piątek, 3 marca 2017

Pierwszy piątek m-ca

         Pierwszy piątek miesiąca, to czas spowiedzi miesięcznej dla tych którzy zbierają 9 pierwszych piątków miesiąca. W moim dorosłym życiu zebrałem już kilka takich dziewiątek. Dla kogoś, kto się pilnuje by nie zgrzeszyć ciężko, pierwszy piątek, to najlepszy termin by się trzymać co miesięcznej spowiedzi.    
         Dzisiaj do kościoła wszedłem kilka, a może i kilkanaście minut przed rozpoczęciem Mszy Świętej. W kościele była tylko jedna osoba, mój profesor matematyki z liceum. 
         Od dłuższego czasu wybieram się na rozmowę do niego z prośbą by spróbował ułożyć formułę opisującą jednostronnie zamknięty ciąg liczb, a konkretnie lat, rozpoczynający się rokiem Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, 30 rok naszej ery (a konkretnie 6 kwiecień) 30 roku, w którym na osiemnastym miejscu występuje bieżący rok 2017, a kolejne liczby (lata powstają przez dodanie cyfry "1" równocześnie do poprzedniej liczby jednostek i poprzedniej liczby dziesiątek, przy czym, gdy dodana cyfra "1" do liczby jednostek wyniesie 10, następuje zmiana w dodawaniu "1", którą dodajemy od tego momentu do liczby nie dziesiątek a setek. I tak: po liczbie (roku) 1310 następuje liczba rok 1411 i dalej 1512, aż dojdziemy do 2017 roku.
          A więc w kościele był tylko mój profesor z matematyki. Siedział w pierwszej ławce, a ja klęknąłem pod chórem tak, jak bym chciał się spowiadać w konfesjonale.Od kilku dni nosiłem się z zamiarem skorzystania z sakramentu pojednania. Nie umówiłem się ze stałym spowiednikiem na dzisiejszą spowiedź na konkretną godzinę, ale byłem nieomal pewny że przy pierwszym piątku przed, w czasie, lub po rannej Mszy Świętej zastanę go w konfesjonale. Rachunek sumienia, postanowienie poprawy miałem już za sobą. Skupiłem się wobec tego przed Jezusem ukrytym w Najświętszym Sakramencie na żalu za grzechy. Gdybym się rozglądał za czerwoną lampką czy się pali czy nie, bo poprzednio jak byłem w kościele to się nie paliła (pewno została na noc zgaszona przez nieuwagę razem z innymi lampami), byłbym się rozproszył. Po woli do wnętrza kościoła wchodzili ludzie na ranną Mszę Świętą. Tylko dźwięk bilonu wrzucanego do skarbony z napisem "Na utrzymanie kościoła" przerywał na moment moje skupienie na sprawach duchowych. 
        Gdy pomyślałem o moim stałym spowiedniku, że mógłby już teraz przyjść, do konfesjonału zajrzała kobieta i widząc że jest pusty podeszła do zakrystii by po chwili wyjść z księdzem ubranym w białą albę ze stułą przewieszoną przez głowę, który przechodząc tuż obok mnie wszedł do konfesjonału.  
       Jako pierwsza podeszła kobieta. Spowiadała się na tyle głośno, że z pewnością nie tylko mi to przeszkadzo. Jednocześnie kobieta ta na tyle szybko mówiła, że nie mogłem zrozumieć co mówiła. Był już czas na rozpoczęcie Mszy Świętej, a kapłan jeszcze spowiadał. Gdy skończył spowiedż, a kobieta odeszła od konfesjonału, nadal siedział w konfesjonale.
       Panie Jezu skoro mi podesłałeś tego kapłana to widocznie mam się u niego dzisiaj spowiadać. Podniosłem się z klęczek podszedłem kilka kroków i klęknąłem przy kratkach konfesjonału. W tym momencie miałem już pełną świadomość, że spowiadam się przed Jezusem. Dopiero znany mi głos nauki, w jaką się wsłuchałem, sprowadził mnie na ziemię.      
        Wyłów Jerzy jądro, najważniejsze dla siebie słowo wyłów klucz - przeszło mi przez myśl. Przez tego kapłana mówi Jezus powtórzyłem sobie w myślach.  Cokolwiek w Moim imieniu odpuścicie powiedział Jezus Apostołom i ich następcom i ja odpuszczam.   Wstań! Ja mocą Kościoła Świętego odpuszczam ci grzechy twoje. Wstałem od konfesjonału rozgrzeszony mocą sakramentu kapłaństwa. Kapłan wrócił do zakrystii i po chwili wyszedł odprawić śpiewaną Mszę Świętą.
           Gdy przyszedł czas Komunii Świętej, do prezbiterium podszedłem jako ostatni. Wszystkie miejsca przy balaskach były zajęte. Klęknąłem na klęczniku przygotowanym dla kapłana w linii balasek na środku kościoła. Panie nie jestem godzien abyś przyszedł do mnie, jestem grzesznym człowiekiem, ale rzeknij słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja. Panie uzdrów ciało moje. Wystarczy tych krwawień. Proszę tylko Ciało Chrystusa zwracam się do kapłana. Pewno też w drodze wyjątku nie podał by mi Krwi Jezusa, jak to ma w zwyczaju czynić w stosunku do innych świeckich wiernych. Już mu kiedyś zwróciłem na to uwagę, że proszę by mi podawał tylko Ciało Pańskie. Gdy wróciłem na miejsce z Panem Jezusem w sercu w kościele pojawił się mój stały spowiednik
        Potem była litania do Serca Jezusowego i na koniec Droga Krzyżowa. Któryś za nas, za moje grzechy pozornie takie niby niewinne, a tak zaśmiecające duszę, cierpiał rany Jezu Chryste zmiłuj się nad nami, zmiłuj się nade mną. I odpust zupełny, po spowiedzi pierwszopiątkowej, po Komunii Świętej i Drodze Krzyżowej. Szkoda tylko, że tak mało osób korzysta z tej łaski Kościoła. 
          Gdy w drodze powrotnej poszedłem na cmentarzu pod grób Chrzana stało nad nim małżeństwo Białorusinów. Zdziwiony pytam Państwo też tutaj na modlitwie. Tak 30 dni po śmierci należy się modlić za zmarłą duszę, a tu dopiero tydzień mamy. Pomodliliśmy się w ciszy. Ja zostałem dalej sam. Gdy byłem w połowie koronki do Bożego Miłosierdzia uświadomiłem sobie, że jestem w połowie zadanej mi rano pokuty. Widocznie taka była wola Pana, bym ją dzisiaj nad grobem odmówił.
  

Brak komentarzy: