niedziela, 14 maja 2017

Duch Łagiewnik to duch przyjęcia Chrystusa,

Duch Łagiewnik to duch przyjęcia Chrystusa, a nie Jego odrzucenia. Mówi o tym wyraźnie Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana. Nie wszyscy potrafią jednak odczytać tego Ducha, a Duch wieje kędy chce i jak chce. 

Wystarczy śledzić uważnie wszystko to co dzieje się wokół pełnej intronizacji Osoby Jezusa Chrystusa na Króla Polski, a wtedy wyraźnie widać ducha Łagiewnik, który wyznacza kierunek zmian. Nie widzisz? Trudno. Ja widzę.

Bo cóż się kryje za słowami Narodu "Przyrzekamy bronić Twojej świętej czci, głosić Twoją królewską chwałę - Chryste nasz Królu, przyrzekamy", albo drugie wezwanie: "Przyrzekamy budować Twoje królestwo i bronić go w naszym narodzie - Chryste nasz Królu, przyrzekamy". 

Czy w tych przyrzeczeniach, w łagiewnickim duchu, mieści się odrzucenie przez kapłana pięciu intencji mszalnych: "O pełną intronizację Osoby Jezusa Chrystusa na Króla Polski w naszych rodzinach w naszych parafiach i w naszej Ojczyźnie?" Po dwu dniowych przemyśleniach okazuje się, że może. 

Podobnie czy w tych przyrzeczeniach, w tym duchu łagiewnickim mieści się odrzucenie przez innego kapłana zgody by na terenie przez niego administrowanym, gdzie znajdują się tysiące różnych tablic umieszczenie tablicy dziękczynnej Chrystusowi Królowi Polski za łaskę chrztu, za łaskę wiary, za otrzymaną łaskę uzdrowienia było problemem? Po dwóch tygodniach korespondencji  głosem pośrednika usłyszałem sakramentalne "po przemodleniu" mój przełożony podjął taką decyzję. 

      Czy w tych przyrzeczeniach, w tym duchu łagiewnickiego miłosierdzia  mieści się odrzucenie ... i tu mógłbym wymieniać wiele innych spraw... 
       Wiele mówi się o przyjęciu, ale nikt nie chce mówić o odrzuceniu. Nie ma się co dziwić. W Objawienia Fatimskie też nie chciano wierzyć, dopóki nie zdarzył się cud słońca. Ale i potem ...
     Mnie, nie dane było widzieć cudu słońca, ale wczorajszego ranka, 13 maja 2017 dostąpiłem łaski.

Gdy wyszedłem z domu na Plac Zmartwychwstania, na ranną modlitwę pod pomnikiem o 5:26 zrobiłem dwa zdjęcia, pierwsze nr 487 i w tej samej minucie drugie ze słońcem nr 488.
Po czym wszedłem do domu i po dwóch minutach z balkonu na którym wisi baner "Witaj Królu" zrobiłem kolejne dwa  zdjęcia nr 489 i 490.
Cud słońca? 
Nie. 


Robiąc te zdjęcia, nie myślałem co na nich wyjdzie i jak wyjdzie. Po prostu rejestrowałem baranowski poranek, widok na wschód, na Poznań, na Matkę Boską Panią Poznania na Bolesną Królową Polski i na Jej Syna Króla Polski, którego odrzucono, a do których się wybierałem.  
    Godzinę czasu potrzebowałem by się wyszykować do podróży drogą krzyża.

Przed wyjazdem klęknąłem po raz drugi pod pomnikiem Bożego Miłosierdzia - zdjęcie 493 z 6:30 i następne dwa zbliżenia, by mieć siły bić się w piersi za grzeszników, by nikt z nich nie poszedł na potępienie.
    W Poznaniu parkuję na Masztalarskiej. Jest 6:58  Kościół z Błogosławioną  Poznańską Piątką jeszcze zamknięty. Mam do Nich królewskie pytanie i ponowną prośbę o orędownictwo.


Czekam do 7:03 i mijając o 7:04 stojący we wschodzącym słońcu Poznański Ratusz idę do Poznańskiej Fary na Świętosławską z pięknie oświetloną północną fasadą. Tylko ledwo widoczna pod niebieskawym daszkiem figura Chrystusa Króla, na skrzyżowaniu z Kozią z lewej strony na zdjęciu, w głębokim cieniu jak taka wyjątkowo dzisiaj smutna, spogląda na miejscami zarzygane bruki poznańskiej Starówki po wczorajszych libacjach. Kto się zajmie tą drzemiącą na ulicach Starówki młodzieżą?
     W nieomal pustej farze, po  Mszy Świętej o 6:00, pięknie oświetlonej spędzam na modlitwie nieomal pół godziny. W kaplicy Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu spotkałem 4 osoby w tym dwie siostry zakonne. W przeszklonej kabinie konfesjonału stałego dyżuru od 6:30 do 19:30 spowiadająca się osoba. (szczegóły dot Sakramentu Pojednania patrz http://www.fara.archpoznan.pl)


7:30 Przez Stary Rynek wracam na Wroniecką. W otwartych drzwiach kościoła spotykam Panią sprzątaczkę. Proszę by mnie skontaktowała z ks. Michałem. Niestety, cisza pokój zamknięty być może poszedł do franciszkanów na Górę Przemysława. 
  Trudno, pójdę go tam poszukać.
  Trafiam akurat na końcówkę Mszy Świętej. Kościół pełen młodzieży. Przy ołtarzu sześciu lub siedmiu kapłanów.

Tu, wśród duszpasterzy akademickich nie znajdę ks Michała, który nie uczestniczy w koncelebrze. Ofiarę Krzyżową Bogu Ojcu składa sam, w zastępstwie i z Jezusa Chrystusa, nie ograniczając jej do pamiątki Ostatniej Wieczerzy. 


Do Mszy Świętej przygrywa i prowadzi śpiew zespół młodzieżowy ustawiony w bocznej prawej nawie, nie widoczny przez uczestników Mszy Świętej. Właściwa muzyka z właściwego miejsca.

Komunia Święta tylko na klęcząco.  W tych murach po prostu nie da się jej przyjmować na stojąco i na łapę. Nie tylko serce ale i rozum tych młodych ludzi powala ich na kolana przed Panem i Królem. Pobyt w świątyni kończę przy ołtarzu Matki Boskiej Pani Poznania. Jej opiece polecam dzisiejszy fatimski  dzień. Na zewnątrz dowiaduję się od młodzieży, że tyle co skończyła się akademicka noc czuwania. Święta sprawa. Wracam na Wroniecką. Po godzinie i po śniadaniu siedzę z Ks. Michałem w samochodzie i jedziemy razem do Lichenia.    

Godz. 11:13 jesteśmy w Licheniu w Dolnym Kościele, w Kaplicy Trójcy Świętej. Trwa Adoracja Najświętszego Sakramentu. Tu ,przed Bogiem jest miejsce na wylanie swoich żalów
Za co? 
Będzie o tym w następnym wpisie.

Brak komentarzy: