czwartek, 13 lipca 2017

Matka Boska Fatimska dała znak

13 lipiec 2017 Dzień Fatimski - czwartek
         Po rannej Mszy św. ks. prob. Krzysztof Frąszczak przypomniał wiernym o wieczornym nabożeństwie fatimskim prosząc byśmy zabrali ze sobą świece. Do kościoła idę pieszo, mam wtedy okazję by porozmawiać z sąsiadami. Po drodze do kościoła spotykam tylko trzy osoby z pieskami na spacerze. 
       W kościele jestem 5 min przed czasem. Wchodzącdo świątyni wydaje mi się, że jest sporo osób. Cisza. Nastrój modlitewnego wyczekiwania. Zaczynamy od Apelu Jasnogórskiego, a potem różaniec, tajemnice światła i procesja ze świecami wokół kościoła. 

        Figurka Matki Boskiej Fatimskiej stoi na ołtarzu, przed ołtarzem  klęcznik dla kapłana, a na wys. pierwszych ławek w pośrodku środkowego przejścia ławka z nosidłem do figurki. 

Wszystko odbywa się utartym trybem, jak za poprzedniego ks. prob. Andrzeja Strugarka. Drobne odstępstwo, jak np brak śpiewu Ave, ave, ave Maryja z unoszeniem w górę świec, po pierwszej  dziesiątce różańca kończącej się wezwaniem: "O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, które najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia", zasygnalizowane przez wiernych, zostaje przez nowego Księdza Proboszcza natychmiast zastosowane i wprowadzone od drugiej dziesiątki.



     Procesja, jest 21:33, Ksiądz Krzysztof Frąszczak podchodzi do ołtarza, zabiera figurkę i podchodzi do nosidła gdzie ją wciska w przygotowane dla niej miejsce. Przy nosidle jako pierwszy z lewej strony, z przodu, staje szafarz. 

       Chcąc robić zdjęcia w czasie procesji nie za bardzo mam zamiar nieść figurkę.  Lipiec to ostatni m-c, kiedy jeszcze o tej porze można robić zdjęcia przy naturalnym świetle. Ksiądz spogląda w moją stronę i wypada mi się ruszyć z ławki. Chwytam więc za przednią prawą  rączkę nosidła. Za mną do figurki podchodzi jeszcze dwóch panów. We czwórkę podnosimy figurkę
        I w tym momencie figurką zatrzęsło, usłyszałem dźwięk, który odebrałem jako dźwięk tłuczącego się szkła, a przez głowę przeszła mi myśl, że figurka rozpadła się, że uległa rozbiciu. Unosiłem już wielokrotnie z innymi tą samą figurkę Matki Boskiej, niosąc ją z innymi w procesji fatimskiej, ale czegoś podobnego nie słyszałem. Odwróciłem się przez lewe ramię by spojrzeć co się stało, stawiając wraz z pozostałą trójką  nosidło z figurką na ławce. 
      Na podstawie nosidła dostrzegłem od strony nadzwyczajnego szafarza z przodu figurki leżącego luzem gołąbka z uszkodzonym skrzydłem. Proszę go włożyć do kieszeni szepnąłem szafarzowi, który posłuchał mojej rady. Po przeciwległej stronie na płaskiej części nosidła dostrzegłem biały, jasny nieduży nieregularny kawałek skamieniałego gipsu, który wtedy określiłem jako odprysk od figurki i powiedziałem do szafarza: to też proszę zabrać, to się potem sklei. I tą część szafarz schował do kieszeni. Podnieśliśmy jeszcze raz we czwórkę Matkę Bożą i ruszyliśmy do drzwi za ks. Proboszczem. W uszach miałem dźwięk sypiących się na posadzkę kawałków z rozpadającej się figurki, a w ręku świecę, która mi zgasła i tekst pieśni: Z dalekiej Fatimy rozlega się dzwon..." , do której śpiewu włączyłem się od drugiej zwrotki w drzwiach kościoła.
      Tak wypadło, że szedłem w procesji tuż za  Księdzem Proboszczem w jednej linii z szafarzem. On z lewej, ja śpiewając wszystkie zwrotki z prawej strony Księdza Proboszcza. Tekst pieśni  wydrukowałem sobie przed wyjściem z domu, nie będąc pewien czy znajdzie się wyłożony dla wiernych w kościele. W czasie trwania procesji tak bardzo pochłonął mnie śpiew, że całkowicie odeszły ode mnie myśli o uszkodzonej figurce. Nie ja ją uszkodziłem, nie po mojej stronie została uszkodzona, byłem z przodu i nie widziałem co się za mną dzieje i to wszystko mnie całkowicie uspokoiło. W pewnym momencie, gdy procesja była z tyłu kościoła, a wierni śpiewali refren: Ave, ave, ave Maryja ... uświadomiłem sobie, że w procesji nie idę równym krokiem z Księdzem Proboszczem. Próbowałem przez moment wyrównać z nim krok, ale on jest wyższy i stawia dłuższe kroki w przeciwieństwie do ks. Andrzeja Strugarka, z którym w procesji udawało mi się bez problemów chodzić równym krokiem. 
       Śpiewając w kościele ostatnią zwrotkę pieśni,  postawiliśmy nosidło z figurką na ławce. Stojąc z prawej strony ołtarza zrobiłem dwa, trzy kroki do tyłu umożliwiając ks. Proboszczowi od tej strony wyjęcie figurki z nosidła. Mocował się z nią przez chwilę, w końcu szafarz trzymający ze mną nosidło puścił nosidło i objąwszy od dołu Matkę Bożą obluzował ją w nosidle, nie podnosząc Jej do góry. Ks.Proboszcz uniósł figurkę i postawił na ołtarzu

      Była godz. 21:40, ks prob. Krzysztof Frąszczak wyszedł przed ołtarz i podziękował obecnym za udział i zaprosił wszystkich na następne nabożeństwo za miesiąc

Organista zaintonował pieśń: Zapada zmrok i po odśpiewaniu wszystkich pięciu zwrotek o 21:43 obecni w ciszy opuszczali kościół.

      Zrobiłem Matce Boskiej jeszcze jedno zdjęcie i skupiłem się na wieczornych pacierzach. Nie wytrzymałem zbyt długo na modlitwie i poszedłem za szafarzem do zakrystii, zrobić zdjęcia oderwanych części gołąbka i reszty.
      Gdy o 21:43 wszedłem do zakrystii szafarz pokazywał ks. Proboszczowi oderwane części.

Zrobiłem zdjęcie gołąbkowi, brakowało mu kawałka przedniej części lewego skrzydełka. Potem obejrzałem z uwagą resztę, którą okazał się skrawek dziwnie powykręcanej  papierowej serwetki, chusteczki. Od razu skojarzyłem go z nóżką gołąbka mówiąc do szafarza, że gołąbek był osadzony w otworze w figurce na ten skrawek papieru. Podeszliśmy z szafarzem do figurki stojącej na ołtarzu, w której szafarz po znalezieniu w niej otworu, na tenże sam papier połączył gołąbka z figurką. Na kościele, w pobliżu ławki próbowaliśmy poszukać utłuczonej części lewego skrzydełka. Bez tego fragmentu skrzydełka żywy gołąb nie mógłby odfrunąć. Niestety nie znaleźliśmy jej. Być może już wcześniej gołąbek odleciał od figurki, tracąc przy tym kawałek skrzydełka i został zamontowany na skrawek papieru

      Naprawioną prowizorycznie figurkę Matki Boskiej z Lourdes ks. Proboszcz chwycił oburącz i postawił na podstawce na lewym filarze obok obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej

Moja pierwsza  reakcja na to zdarzenie wyrażona po wejściu do zakrystii ks. Proboszczowi w obecności szafarza wyraziła się słowami: "na blogu tego nie napiszę, ale kręcił się tu wokół Matki Bożej i nas szatan".

I pewno byłbym nie wspomniał o szatanie, gdybym w wyszukiwarce przed chwilą w googlach nie wpisał słów: "róże czy gołąbki przy Matce Boskiej z Lourdes". Znalazłem na Fronda.pl   http://www.fronda.pl/a/znak-od-boga-cud-golabkow-z-fatimy,80469.html  Bez przeczytania o cudzie gołąbków nie dużo zrozumiecie z tego co powyżej napisałem. 

       Ja dostałem znak: czas bym otworzył klej, na który chcę umocować tablicę z prośbą o modlitwę za  ks. prob. Andrzeja Strugarka i wkleił gołąbka w figurkę Matki Bożej. 

Na koniec cytat z internetu za panią
Lidią Skorek ·
Królowi świata i ludzi niech przekaz Twój w nas wszystkich wzbudzi, wiarę, pobożność i nawrócenie przez Twoje święte nas nawiedzenie.       






Brak komentarzy: