czwartek, 6 lipca 2017

Dwa Podniesienia i dwa pogrzeby dwóch Ks.Proboszczów


          Dzisiaj wstałem o 2:00 w nocy i po zapaleniu świateł przy pomniku Bożego Miłosierdzia i krótkim westchnieniu modlitewnym w kuchni, w czasie przygotowania pierwszego śniadania zabrałem się do pisania poprzedniego wpisu o kościelnej desce z autografem p. Michalaka z 1971 roku. Gdy skończyłem pisanie było kilka naście minut po 5:00. Pisanie skończyło się tym, że przysnąłem nad klawiaturą trzymając przyciśnięty jakiś klawisz przed dłuższy okres. Gdy się ocknąłem na ekranie był komunikat że system windows i coś tam dalej o wyłączeniu ...  i trzy opcje do wybrania. Wybrałem pierwszą z lewej od tego momentu nie mogłem już nic napisać. Pozostało tylko wyłączyć komputer i położyć się spać. Leżąc pomyślałem jak nie włączę kompa i nie sprawdzę czy wszystko działa nie zasnę. Westchnąłem do Boga i włączyłem, wszystko działało, a więc położyłem się spać i od razu prosząc tylko Anioła Stróża by zadbał o to bym zdążył na 8:00 na ranną Mszę świętą do parafii zasnąłem.
    Obudziłem się o 6:00. Czemu tak wcześnie pomyślałem, ale skoro jestem rześki to i muszę być i wyspany. Modlitwa poranna na świeżym powietrzu, szykowanie dzwonu do wyjazdu, nie działały światła na przyczepie z dzwonem i trzeba było szukać ISOL u, by usprawnić przepływ prądu na stykach wtyczek, sprawiły, że na przygotowanie i zjedzenie drugiego śniadania pozostało mi do 7:00  tylko 15 min. I byłbym zdążył, ale słuchając Ks Piotra Natanka i pisząc coś na komputerze w czasie śniadania przeciągnąłem je do 7:18.  Całe szczęście, że ks. prob. Krzysztof Frąszczak nie spieszy się z liturgią tak, że z 1 godz. postem eucharystycznym się zmieściłem. Skoro chcę żegnać pod Katedrą Poznańską pielgrzymów wychodzących dzisiaj z Poznania w pieszej pielgrzymce na Jasną Górę  po Mszy św. o 8:00, to do parafii na 8:00 muszę jechać z podczepionym dzwonem. Staję więc z "Pojednaniem" na zewnątrz kościoła w otwartych na oścież drzwiach i pytam siedzącego z brewiarzem w konfesjonale Księdza Proboszcza czy mogę dzwonić na Podniesienie. Po wtorkowym udanym pogrzebowym dzwonieniu dla duszy śp Rajmunda Michalaka ksiądz nie ma oporów by mi przyzwolić na dzwonienie. Pierwsze czytanie o Abrahamie i próbie jego wiary. Jak wygląda nasza próba wiary, jak wygląda moja próba wiary? Czy moja gotowość do słuchania natchnień Boga jest porównywalna do wiary na miarę wiary Abrahama. Bóg Nowego Testamentu nie żąda od nas ofiar składanych z ludzi. Obowiązuje przykazanie nie zabijaj i jego bezwzględne przestrzeganie to jest współczesna ofiara jaką świat, w którym szerzy się cywilizacja śmierci, winien składać Bogu. Dzisiaj rozlega się po całej ziemi głos Anioła Pańskiego "Nie podnoś ręki na poczęte życie"  A jak się Anioł Pański nie odezwie, i pełnoletni syn sam odbierze sobie życie? To co? Musisz z wiarą przyjąć śmierć syna. Nie pomstować na Boga. Wystarczająco dużo miałem czasu po odczytanej dzisiejszej Ewangelii, by wrócić myślami do trzech synów, z których dwóch zostało z boku, a sam z Ewą stałem bezradny nad trzecim sztucznie podtrzymywanym przy życiu. Miał do wyboru Niebo albo Piekło. Co zdążył przed śmiercią wybrać po przyłożeniu sznura do szyi - nie wiem. Polecał między innymi i jego, i mnie, Ksiądz Proboszcz w modlitwie powszechnej w ofierze krzyżowej Jezusa Chrystusa odprawiając ją dzisiaj za żywych i zmarłych parafian.
        Jadąc do katedry wstąpiłem do domu, by zadzwonić do X Michała że jadę żegnać pielgrzymów. Telefon był głuchy. 

        Pod katedrą uzgadniam z Policją miejsce mojego dzwonu w kolumnie marszowej przez miasto na trasie do Szczepankowa. Mam stanąć na wyjeździe od strony seminarium w kierunku Ronda Śródka i policjanci dadzą mi znak gdzie i kiedy się mam podłączyć. 

Żegnam wszystkie grupy bijąc dzwonem i machając im prawą ręką z aparatem, którym robię zdjęcia. 

Miały być dwie kolumny, a tymczasem wszystkie grupy wyszły w jednej. Nie liczyłem grup i będąc przekonanym, że pod katedrą stoją jeszcze pielgrzymi zostawiłem jak się okazało otwarty samochód i przez przejście podziemne udałem się w stronę katedry. 

      Gdy idąc opustoszałym już przejściem minąłem schody prowadzące na przystanek zapytałem idącą wolno z przeciwka staruszkę czy przed katedrą są jeszcze pielgrzymi? Otrzymawszy negatywną odpowiedź zawróciłem i w tym momencie podeszła do mnie nie znana mi kobieta mówiąc, że jest tą osobą, która przed laty poprosiła moją żonę, by porozmawiała z chorym panem  Andrzejem, któremu ma się na umarcie, a który przez długie lata nie był u spowiedzi, bo nikt z rodziny nie potrafił mu przetłumaczyć, że powinien się przed śmiercią wyspowiadać i przyjąć sakrament chorych. 

     Żona mi tą sprawę swego czasu referowała na bieżaco. Prawdopodobnie ją gdzieś opisałem. Nie mieliśmy czasu na dłuższą rozmowę, syn tej Pani zrobił mam dwa zdjęcia. Przy pożegnaniu powiedziała, że jak mnie zobaczy to będzie miała teraz śmiałość do mnie podejść by porozmawiać. Droga Pani Nieznajomo bardzo proszę o kontakt i złożenie świadectwa o tym co moja zmarła żona uczyniła. Nie muszę pisać, że to bardzo ważne.

     Jadąc z dzwonem i dzwoniąc po drodze starałem się wyprzedzać na trójpasmowej ulicy Prymasa Stefana Wyszyńskiego jadące pojazdy. Traktowano mnie trochę jak pojazd uprzywilejowany ale do Ronda Śródka nie dogoniłem ogona kolumny. Dopiero na dwujezdniowej ul. Jana Pawła II na wysokości projektowanego Pomnika Wdzięczności z figurą Serca Jezusowego (daj Bóg by ukoronowaną, bo jak mówią ówczesne dokumenty prasowe sprzed wojny figurę tą poznaniacy nazywali figurą Chrystusa Króla), udało mi się nie tylko dogonić ogon pielgrzymki, ale jadąc i dzwoniąc obok kolumny marszowej wyprzedzić do skrzyżowania z ul. Bpa Baraniaka kilka grup. Będąc przekonanym, że pierwsza część pielgrzymów  poszła w kierunku Ronda Rataje pojechałem w tym kierunku. Na rondzie spotkałem jedną grupę z zabezpieczeniem policją idącą w kierunku Starołęki. Dzwoniąc pojechałem na wprost ul Zamenhofa, by im podzwonić po czym zawróciłem w kierunku Ronda Rataje i skręciłem w prawo na wylotową trasę Katowicką.

       I tak z "Pojednaniem" dotarłem nie spotykając pielgrzymów pod kościół w Szczepankowie. Zaparkowałem na szerokim poboczu na skrzyżowaniu Jagodowej i Agrestowej. 

Parking przed kościołem od strony Agrestowej (głównego wejścia na teren przykościelny był cały zastawiony samochodami
Nieomal podobnie wyglądało na parkingu od strony ul Jagodowej,


gdzie z prawej strony jest wjazd gospodarczy na teren posesji kościelnej.
Ukryta za drzewami bryła kościoła nie sprawiła na mnie dobrego wrażenia. 

Podobnie elewacja frontowa ukryta za drzewami w swej bryle oglądanej z parkingu okazała się trudna do oceny. 

A to główne wejście do kościoła. Gdyby nie napis Kościół p.w. św. Józefa trudno byłoby powiedzieć patrząc od frontu, że jest to obiekt sakralny należący do Kościoła Rzymsko - Katolickiego



       Także dzwonnica stojąca obok sprawia wrażenie szybu kopalnianego. Jej betonowa konstrukcja zdaje się być jakaś taka ciężka i niezbyt pasująca do otoczenia. A to poniżej najładniejsza elewacja południowo - zachodnia. Niezbyt wysoki solidny krzyż z ukrzyżowanym Jezusem w otoczeniu zieleni skłania do modlitewnej zadumy.

Obok za kościołem wkomponowane w zieleń probostwo z balkonem obsadzonym pelargoniami sprawia z daleka wrażenie zadbanego.  

Z prawej strony wejśca głównego w załomie jaki tworzą  ulice Agrestowa i Jagodowa wkomponowana jest ciekawa grota - kapliczka Matki Boskiej

      Było kilkanaście minut po 10:00. Z kościoła dochodził do mnie głos ks. prob. Andrzeja Strugarka sprawującego Mszę pogrzebową. Gdy przyszedł czas Podniesienia nadarzyła się okazja bym po raz drugi dzisiejszego dnia dwa razy zabił sercem  "Pojednania". Nie planując tego wcześniej miałem okazję by powtórnie  uwielbić Jezusa za Jego śmierć krzyżową jaką oddaje za nasze grzechy w każdej Mszy świętej, obojętnie gdzie i przez jakiego kapłana sprawowanej.

Na ścianie frontowej duża rzeźba Zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa symbolicznego Pana Czasu i Króla Wszechświata W złotym tabernakulum ten sam co w każdym kościele Eucharystyczny Jezus Chrystus, a obok obraz Jezusa Miłosiernego.  

Z prawej strony duży plakat "Idźcie i głoście" hasło tegorocznego roku duszpasterskiego. A więc skoro już wszedłem do tej świątyni, Przybytku Pana, mimo że pustej w ławkach, ale pełnej Bogiem, to głoszę Wam 

Zmartwychwstałego Eucharystycznego Jezusa Chrystusa Króla Polski i innych narodów, którego wizerunek widzę w prawych dolnych kręgach Niebieskiej Galaktyki.  


A to powyżej i obok boczna przestronna kaplica Matki Boskiej Częstochowskiej Królowej Polski także z konfesjonałem. Na modlitwę zwiedzenie i zrobienie tych kilku zdjęć miałem trzy minuty Od kościelnego dowiedziałem się o której godzinie jest pogrzeb i jak dojechać na cmentarz w Spławiu.
         Pielgrzymi mieli pojawić się w południe a więc miałem pół godziny czasu by ze spokojem pojechać na cmentarz w Spławiu, by tak jak dwa dni wcześniej we wtorek wziąć udział w ceremonii prowadzonej przez ks. prob. Krzysztofa Frąszczaka, tak dzisiaj dzwonić w czasie pogrzebu nie znanego mi człowieka prowadzonego przez ks. prob. Andrzeja Strugarka. 
        Po drodze minąłem kościół parafialny w Spławiu w którym chrzceni byli starszy brat w 1903 roku i siostra w 1904 roku  mego ojca, a mój dziadek przez dwa lata i kwartał był organistą i kościelnym. Niestety kościół, w którym nie pamiętam bym kiedykolwiek był, był niestety zamknięty. 
        Z ustawieniem się z dzwonem przy mogile nie było kłopotów. Stanąłem wraz z obsługą cmentarną  u wezgłowia mając przed sobą trumnę, a za nią prowadzącego modlitwy  ks. prob. Andrzeja Strugarka oraz całą rodzinę zmarłego.   
      
Przez całą ceremonię pogrzebową robiłem zdjęcia nie zauważywszy komunikatu "brak karty pamięci". Gdy ks. zakończył ceremonie i oddalił się od grobu. Bicie serca mego "Pojednania" towarzyszyło żałobnikom przez cały czas składania wieńców i wiązanek kwiatów. Nie było więc okazji poza gestem przywitania zamienić ze sobą kilku słów.
      I tak zrobiło się nieomal południe. Czas było wrócić do Szczepankowa by powitać pielgrzymów. Trzy grupy spotkałem w centrum przy szkole i aptece przed którą zatrzymałem się z dzwonem. Po odpoczynku grupy zaczęły opuszczać miejsce popasu, a ja każdej z nich dzwoniłem na pożegnanie. Na koniec przeszły jeszcze w stronę Tulec jedna lub dwie grupy, które zatrzymały się pod kościołem w Szczepankowie
      Gdy już chciałem wracać do Baranowa jedna z pań częstująca pielgrzymów poprosiła mnie na zaplecze apteki na herbatę, ciasto i kanapki. Jak się okazało była to pani dr  farmacji, właścicielka apteki. Na rozmowie przy posiłku przesiedziałem u niej dobrą godzinę, by zaopatrzony w kanapki i słodkie na drogę wrócić autostradą i obwodnicą zachodnią do Baranowa.   

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Czytam tego bloga i czytam i nie mogę wyjść ze zdziwienia Pana pozornej wiary i miłosierdzia. Wszędzie chce Pan być, w centrum uwagi. Jednak przynosi to odwrotny skutek. Nie znam Pana, ale to co się tu wyprawia przechodzi ludzkie pojęcie, nie wróżę Panu kariery reportera. Szkoda mi tylko parafii do której Pan należy. Ile musiał wycierpiec poprzedni proboszcz. .. odszedł a Pan go nadal prześladuje. Mam nadzieję że nowy proboszcz pozna się na Panu. Z Panem Bogiem

Jerzy pisze...

Niechaj ustąpią z rumieńcem wstydu, którzy dziś szydzą z mego nieszczęścia.
A nich się weselą i radują w Tobie wszyscy szukający Ciebie, Ci, co Twego szukają ratunku, niech powtarzają: "Bądź uwielbiony, Boże".
(Ps 70, 3b, 5).

Ponawiam swą prośbę o podpisywanie swoich komentarzy. Anonimowe komentarze będą lądowały w spamie.