed udzieleniem Sakramentu Chorych. Spróbuję słowa Jego Ekscelencji odtworzyć na podstawie notatek opatrując je zdjęciami z początku Ofiary Mszy Świętej (bez powitania):

       Na starość, gdy nas siły opuszczają człowiek przeżywa swoje "ja" przez pryzmat cierpienia. Tak jak szklany pryzmat rozszczepia na barwy białe światło, tak starość rozszczepia cierpienia ludzkie. 

Wg. Ks. Arcybiskupa na trzy rodzaje: 
1 na cierpienia nieludzkie, 
2 na cierpienia ludzkie i 
3 na cierpienia Boże. 

      Przypatrzmy się im nieco bliżej:


1. Cierpienie nieludzkie. 
       To cierpienie, które nie przyczynia się do rozwoju osobowości ludzkiej, ale wręcz do destrukcji osobowości. Posunięty w latach człowiek, nie znajdując lekarstwa na nękające go choroby, nie potrafi znaleźć się w otaczającej go rzeczywistości. 

Gdy lekarze okłamują go mówiąc mu, że będzie dobrze, z czasem przestaje kłamcom wierzyć. Odwraca się nie tylko od okłamujących go ludzi, ale i Boga. Uważa że jest przez naturę pokrzywdzony i następuje w nim silna destrukcja ducha. Proces swojego wewnętrznego skłócenia ze światem widzialnym i niewidzialnym automatycznie przerzuca na otoczenie, które z czasem staje się wobec niego nieludzkie, a ludzie, zwłaszcza najbliżsi odwracają się od takiego osobnika zostawiając go własnemu losowi. Taki człowiek cierpi wtedy na nieludzki sposób.
        Nawiązując do opisanego na wstępie przykładu pani Małgorzaty i jej podopiecznej można by powiedzie, że gdyby podopieczna wystąpiła ostro do swojej opiekunki i wygarnęła  jej, że na wyjście na spacer dwa razy dziennie z pieskiem, to ma wystarczająco dużo czasu by przystanąć ze zwierzęciem i poczekać aż piesek zrobi to po co z nim wyszła, a z nią, z  człowiekiem nie ma czasu posiedzieć i pomodlić się przez chwilę w ciągu dnia pod pomnikiem, to z pewnością opiekunka by się na nią obraziła. Zamiast się z nią wybrać następnego dnia w Godzinie Miłosierdzia pod pomnik, na  wiosenny wspólny wiosenny spacer, na wspólną koronkę czy dziesiątkę różańca zostawiła by podopieczną samą w domu przy otwartym oknie. 

2. Cierpienie ludzkie.
    Jest i drugi ludzki sposób przeżywania starości i związanego z nim cierpienia. Z nieszczęścia jakie spotyka starego człowieka, istota ludzka wydobywa dobro, a samo cierpienie ją hartuje. Człowiek z dnia na dzień dojrzewa w swej starości będąc jednocześnie wdzięcznym pomagającym mu ludziom. Swoje otoczenie podnosi na duchu, które staje się dojrzalsze mówiąc sobie jeśli ten chory, jeśli ta podeszła w wieku osoba, w swoim starczym niedołęstwie jest wstanie zachować radość, to jakże my młodzi możemy narzekać. Co my sami o sobie powiemy. Taki osobnik ludzki stanowi zachętę, podnietę do przemyśleń osobistych i jego otoczenie spotyka się z nim chętnie. 

      Ale i w takim ludzkim postępowaniu jest jakiś wewnętrzny smutek doznającego fizycznych czy też duchowych cierpień kontynuował swoją katechezę dla chorych mających za chwilę przystąpić do Sakramentu Chorych Ks. Abp Stanisław Gądecki mówiąc dalej: Choćbyście zabrali ode mnie ludzkie cierpienia nie jesteście wstanie otworzyć dla mnie bram zbawienia. Uśmierzenie bólu, ludzkie ogarnięcie cierpienia zmienia tylko nieludzkie cierpienie w bardziej ludzkie, ale nie zmienia jego istoty.

       Wracając do podanego przykładu. Pani Małgorzata mogła się wybrać się na spacer pod pomnik ze swoją podopieczną, mogła jej ofiarować znacznie dłuższą chwilę wolnego czasu, ale nie stać jej było, by na Placu Zmartwychwstania uchylić podopiecznej choć na chwilę Bramę Zbawienia. Podobnie do ludzkiego cierpienia odniosła się pani Natalia D., której dzisiaj przeczytałem powyższy tekst i  wyświetliłem film: http://kobieta.onet.pl/zdrowie/corka-nagrala-jak-opiekunka-traktuje-jej-matke-chora-na-alzheimera-szokujace/pbp1zl 
     Pani Natalia opiekuje się przez kilka godzin dziennie chorą na alzheimera panią Krystyną M. Pani Natalia D. powiedziała na to wszystko krótko: "taki chory wymaga podwójnej miłości." Swoją podopieczną odbiera każdego dnia roboczego z domu całodziennej pomocy osobom starszym, by się dalej nią przez kilka godzin opiekować aż do powrotu domowników z pracy. Ale i podwójna ludzka miłość nie wystarcza dla ukojenia duchowego bólu cierpiącego, gdyż nie otwiera bramy zbawienia.   

3. Cierpienie Boże. 
       I mamy jeszcze trzeci sposób na przeżywanie cierpienia, jak wspomniał na zakończenie swojej nauki dla chorych Ks. Abp. Stanisław Gądecki. To Boży sposób przeżywania cierpienia. Jezus - Chrystus, Król stał się człowiekiem i przyniósł ludzkości zbawienie. I nasze ludzkie cierpienie, gdy potraktujemy je jako współcierpienie z męką Chrystusa, która się rozgrywa w czasie każdej Ofiary Krzyżowej Mszy Świętej przynosi zbawienie. Łączymy wtedy efektywnie swoje ludzkie cierpienie z Boskim cierpieniem czy to będąc w Kościele na Mszy Świętej czy to przebywając fizycznie poza świątynią, poza budynkiem kościelnym. Dobry człowiek, cierpiący na ludzki sposób nie ma automatycznie zapewnionego wiecznego zbawienia. Dopiero będąc w jedności, we współcierpieniu z Trójjedynym Bogiem ma otwartą Bramę Zbawienia. Pierwszy, to znaczy dobry człowiek, musi przejść przez czyściec, drugi znajduje właściwą drogę, ma ułatwioną jedyną drogę prowadzącą do zbawienia. Nie znam odpowiedzi od czego, od kogo to zależy mówił dalej ks. Arcybiskup Stanisław Gądecki. dlaczego jeden człowiek znalazł się w chrześcijaństwie, w Świętym Kościele Katolickim, urodził się w takim, a nie innym czasie, w takim otoczeniu zewnętrznym. Po ludzku się tego wytłumaczyć nie da. To wszystko zależy od łaski Bożej, za którą jesteśmy czasami wdzięczni, a czasami niewdzięczni, zakończył swoją katechezę do chorych, ks. Abp. Stanisław Gądecki. 
      I kolejny raz wracam do przykładu pani Małgorzaty. Dzisiaj przeżywamy uroczystość Zwiastowania Pańskiego. Od tego dnia, od dnia Zwiastowania zaczęło się Boże cierpienie Najświętszej Maryi Panny. Będąc brzemienną panną już cierpiała Bożym cierpieniem. Każdego dnia współcierpiała ze swoim Synem Jezusem a nie tylko w Wielki Piątek stojąc pod krzyżem. Jako jedyna z ludzi od momentu poczęcia znała koniec ziemskiej drogi Jezusa Chrystusa i z nim współcierpiała dojrzewając do roli Współodkupicielki. Maryja nie była wszechmocnym Bogiem, była tak jak pani zwykłym człowiekiem, który powiedział Bogu TAK - niech mi się stanie. I o nic więcej nie chodzi pani Małgorzato, jak tylko o to jedno, abyśmy Bogu każdego dnia mówili TAK - niech się Twoja wola Boże staje, a nie moja. I jak Szanowna Pani usłyszy od podopiecznej, że chce pozostać przy Jezusie, to niech się Pani nie spieszy do ludzkich spraw. Ona, Pani podopieczna chce cierpieć z Bogiem i proszę to uszanować i brać przykład z jej cichego cierpienia.      

Brak komentarzy: