niedziela, 2 kwietnia 2017

Z dzienniczka Jerzego

Z dzienniczka Jerzego:
Te-zdjecia-wywołały-burze-w-internecie-burze-o-Jezusa
     Niedziela 2 kwietnia. 12 rocznica śmierci Papieża Jana Pawła II. 12 rocznica podjęcia ostatecznej decyzji. Teraz wreszcie nadszedł stosowny czas by nasze wieloletnie małżeńskie marzenie wybudowania krzyża, kapliczki, pomnika (nie było to sprecyzowane), jednym słowem  publicznego miejsca świętego przed naszym domem na skrzyżowaniu obecnych czterech ulic sygnalizowane najpierw ks. prob. Janowi Szkopkowi, gdy Baranowo należało do parafii Przeźmierowo, a później ks. Andrzejowi Strugarkowi przy okazji każdej kolędy mogło się wreszcie ziścić.
     W czasie katechezy na Gorzkich żalach ani słowa o votum wdzięczności. W czasie suplikacji zatkane ma oba uszy. 
     Wiem, że fałszuję. Zwrócił mi na to uwagę tuż po ofierze Mszy Świętej. Słowa były ostre. Gdy jesteśmy we dwójkę moje śpiewy raniły jego uszy. Nie mógł ich zatkać rękoma. Wysługiwał się nimi Ten Trzeci z Trójcy Świętej. Nie potrafiłem mu odpalić, że kto śpiewa ten się dwa razy modli. I tym to "uczuciem" kierowałem się otwierając usta i tym, że ten Pierwszy, ten Najważniejszy chciał sprawdzić przed czasem, jak nam we dwójkę idzie śpiewanie. 
      Tak jak mówił dzisiaj rano o Swojej męce posługując się językiem tego drugiego i z natchnienia Tego Drugiego. Nie przerwał czytania katechezy, gdy bił dzwon na Anioł Pański. A szkoda, wyraźnie na to czekałem. Dzwon jest wewnątrz pusty. Czyżby i on był pusty, czyżby się już wypalił? 
       Zostawiłem swój dar na ołtarzu. Dwie woskowe świece i coś więcej. Nie położyłem świec gdym je zapalał ani cosia na relikwiach świętych męczenników. Jakże bym śmiał. Ale wystarczyło aby mi za ciosia w tym miejscu kołki ciosał na głowie. To nie miała być intencja, nie składałem intencji a ofiarę. 
      50 zł na Archidiecezję, 50 zł na Seminarium i 50 zł na Parafię. 
      Że co, że nie było jej w koszyku, bo po pierwsze nie było koszyka, o czym wspomniał uprzednio,  a po drugie nie wpisałem jej do deklaracji, którą wrzuciłem do pancernej skrzyni. 
     Obudził mnie głos telefonu. I dobrze. Idę na Gorzkie Żale, dzisiaj niedziela. Odprawię je prywatnie i jak zwykle błogosławię. 
     Nie mogłem tego trzeciego błogosławić, nie mogłem mu życzyć zdrowia,  ale niech Boże błogosławieństwo przylgnie do niego. Siedział w samochodzie i zażywał nitro. Ewa gdy była w ciąży z najstarszym też nawdychała się nitro i o mały figiel dzieciak urodził by się martwy. Dobrze, że dało się go Piotrowi odratować. 
      A Pani Małgorzata? Jak ona miała śmiałość zadzwonić i prosić o podwózkę? Skoro z podopieczną wybrała się do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia autobusem, należało tym samym autobusem wrócić spod kościoła. 
      Że co? 
      Że tyle co odjechał, a nie prosić dobrego człowieka o przysługę. Może liczyła na obiad, którego nie zjadły z panią Luizą i spędzenie miłego popołudnia w moim towarzystwie? 
      Pan Bóg wie kogo i w jakiej chwili podesłać.  Przeprosiła za nietakt wieczorem.
      Wie także w jakiej chwili wsiąść mieliśmy oboje do samochodu by po ciosaniu kołków połączył nas przez całą drogę południowy różaniec w Radio Maryja. 
       O co poszło?
       O moje słowa "to ja sobie to skseruję". Nie pytałem jak dzieciak czy mogę. Skoro dał mi do rąk informację, to myślałem że chce, abym zapoznał się z informacją, a nie bez jego zgody wykorzystał ją do świętych nawet najświętszych celów. Nie wziął tylko pod uwagę tego, że skoro Bóg się nim posłużył, bym ja miał posiąść jego informację, której on wcześniej nie czytał, to wybrał taką, a nie inną drogę. 
      Przecież to mógł uczynić szatan. 
      A no mógł, ale ja nie do szatana się modlę, tylko do Ciebie Ojcze Niebieski. 
      Do Ciebie Boże przychodzę z moją nędzą i Tobie Boże każdego dnia ofiaruję ciało i duszę. Z miłości do Ciebie kładę się na Twoim ołtarzu wraz Jezusem i Maryją jako ofiara całopalna. 
     Przyjmij moje cierpienie i cokolwiek mnie spotyka, niech wielbi Ciebie Ojcze. Nie boję się, bo jak napisałem Ewie i nie tylko na pierwszym  banerze Ty jesteś Miłością. Wiem, że moja ofiara jest znikoma w zasłudze, ale w połączeniu z dzisiejszą najświętszą i nieskończoną Ofiarą Twojego Syna, zyskuje moc i wartość nieskończenie większą.
      Łączę więc teraz moją krew z Jego Krwią, mój ból z Jego bólem, moje udręki z Jego udrękami i moją ofiarę z Jego Ofiarą i błagam Cię,  abyś spojrzał na mnie z litością i przyjął moją wieczorną modlitwę . 
    Amen.

 




Autorytet Apostołów bazuje na ich wierności całemu depozytowi wiary – w każdym detalu. Nie wystarczy, aby Apostoł głosił tylko niektóre detale depozytu wiary. Nie wystarczy, aby Apostoł głosił większość detali depozytu wiary. Odkształcenie depozytu wiary nawet w jednym detalu dyskwalifikuje Apostoła – nie jest wiarygodny. Herezja wyłącza z Kościoła. Przestudiujmy dokładnie dzieło Commonitorum św. Wincentego z Lerynu. Nauczy nas, przy jakich autorytetach katolik trwać powinien. 
A przed świętami trzeba się oczywiście dobrze wyspowiadać. Apostoł apostołowi też. Tu nie ma wyjątków (mój dopisek).

Brak komentarzy: