sobota, 6 maja 2017

Dzień 5 Korona cierniowa

Książeczka do nabożeństwa mojej babci "O Najsłodszem Sercu Jezusowym"  ma 134 lata i została wydana w Krakowie staraniem Sióstr Wizytek. Zawiera 33 uwagi na miesiąc czerwiec i liczy sobie ponad 600 stron. Po dzisiejszej pierwszo piątkowej Spowiedzi Świętej mimo, że kapłan wyznaczył mi inną pokutę zabrałem się do przepisywania jej na moim blogu. 
Dlaczego?   
Bo nie znalazwszy jej treści w internecie uznałem, że warto je udostępnić szerszej rzeszy odbiorców mimo, że jej oryginalny język, który zachowałem, jest archaiczny. Jak mówią moje wnuki czego nie znajdziesz w sieci to jakby tego nie było. A więc postaram się aby, ta Boża prawda, te przekazane Małgorzacie Marii Alacoque prywatne objawienia, znalazły się w zapisie cyfrowym. Książka ma krakowskie reimprimatur z 27 czerwca 1882 roku podpisane Albinus Eppus. Jest to na owe czasy  "nowe wydanie poprawione i powiększone", stąd zdaje się  reimprimatur.
     33 uwagi na miesiąc czerwiec kończą się nie "zakończeniem", a "dokończeniem". To dokończenie rozpoczyna się istotną informacją - kluczem od rozważań. Napisano je
małym druczkiem i zamknięto w nawiasy. Dlaczego?  Przypuszczam, że jest podsumowaniem całej tej świętej, bo prowadzącej nas do świętości, książki.  Brzmi ono:
        "Wielka tajemnica wykonania dobrych naszych postanowień zawarta jest  w umiejętności wnijścia do Serca Jezusowego, wyjścia z Niego i powrotu do tego Najsłodszego Serca".

        Po pierwszym wejściu i wyjściu został niewielki ślad na blogu.  http://pojednanie2.blogspot.com/2014/06/tajemnice-bolesci-konanie.html Kolejne cztery wejścia i wyjścia miały miejsce między 1 do 4 maja br
       Dzisiaj przy pierwszym piątku jako pierwsze przepisuję rozważanie z dnia piątego zatytułowane "Korona cierniowa"
"I uplotłszy koronę z ciernia, włożyli na głowę Jego " (Mat. 23, 29)
Uwaga: W tekście zachowuję pisownię jak w oryginale z 1883 roku. Nieopisane zdjęcia zrobiłem w czasie dzisiejszego nabożeństwa pierwszej soboty miesiąca i Ofiary Mszy Świętej złożonej Bogu Ojcu w osobie Jego Syna Jezusa, przez ks. prob. Andrzeja Strugarka.

      Korona cierniowa była jednem najdolegliwszych narzędzi Męki Chrystusa Pana. Krew i łzy zalewały oczy najsłodszego Zbawiciela, kiedy z trzciną w ręku, milcząc, spoglądał na katów swoich, którzy przyklękając wołali z urąganiem: Witaj królu Żydowski!
      Ależ ciernie w około SERCA ... możesz być ból dotkliwszy. I jakąż to tajemnicę oznacza? Krzyż wyjaśnił nam, co jest grzech śmiertelny; ciernie pokażą, jak bardzo grzech powszedni rani to SERCE najsłodsze.   
      1. Naprzód rozważać będziemy znaki grzechu powszedniego.
      2. Samą naturę tego grzechu,
      3. Jak onemu zaradzić?
 
ad 1. Znaki po których poznaje się grzech powszedni

  • częste powtarzanie choć lekkich usterków, 
  • zły nałóg, 
  • zaniedbanie małych rzeczy, 
  • pominięcie drobnych łask, 
  • ospalstwo w służbie Bożej, jako to w modlitwie, 
  • w przyjmowaniu Sakramentów, niesmak, znudzenie, 
  • rutyna w ćwiczeniach pobożnych, zwłaszcza kiedy bez oporu ulegamy pokusie, a po przyzwoleniu żalu nie czujemy, 
byłyby to znaki bardzo zastraszające i słuszny powód obawy. Jeżeli w takim stanie zostajesz, toś zapewne już niejeden kolec ciernisty utkwił w SERCU Boga twego. 

     Ale najbardziej SERCE Boże rani dusza, która się tylko na wpół oddaje, a walcząc przeciw Jego miłości prawie na żadną ofiarę zdobyć się nie może. Jezus nie może znosić takiego stanu, nie może w takiej duszy przebywać i prędzej czy później następuje smutny rozdział; bo taka dusza w końcu się zraża i Pan Bóg ją opuszcza. Bo i jakaż to sprzeczność: z jednej strony serce najżarliwsze, miłością gorejące, a z drugiej leniwe, ospałe i zlodowaciałe. 

ad 2. Uważmy teraz, jaka jest natura grzechu powszedniego
      Serce poddane grzechowi powszedniemu, cierpi zazwyczaj bardzo, bo Bóg z takiej duszy niezadowolony, użala się na nią, grozi jej, a niekiedy uderza
  • Użala się i wtenczas pokoju swego odmawia. Któż sprzeciwił się Jemu i miał pokój?  
  • Grozi: Uścielę, powiada Pan Bóg, ciernie na drogach twoich  i puszczę przekleństwo na tego, który niedbale sprawy Boże wykonywa: Przeklęty, który czyni sprawę Pańską zdradliwie. (Jer. 48, 10). 
  • Nakoniec: uderza i bardzo nieraz ciężko spuszcza gromy gniewu swego na niewdzięczne dzieci, aby je obudzić z letargu śmierci, grożąc w końcu milczeniem, jako znakiem opuszczenia i ostatecznej niepokuty.
      Czas teraz wspomnieć o niebezpieczeństwach tej smutnej  choroby oziębłości. Prowadzi ona dusze niezawodnie do śmierci, tak jest, niezawodnie, a co najstraszniejsza, że je prowadzi stopniowo."Kto gardzi małemi rzeczami, pomału upadnie" mówi Duch św., tak pomału nieznacznie, że możnaby już być umarłym, a jeszcze pozory życia zachować.Trzy są drogi czyli stopnie razem nagłe i łagodne, po których się do tej przepaści spuszczamy

  •      Pierwsza droga złudzenia. Tak łatwo się omylić! Kiedy nawet nauka teologii nie zawsze wystarcza kapłanom do rozpoznania przy spowiedzi, czy grzech twój był śmiertelny czy powszedni...Wszakże to tak blisko od myśli niedbale odpieranej, do upodobania, a ztamtąd do nieporządnej chuci? Nie tak daleko, jak ci się zdaje, od spojrzenia nieostrożnego i ciekawego do nieskromnego i grzesznego. Bój się więc: "Znam uczynki twoje, iż masz imię że żyjesz, aleś jest umarły". (Obj. 3, 1).
  •       Druga droga: pociągu.
    Owa miękkość i pobłażanie sobie, owe ustępstwa w codziennym życiu zapanują na koniec nad wolą. Naprzód obudza się usposobienie zmniejszające pociąg do dobrego, a następnie skłonność do złego rośnie, aż w końcu następuje chwila, w której złe bierze górę i dusza upada przygnieciona ciężarem win, które chociaż zdawały się lekkie, jednak liczbą swoją, życie łaski przytłumiły. Natenczas biedna dusza nie ma już odwagi opierać się chytremu nieprzyjacielowi, który czekał tylko tej godziny, aby w tym ostatnim boju zwyciężyć! Niezawsze grzechy powszednie kończą się na śmiertelnych, ale w ogóle można powiedzieć: że dusza skrępowana siłą nałogu jest popychana po drodze pociągu chociaż zwolna, jednak napewno do śmierci, to jest do grzechu śmiertelnego.
  •     Trzecia droga: kary. Bóg obrażony oporem Jego łasce, dotknięty w miłości Swojej taką niewiernością, obrzydza sobie w SERCU tę duszę ... opuszcza ją, przeklina, a potem, o straszne słowo! wyrzuca ją z ust swoich!.. "Iżeś letni, pocznę cię wyrzucać z ust moich". (Obj.4, 16). O boleści ! O dolo stokroć smutniejsza nad stan grzesznika; boć Jezus nie chce śmierci jego, ale żeby się nawrócił i żył. Zrozumiej tą różnicę, jeśliś grzesznikiem: Jezus lituje się nad tobą, otwiera ci Swe SERCE; zapłacze nad tobą i wyleje skarby swego miłosierdzia...Płacz i żałuj , a on ci przebaczy ! ...Ale jeżeliś ostygły, SERCE Jego nie zniesie ciebie... wyrzuci cię z ust swoich . Może już począł: "Bodajbyś był zimny albo gorący" (Obj.4, 15). Strach bierze na wymówienie tego groźnego słowa i nie śmiem już dłużej zatrzymywać się nad niem. Spytam się tylko, kiedy i jak Pan Jezus będzie mógł powrócić i przyjąć na powrót tę duszę, którą raz z takim obrzydzeniem odrzucił? Co ją potrafi z tego śmiertelnego uśpienia przebudzić?  Dobre czytanie?... Widziano niemało grzeszników za otwarciem pobożnej książki  nawróconych:  Augustyn, Ignacy Loyola i tylu innych, ale serc ostygłych ... nie widziano. Czy spowiedź?... Ależ dusza oziębła idzie do niej bez starannego przygotowania, bez skruchy, ona nawet nie rozumie, co jej spowiednik mówi.... To może Komunia? Owszem - podobno to za jedną Komunią oziębłą spełni się jej nieszczęście i ona w przepaść grzechu i śmierci zapadnie!... To chyba żywe słowo Boże, ono już tyle cudów w duszach zdziałało nieraz ... Niestety! Dusza ostygła rzadko wzruszona, jak gdyby na to miała uszy, żeby nie słyszeć.
ad 3. Jeżeli chcesz być z tej niemocy uzdrowiony, to bierz lekarstwa, które ci dobroć Boża podaje, są one dwojakiej natury. 
  •       Pierwszym lekarstwem jest modlitwa , a szczególniej modlitwa do  najsłodszego SERCA  Jezusowego. Sam Jezus obiecał , że zleczy, zbawi każdego wzywającego Jego łaski, nawet dusze ostygłe. Spuści na ciebie jedną łzę lub iskierkę miłości i powrócisz do życia. Mów Mu przeto: Panie Jezu mój, "oto ten, którego miłujesz choruje". (J 9, 3). Boże! oto umieram; a On ulituje się nad nędzą twoją i przywróci tobie siły, spokój i radość pierwszych lat pobożności twojej. Ufaj rzuć się w to Boskie SERCE. 
  •     Drugi środek, jeżeli tak można powiedzieć, jeszcze skuteczniejszy od pierwszego: ofiara. Staraj się zwyciężać siebie i dziś zaraz zacznij od jakiej malutkiej ofiary na cześć SERCA  Jezusowego, choćby tylko powstrzymania języka od słowa nieużytecznego, lub odmówienia sobie ciekawego spojrzenia na ulicy albo w kościele.Taką ofiarę wynagrodzi ci SERCE najsłodsze spokojem i radością wewnętrzną. Jutro podaruj Mu dwa podobne umartwienia, dwa również łatwe zwycięstwa... potem trzy, cztery, i tak dalej. Tak czyniąc dalej, zobaczysz, że spokój, radość  i miłość Pana JEZUSA wzrastać będą w miarę ofiary twojej i tak postępując, nietylko wyleczysz się zupełnie, ale życiem twojem przyniesiesz chwałę Boga. Takim sposobem wyrwiesz codzień parę kolców ciernia z SERCA Jego, a ten Bóg wierny w obietnicach swoich, udzieli tobie z każdym dniem obficiej życia i łaski swojej: "Aby żywot miały i obficiej miały" (J 10, 10).
 

Brak komentarzy: