czwartek, 6 lipca 2017

Michalak z Chyb wstawił się za Michalakiem z Baranowa

Stanąłem we wtorek 4 lipca z "Pojednaniem" za płotem cmentarnym by dzwonić na pogrzebie nie tylko osobie (duszy) nie znanej, ale także towarzyszyć w ceremonii pogrzebowej całkowicie nie znanej mi rodziny. 

Mało tego, że biłem dzwonem, to jeszcze robiłem zdjęcia z zamiarem ich opublikowania oraz opisania na blogu. Pogrzeb bliskiej osoby to bardzo intymna sprawa, spytałem więc wiekową osobę w cmentarnej kaplicy, z kim mogę uzgodnić sprawę dzwonienia. Wskazała na syna zmarłego. Spytałem czy mogę dzwonić, odesłał mnie do księdza. 
      Ksiądz, do którego się przed Mszą pogrzebową zwróciłem, nie miał zastrzeżeń, zawierzył mi w ciemno, że będę odpowiednio dzwonił. 

Dla ks. prob. Krzysztofa Frąszczaka był to pierwszy jego pogrzeb, który przyszło mu prowadzić w objętej 1 lipca parafii pw Św. Józefa Oblubieńca NMP w Baranowie. I ten fakt, pierwszy pogrzeb, nie znanej mu osoby, był jedną z dwóch przyczyn dla których chciałem wziąć udział w ceremonii pogrzebowej. A drugą przyczyną była wścibskość, taka jakaś zawodowa reporterska ciekawość, jaka się u mnie pojawiła, gdy w niedzielę 2 lipca po wejściu na chór w kościele filialnym w Chybach,



na jednej z desek przeżartej kornikami zauważyłem na jasnym tle nazwisko Michalak i datę 1. VII. 1971. To nie była faksymilia, to był oryginalny podpis. Zauważyłem go od razu, gdy tylko zająłem dogodne miejsce do robienia zdjęć do reportażu z pierwszej Mszy świętej nowego Księdza Proboszcza w Chybach. 

To ciekawe, że kilkakrotnie robiłem z chóru zdjęcia, ale nigdy wcześniej nie zauważyłem podpisu złożonego przed 48 laty. Po pierwszej, albo po dwóch pierwszych literach imienia trudno mi dociec czy to była kobieta czy mężczyzna. Gdyby obok było serduszko nie zrobiłbym tego zdjęcia ale to był podpis uczyniony wyrobioną ręką być może mego rówieśnika. 
      Przez 2 minuty poprzedzające zrobienie zdjęcia podpisu Michalaka robię 4 ujęcia ks. prob. Krzysztofa Frąszczaka jak czyta swoje pierwsze ogłoszenia parafialne na XIII niedzielę zwykłą. 

Na ostatnim z nich (tym nad podpisem) odrywa głowę od tekstu i spogląda w górę, chciałoby się powiedzieć w niebo i po zrobieniu tego zdjęcia robię zdjęcie podpisu ... Michalaka, a Ksiądz Krzysztof kończy ogłoszenia słowami: "Zmarł nasz parafianin śp. Rajmund Michalak. Pogrzeb odbędzie się we wtorek w Przeźmierowie o godz. 12.00. Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie…" Wierni stojąc dopowiadają ...a światłość wiekuista niechaj mu świeci na wieki wieków. Amen. 

I kolejne ujęcie, trzecie w tej samej minucie, na którym uchwyciłem koniec ostatniego błogosławieństwa kapłana. Po chwili wierni opuszczają kościół. Mam dwie minuty na dziękczynienie i ogarnięcie myślami tego czego byłem w ostatnich trzech minutach świadkiem. 

Nie mam pewności, że  zdjęcie podpisu udało mi się. Dla pewności   przed opuszczeniem chóru, a zarazem kościoła, robię jeszcze dwa zdjęcia podpisu przy czym to obok z użyciem lampy błyskowej (było już po skończonej Mszy św.). 

Po wyjściu z kościoła, gdy chcę zrobić kolejne zdjęcie okazuje się, że muszę wymienić baterię bo się skończyła. Z wymianą zdążyłem na czas, by zrobić zdjęcie ks. kan. Zbigniewowi Tokłowiczowi jak wychodzi z kościoła z naręczem kwiatów, a potem ks. prob. Krzysztofowi Frąszczakowi jak rozmawia na zewnątrz z parafianką.


       Nie mając żadnej pewności, że podpisany na kościelnej desce Michalak jest tym samym Michalakiem, którego pogrzeb odbył się we wtorek,  już w niedzielę postanowiłem, że będę towarzyszył z dzwonem w ceremonii pogrzebowej Rajmunda Michalaka.

       Czyżby tym sposobem dusza Rajmunda Michalaka zwracała się do mnie z prośbą o dzwonienie na pogrzebie i pamięć w modlitwach?

Brak komentarzy: